Autor Wątek: "O baronie Mykredosie, postrachem Yew zwanym"  (Przeczytany 4036 razy)

Offline Shunt

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 215
    • http://www.rynol.webd.pl/BP/
"O baronie Mykredosie, postrachem Yew zwanym"
« dnia: 2006 01 26, 22:18:10 »
*** Rok 356 PPB* ***

Stało się. Oblicze zagłady, które jeszcze niedawno tak było nam bliskie wkońcu zostało zażegnane. Chwała niech będzie Ahn'bysowi i jego synu Methestelu! Lecz pozwólcie, że zacznę swą relację od początku aby jej sens był jasny dla wszystkich...

***

Oto roku 320, zwanego Rokiem Obfitych Plonów  na stanowisku namietnika Prowincji Yewskiej po śmierci ś.p. barona Sebastiana Drake'a na jego miejsce z ramienia miłościwie nam panującego Lorda Britisha wyznaczono barona Wilhelma von Mykredosa. Był to człek młody, w kwiecie wieku. Cieszył się powszechnym zaufaniem i sympatią samego króla, jako iż pochodził z rodu sławnego i wielkiego. Wydawało się więc, iż dobrze pełnić swą funkcję będzie.
Lecz stało się inaczej. A zaczęło się to rok później, od drobnych incydentów. Pierw zdarzały się zniknięcia wśród miejscowej ludności, w różnym to czasie i o różnej porze...wpierw jeden drwal co nie wrócił z roboty w lesie, innym razem to jakiś chłop co poszedł obaczyć nocą swe trzody...i tak dalej, i tak dalej, aż wkońcu problem stał się poważny. Podejrzenia były różne, jako iż las Yew znany był nie od wtedy ze swych niebezpieczeństw - jedni mówili, że to orki co znowu szykują pewnie najazd jakiś, inni, że to wilki z lasu. Namiestnik Wilhelm zarządził stan podwyższonego bezpieczeństwa - wzmocniono straż i radzono mieszkańcom nie wychodzić porą wieczorną bez potrzeby z domów. Ale i to nie pomogło, bo ofiar było coraz więcej i odkryto przyczynę tegoż stanu rzeczy.
Pewien wojownik przechodząc dnia któregoś koło krypt bedących niegdyś plugawą świątynią boga chaosu, usłyszał dobiegające stamtąd głuche hałasy. Zdziwiony, otworzył wrota do jednego z budynków i wkroczył do środka. Komnata, pusta i zaniedbana od dawna wydawała się niczym nie wyróżniać. Wtem ze schodów prowadzących do katakumb rozległ się dziwny jęk. Zmroziło to serce męża, mimo, iż wiele rzeczy w życiu w sym widział i wiele strasznych rzeczy słyszał. Lecz ten dźwięk był nienaturalnym, jakby skrzywionym głosem ludzkim. Wojownik postanowił sprawdzić cóż to mogłoby być i zszedł na dół. Było niezwykle ciemno i panował niesamowity chłód. Wyjął więc człek ów pochodnię i począł rozpalać, gdy w błysku hubki o krzesiwo coś zauważył. Jakby postać ludzką. Uczynił to raz jeszcze i ogień rozpalił pochodnię. To co ujrzał zaskocyło go i przeraziło - oto nie człowiek, lecz bestia jemu podobna, a nawet i więcej ich stało niedaleko niego. Byli to zombie - nieumarłe istoty przwyołane mroczną magią by służyć temu kto przywoła do życia te nienaturalne, żądne krwii i mięsa kreatury. Wojownik rzucił pochodnią o ziemię i dobył miecza. Wcale nie zamierzał uciekać. Lecz nawet gdy ostrze siekało mięso, jego wysiłki wydawały się próżne - z korytarza który znajdował się za tymi stworami wybiegało to coraz więcej tych bestii. Były wśród nich też szkielety, a nawet mumie. Widząc, swą trudną sytuację mąż postanowił wycofywacć się. Gdy był już na górze nagle coś uderzyło go w plecy i straszliwy ból przeszył całe jego ciało. Padł na kolana i zdezorientowany szybko rzucił okiem w bok. Widok ten wcale go nie ucieszył - oto niedaleko stał szczerzący swe białe zębiska lisz, a z jego wyciągniętej kościstej dłoni wciąż unosiły się kłęby dymu i leciutko błyskały wyładowania elektryczne. Dopiero teraz do nozdrza wojownika dobiegł smród przypalanego mięsa. Jak mówił później sam nie wiedział jak stamtąd udało mu się uciec - poprostu rzucił co miał i zaczął biec przed siebie. Wokół budynków krypt było już całkiem sporo wszelkiego plugastwa - niewiadomo skąd się ono wzięło. Ale on niewiele z tego zapamiętał podczas ucieczki - tylko plugawy śmiech lisza za nim pozostał mu w pamięci.
Od tego momentu zaczęto nieumarłych coraz częściej widywać i w coraz to dalszych odstępach Yew. Namiestnik Wilhelm zarządził organizowanie wypraw bojowych i zachęcanie poszukiwaczy przygód do polowań na te stwory - ale wciąż wydawało się, że ich przybywa coraz więcej i więcej. Zresztą, wyprawy często okazywały się opłakane w skutkach, dlatego szybko zażegnano tych praktyk. Jeżeli zaś chodzi o samego mości Wilhelma to począł się dziwnie zachowywać - coraz częściej zamykał się w swych komnatach, gdzie przebywał całymi godzinami lub ulatniał się, niewiele wyjaśniając dokąd się udaje. Z początku traktowano to jako wyraz troski o dobro Yew, lecz i nawet sam burmistrz począł się dziwić jak to może być, iż królewski namiestnik udaje się w niewiadome miejsca z niewiadomych celów, i to nie wyjaśniając nikomu przyczyn tegoż stanu rzeczy.
Atak był zaskoczeniem dla wszystkich. Bo nie spodziewano się takiej ilości wroga i tak wprawnie zorganizowanego. Istne oddziały zombie, ghuli, szkieletów uzbrojonych w kolczugi, hełmy, miecze lub topory i tarcze, upiorów, widm i plugastw wszelakich dowodzonych przez grupę liszów uderzyła z różnych kierunków - północna grupa obległa Zamek Namiestnika, gdzie był też bank i siedziba gwardii brytańskiej, południowa poczęła głównie niszczyć pola i palić domy rolników, zaś wschodnia - najsilniejsza - uderzyła wprost na miasto. Gdyby nie bitność ludu Yewańczyków i przytomność burmistrza Skaggera, który zarządził przegrupowanie straży i ustawienie silnej linii obrony wokół głównego rynku, oraz kazał posłańcowi znaleść maga bitewnego coby sprowadził posiłki ze stolicy - pewno Yew czekałaby zguba. Ale po bitwie, która trwała do samego rana i przeszła do historii jako Bitwa Wielu Czaszek - od ilości kości, które potem zalegały pola walk - lud Yew mógł cieszyć się wspaniałego zwycięstwa. Radość nie trwała jednak długo.

