***
Rok 356 PPB* ***
Stało się. Oblicze zagłady, które jeszcze niedawno tak było nam bliskie wkońcu zostało zażegnane. Chwała niech będzie Ahn'bysowi i jego synu Methestelu! Lecz pozwólcie, że zacznę swą relację od początku aby jej sens był jasny dla wszystkich...
***
Oto roku 320, zwanego
Rokiem Obfitych Plonów na stanowisku namietnika Prowincji Yewskiej po śmierci ś.p. barona Sebastiana Drake'a na jego miejsce z ramienia miłościwie nam panującego Lorda Britisha wyznaczono barona Wilhelma von Mykredosa. Był to człek młody, w kwiecie wieku. Cieszył się powszechnym zaufaniem i sympatią samego króla, jako iż pochodził z rodu sławnego i wielkiego. Wydawało się więc, iż dobrze pełnić swą funkcję będzie.
Lecz stało się inaczej. A zaczęło się to rok później, od drobnych incydentów. Pierw zdarzały się zniknięcia wśród miejscowej ludności, w różnym to czasie i o różnej porze...wpierw jeden drwal co nie wrócił z roboty w lesie, innym razem to jakiś chłop co poszedł obaczyć nocą swe trzody...i tak dalej, i tak dalej, aż wkońcu problem stał się poważny. Podejrzenia były różne, jako iż las Yew znany był nie od wtedy ze swych niebezpieczeństw - jedni mówili, że to orki co znowu szykują pewnie najazd jakiś, inni, że to wilki z lasu. Namiestnik Wilhelm zarządził stan podwyższonego bezpieczeństwa - wzmocniono straż i radzono mieszkańcom nie wychodzić porą wieczorną bez potrzeby z domów. Ale i to nie pomogło, bo ofiar było coraz więcej i odkryto przyczynę tegoż stanu rzeczy.
Pewien wojownik przechodząc dnia któregoś koło krypt bedących niegdyś plugawą świątynią boga chaosu, usłyszał dobiegające stamtąd głuche hałasy. Zdziwiony, otworzył wrota do jednego z budynków i wkroczył do środka. Komnata, pusta i zaniedbana od dawna wydawała się niczym nie wyróżniać. Wtem ze schodów prowadzących do katakumb rozległ się dziwny jęk. Zmroziło to serce męża, mimo, iż wiele rzeczy w życiu w sym widział i wiele strasznych rzeczy słyszał. Lecz ten dźwięk był nienaturalnym, jakby skrzywionym głosem ludzkim. Wojownik postanowił sprawdzić cóż to mogłoby być i zszedł na dół. Było niezwykle ciemno i panował niesamowity chłód. Wyjął więc człek ów pochodnię i począł rozpalać, gdy w błysku hubki o krzesiwo coś zauważył. Jakby postać ludzką. Uczynił to raz jeszcze i ogień rozpalił pochodnię. To co ujrzał zaskocyło go i przeraziło - oto nie człowiek, lecz bestia jemu podobna, a nawet i więcej ich stało niedaleko niego. Byli to zombie - nieumarłe istoty przwyołane mroczną magią by służyć temu kto przywoła do życia te nienaturalne, żądne krwii i mięsa kreatury. Wojownik rzucił pochodnią o ziemię i dobył miecza. Wcale nie zamierzał uciekać. Lecz nawet gdy ostrze siekało mięso, jego wysiłki wydawały się próżne - z korytarza który znajdował się za tymi stworami wybiegało to coraz więcej tych bestii. Były wśród nich też szkielety, a nawet mumie. Widząc, swą trudną sytuację mąż postanowił wycofywacć się. Gdy był już na górze nagle coś uderzyło go w plecy i straszliwy ból przeszył całe jego ciało. Padł na kolana i zdezorientowany szybko rzucił okiem w bok. Widok ten wcale go nie ucieszył - oto niedaleko stał szczerzący swe białe zębiska lisz, a z jego wyciągniętej kościstej dłoni wciąż unosiły się kłęby dymu i leciutko błyskały wyładowania elektryczne. Dopiero teraz do nozdrza wojownika dobiegł smród przypalanego mięsa. Jak mówił później sam nie wiedział jak stamtąd udało mu się uciec - poprostu rzucił co miał i zaczął biec przed siebie. Wokół budynków krypt było już całkiem sporo wszelkiego plugastwa - niewiadomo skąd się ono wzięło. Ale on niewiele z tego zapamiętał podczas ucieczki - tylko plugawy śmiech lisza za nim pozostał mu w pamięci.
Od tego momentu zaczęto nieumarłych coraz częściej widywać i w coraz to dalszych odstępach Yew. Namiestnik Wilhelm zarządził organizowanie wypraw bojowych i zachęcanie poszukiwaczy przygód do polowań na te stwory - ale wciąż wydawało się, że ich przybywa coraz więcej i więcej. Zresztą, wyprawy często okazywały się opłakane w skutkach, dlatego szybko zażegnano tych praktyk. Jeżeli zaś chodzi o samego mości Wilhelma to począł się dziwnie zachowywać - coraz częściej zamykał się w swych komnatach, gdzie przebywał całymi godzinami lub ulatniał się, niewiele wyjaśniając dokąd się udaje. Z początku traktowano to jako wyraz troski o dobro Yew, lecz i nawet sam burmistrz począł się dziwić jak to może być, iż królewski namiestnik udaje się w niewiadome miejsca z niewiadomych celów, i to nie wyjaśniając nikomu przyczyn tegoż stanu rzeczy.