***

Ogień płonął trawiąc pokolei każdy z domów. Słomiane dache i drewniane bele stanowiły idealną pożywkę dla żywiołu, który pożerał swoje ofiary niczym wilk jedzący upolowaną przez siebie sarną.
Stosy trupów. Wszystkie świeże, lecz widać i słychać już roje much, ktore przyciągnąłe pobojowisko. Wszędzie mdławy, ostry miedziany zapach krwii. Wszędzie też grupy nieumarłych. Głównie zombie i ghule, które ucztują z ciał poległych i próboją bezskutecznie nasycić swój wieczny głód. Reszta to uzbrojone szkielety patrolujące teren i dobijające tych, którzy jeszcze żyją.
A pośród tych wszystkich zgliszczy, ciał, plugawych stworów...wędrowiec przechodzący powoli przez miasto i obserwujący zniszczenia. Człowiek. Wysoki, o długich ciemnych włosach, krótkiej zadbanej bródce. Szlachetne oblicze. Ubrany w strój podróżny, jego ramiona opatula dobrze wykonany płaszcz. W dłoni trzyma kurczowo jakąś księgę.
Patrzy na to wszystko chłodnym, badawczym okiem. Niewiele można wyczytać z jego twarzy. Co on teraz czuje? Cóż tutaj robi w tym okrutnym, tkniętym nieszczęściem miejscu? Dlaczego to wszystko wydaje mu się tak naturalne?
Jego wzrok utkwił na pewnym ghulu, który właśnie ucztował. Jego posiłkiem była młoda dziewczyna. Pierś jej znaczyła ogromna dziura, poczynona szponami i zębami stwora, który właśnie dobierał się do jej wnętrzności. Spojrzenie dziewki, choć martwe było pełne przerażenia. Było wprost skierowane na twarz wędrowca.
Człowiek odwrócił się powoli i ruszył w przeciwnym kierunku. Miał jeszcze wiele do uczynienia.
Na jego twarzy pojawił się szyderczy uśmiech.

***

Coś stuknęło. Potężne wieko kamiennej trumny lekko drżnęło. Przez chwilę nic się nie działo więcej i możnaby pomyśleć, że to tylko złudzenie. Lecz znowu coś stuknęło, a wieko poruszyło się. Wpierw niezbyt zdecydowanie lecz po chwili wyraźnie zaczęło się odsuwać. Słychać było ciężki zgrzyt poruszanego kamienia. Oprócz tego komnata odznaczała się nadzwyczaj stoickim spokojem. Magicznie zapalone pochodnie świeciły jak zazwyczaj. Kamienne ciężkie wrota do pomieszczenia stały niewzruszone.
Rozległ się głuchy jęk opającej płyty.
Znów cisza.
Coś poruszyło się w głowie.
W komnacie rozległ się złowieszczy jęk.
Jęk kogoś kto pragnął zemsty.

***

* - Po Przybyciu Britisha.

To co zaprezentowałem tutaj, to fragment opracowanej przezemnie koncepcji ubarwienia nieco historii Yew. Tkwiło to u mnie już od jakiegoś czasu w głowie, ale dopiero teraz pomysł rozkwitł. Planuję konsultacje z ekipą, gdyż chciałbym aby to w jakimś stopniu trafiło do kroniki świata DM, i aby efekty tego można było widzieć w grze.
A pozwoliłem sobie tu dać upust moim skromnym (i niezbyt dobrym  :wink: ) talentom literackim w celu ewentualnych poprawek i poznania zdania szanownych graczy i ekipy na ten temat. Może nawet pokuszę się o ciąg dalszy dla was jak będzie się podobało. ;)
[/i]

 

Offline liuk

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 114
"O baronie Mykredosie, postrachem Yew zwanym"
« Odpowiedź #1 dnia: 2006 01 26, 22:59:18 »
To jest projekt mass questa czy co ? :) Bo sie pogubilem :) Ale chyba nie mass quest bo Lord B sie przekrecil dawno temu :) Ogolnie fajne, ale o co chodzi :):):)
"In Lor" - i wszystko jasne

Offline Badalaman

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 1788
"O baronie Mykredosie, postrachem Yew zwanym"
« Odpowiedź #2 dnia: 2006 01 27, 06:15:51 »
Jesli dobrze rozumiem chodzi o historie Yew.
A dokladniej jej dopracowanie.

Ale co na to Yewianczycy?

Montaro

  • Gość
"O baronie Mykredosie, postrachem Yew zwanym"
« Odpowiedź #3 dnia: 2006 01 27, 06:42:05 »
Co za twórczość  :D  Bardzo pieknie napisana historyjka moze by tak ciąg dalszy 8)

Kaworu

  • Gość
"O baronie Mykredosie, postrachem Yew zwanym"
« Odpowiedź #4 dnia: 2006 01 27, 14:59:53 »
Bardzo fajne... brawo brawo... kiedy reszta :)

Offline Alvor_Lucard

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 462
"O baronie Mykredosie, postrachem Yew zwanym"
« Odpowiedź #5 dnia: 2006 01 27, 15:13:29 »
popieram, bardzo sympatycznie sie czytalo....plus wybitnie fajnie przedstawiona postac owego wedrowca ...czyzby nekromanta? :)
muahahah

ps. czekam na ciag dalszy
ps2. umiesc to w przygodach a nie tu...tak mi sie wydaje

pozdrawiam
Alvor L.
*Mlask Mlask* Zastanawiasz się jak ciesze ryja kiedy płaczesz mi na PW o PK? - popatrz na Awatar :)