Atak był zaskoczeniem dla wszystkich. Bo nie spodziewano się takiej ilości wroga i tak wprawnie zorganizowanego. Istne oddziały zombie, ghuli, szkieletów uzbrojonych w kolczugi, hełmy, miecze lub topory i tarcze, upiorów, widm i plugastw wszelakich dowodzonych przez grupę liszów uderzyła z różnych kierunków - północna grupa obległa Zamek Namiestnika, gdzie był też bank i siedziba gwardii brytańskiej, południowa poczęła głównie niszczyć pola i palić domy rolników, zaś wschodnia - najsilniejsza - uderzyła wprost na miasto. Gdyby nie bitność ludu Yewańczyków i przytomność burmistrza Skaggera, który zarządził przegrupowanie straży i ustawienie silnej linii obrony wokół głównego rynku, oraz kazał posłańcowi znaleść maga bitewnego coby sprowadził posiłki ze stolicy - pewno Yew czekałaby zguba. Ale po bitwie, która trwała do samego rana i przeszła do historii jako Bitwa Wielu Czaszek - od ilości kości, które potem zalegały pola walk - lud Yew mógł cieszyć się wspaniałego zwycięstwa. Radość nie trwała jednak długo.
***
Ogień płonął trawiąc pokolei każdy z domów. Słomiane dache i drewniane bele stanowiły idealną pożywkę dla żywiołu, który pożerał swoje ofiary niczym wilk jedzący upolowaną przez siebie sarną.
Stosy trupów. Wszystkie świeże, lecz widać i słychać już roje much, ktore przyciągnąłe pobojowisko. Wszędzie mdławy, ostry miedziany zapach krwii. Wszędzie też grupy nieumarłych. Głównie zombie i ghule, które ucztują z ciał poległych i próboją bezskutecznie nasycić swój wieczny głód. Reszta to uzbrojone szkielety patrolujące teren i dobijające tych, którzy jeszcze żyją.
A pośród tych wszystkich zgliszczy, ciał, plugawych stworów...wędrowiec przechodzący powoli przez miasto i obserwujący zniszczenia. Człowiek. Wysoki, o długich ciemnych włosach, krótkiej zadbanej bródce. Szlachetne oblicze. Ubrany w strój podróżny, jego ramiona opatula dobrze wykonany płaszcz. W dłoni trzyma kurczowo jakąś księgę.
Patrzy na to wszystko chłodnym, badawczym okiem. Niewiele można wyczytać z jego twarzy. Co on teraz czuje? Cóż tutaj robi w tym okrutnym, tkniętym nieszczęściem miejscu? Dlaczego to wszystko wydaje mu się tak naturalne?
Jego wzrok utkwił na pewnym ghulu, który właśnie ucztował. Jego posiłkiem była młoda dziewczyna. Pierś jej znaczyła ogromna dziura, poczynona szponami i zębami stwora, który właśnie dobierał się do jej wnętrzności. Spojrzenie dziewki, choć martwe było pełne przerażenia. Było wprost skierowane na twarz wędrowca.
Człowiek odwrócił się powoli i ruszył w przeciwnym kierunku. Miał jeszcze wiele do uczynienia.
Na jego twarzy pojawił się szyderczy uśmiech.
***
Coś stuknęło. Potężne wieko kamiennej trumny lekko drżnęło. Przez chwilę nic się nie działo więcej i możnaby pomyśleć, że to tylko złudzenie. Lecz znowu coś stuknęło, a wieko poruszyło się. Wpierw niezbyt zdecydowanie lecz po chwili wyraźnie zaczęło się odsuwać. Słychać było ciężki zgrzyt poruszanego kamienia. Oprócz tego komnata odznaczała się nadzwyczaj stoickim spokojem. Magicznie zapalone pochodnie świeciły jak zazwyczaj. Kamienne ciężkie wrota do pomieszczenia stały niewzruszone.
Rozległ się głuchy jęk opającej płyty.
Znów cisza.
Coś poruszyło się w głowie.
W komnacie rozległ się złowieszczy jęk.
Jęk kogoś kto pragnął zemsty.
***
* - Po Przybyciu Britisha.
To co zaprezentowałem tutaj, to fragment opracowanej przezemnie koncepcji ubarwienia nieco historii Yew. Tkwiło to u mnie już od jakiegoś czasu w głowie, ale dopiero teraz pomysł rozkwitł. Planuję konsultacje z ekipą, gdyż chciałbym aby to w jakimś stopniu trafiło do kroniki świata DM, i aby efekty tego można było widzieć w grze.
A pozwoliłem sobie tu dać upust moim skromnym (i niezbyt dobrym :wink: ) talentom literackim w celu ewentualnych poprawek i poznania zdania szanownych graczy i ekipy na ten temat. Może nawet pokuszę się o ciąg dalszy dla was jak będzie się podobało.

[/i]