Offline Siwy6977

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 242
    • http://www.fianna.70.pl
"O baronie Mykredosie, postrachem Yew zwanym"
« Odpowiedź #6 dnia: 2006 01 27, 15:21:05 »
Obawiam się, Shunt, że historia Yew jest już (przynajmniej z grubsza) spisana. Zarówno dzieje "przedserwerowe", jak i współczesne. Co prawda - z braku czasu - nie przeczytałem jeszcze Twego tekstu, ale uczynię to jutro i obgadamy sprawę, dobrze?

Offline cQ

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 31
"O baronie Mykredosie, postrachem Yew zwanym"
« Odpowiedź #7 dnia: 2006 01 27, 17:04:58 »
pamietajcie dac najwazniejsza czesc w histori Yew

Yew jako pierwsze i jedyne miasto na swiecie ma prywatna publiczna toalete :)
Ludzie tak bardzo lubią oszukiwać się wzajemnie, że wymyślili rząd, by robił to za nich. (Zadziwiający Maurycy i jego uczone szczury)

Offline Gofer

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 7833
  • Ojciec, Maruda, Podcaster
    • Księgarnia Internetowa PIĘKNA KSIĄŻKA NET
"O baronie Mykredosie, postrachem Yew zwanym"
« Odpowiedź #8 dnia: 2006 01 27, 17:08:39 »
Za to toaleta damska w innych regionach swiata lezy.
  . . . 

Strooz

  • Gość
"O baronie Mykredosie, postrachem Yew zwanym"
« Odpowiedź #9 dnia: 2006 01 27, 17:10:46 »
Yew ma toalete koedukacyjną...

Tekst wygląda na przyjemny =P. Również przeczytam jutro bo dziś czasu nie za wiele.

Offline s!

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 493
"O baronie Mykredosie, postrachem Yew zwanym"
« Odpowiedź #10 dnia: 2006 01 27, 17:34:18 »
to w końcu prywatną czy publiczną czy koedukacyjną:?:  :D

Offline Shunt

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 215
    • http://www.rynol.webd.pl/BP/
"O baronie Mykredosie, postrachem Yew zwanym"
« Odpowiedź #11 dnia: 2006 01 27, 20:00:07 »
Siwy: to wcale nie wyklucza możliwości ewentualnych dopowiedzień, dodania nowych ciekawostek i korekt, prawda? Ilu tak naprawdę przeciętnych graczy zna dobrze historię Yew? Wolą raczej chlać i koxać, niż chodzić na wykłady edukacyjne. ;) Ale dobra, wystawi się zgrzewkę i sprawę omówimy na poważnie.  :D

Do tych co nie kumają o co chodzi z tym tekstem - projekt mój ma na celu ubarwieniu historii Yew. Wiązałoby się to może z dodaniem na serverze jakichś itemów o treści historycznej, a może nawet z...heh, gwóździa programu nie zdradzę. Dojdzcie do tego sami.  :twisted:

P.S. Nie off-topować mi tu z jakimiś latrynami, chyba, że chcecie abym wymyślił hisotirę taką jak dla tej z Yew. ;)

Offline Siwy6977

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 242
    • http://www.fianna.70.pl
"O baronie Mykredosie, postrachem Yew zwanym"
« Odpowiedź #12 dnia: 2006 01 30, 12:02:21 »
Wreszcie mogłem przeczytać tekst. Wybacz, że tyle to trwało. Ja nie widzę żadnych przeciwwskazań, żeby gdzieś to wcisnąć. Nie stwierdziłem nic, co by mogło się kłócić z naszą wersją historii. Zwłaszcza, że są to dzieje przedbritishowskie. Być może nawet uda się to jakoś wykorzystać propagandowo :wink: .

Offline Shunt

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 215
    • http://www.rynol.webd.pl/BP/
"O baronie Mykredosie, postrachem Yew zwanym"
« Odpowiedź #13 dnia: 2006 02 06, 22:19:40 »
Skoro tak bardzo wam się podobało pozwolę sobie na ciąg dalszy. I tu sprostowanie z mojej strony - poszczególne epizody są porozrzucane nierównomiernie czasowo. Ale znajomość całego tekstu pozwala je łatwo umieścić pokolei. Przepraszam za ten tryb pisania, ale tak mi poprostu było wygodnie. ;)

*** Rok 322 PBB - Rokiem Zaćmien zwanym ***

"Słowa li burmiszcza Skaggera o Bitwie Otchłani, drugim starciu w Prowincji Yewskiej z siłami niecnego Mykredosa, zwanego Kościanym Lordem, spisane przez królewskiego kronikarza Mehmena Jassana z Nujel'm"

||| Część I - Osobliwe spotkanie |||

Wszystek to spadło jako gniew bogów nam...ledwośmy podnieśli się po pierwszej bitce z tak potężnym wrogiem, a czarne kocisko znowuż przebiegło przez naszą spokojniuchną mieścinę. Mykredos...to wszystko wina tegoż zdrajcy! Kilka dni minęło a on się pojawił. Znikąd. Jakby, zapadł się gdzieś pod ziemię. Przyszedł do mnie do ratusza, a ja żem do go - "Wielmożny dobrodzieju! Straszna to rzecz siem stała..." a on do mnie z miną srogą i poważną...a dziwne to było jego oblicze, bladawe jakieś, oczy szarawe i bez uczuć..."Wiem Skaggerze. Rzecz to straszna, bo wygraliście." Ja zaskoczony patrzem na niego i pytać chcem cóż to ma znaczyć a on wyciągnął do mnie rekę i zaczął zaciskać piąche. I wtem potworny ból chwycił mnie, jakby to potężne ogrzysko chwyciło mnie i dusiło. Krzyknąłem. A siły mnie opuszczały i padłżem na kolana. A on tylko stał i dalej tą piąche zaciskał i corazżem czuł, że zywot mnie ucieka. Wtem wpadło do komnaty dwóch chłopów rosłych - Duncan i Hidger - moja straż zaufana i z toporami rzuciło się na szlachcica. Lecz on rozluźnił chwyt i obie ręce rzucił na waszmości - szeptał przy tym niezrozumiałe mnie słowa, a chociażem w magyji niewprawy to wiedziałżem, że to ni czare które ja cożem słyszał nieraz w życiu. To jakaś ciemna magyja była, bo nagle chłód jakiś chwycił i przeszył całom komnate. A z rąk przeklentego po wieki barona buchnęła chmura...zielona i gęsta. Gdy ogarnęła mych dzielnych wojaków, krztusić się oni zaczęli...pewno to jakaś trucizna być musiała. Ja żem wstał i zacząłem wyciągać miecz. Ale cholernik musiał to usłyszeć bo odwrócił głowę w moim kierunku i z szyderczym uśmiechem na ustach rzekł: "Odłóż tę stal człowiecze - marny twój wysiłek." Znów stanął twarzą w twarz do mnie. Chłopy zdychały...taczali siem po ziemi, charkając i plując krwią. A baron mówić począł dalej  "Wiedz, że Yew niedługo skończy swój żywot. To tylko kwestia czasu. Stanie się częścią czegoś większego i znacznie potężniejszego niż twój mały, góralski móżdzek jest sobie w stanie wyobrazić. Ani ty, ani nikt mnie nie powstrzyma - moja moc jest teraz niewyobrażalna! To coś widział to tylko próbka moich sił. A żeby ciebie w tym utwierdzić zostawie po sobie coś co ujrzy cała Brittania...a będzie to znak mego nadejścia i zwycięstwa. Żegnaj...to nasze ostatnie spotkanie z tobą żywym". I zaśmiał się plugawie. A ja tylko stałżem i patrzył przerażony. Przypomniała mnie siem ta opowieść pewno męża co odwiedził krypty Yewskie i który ujrzał śmiejącego się lisza...ten szlachcic wyglądał teraz tak samo. Zły, posępny, okrutny...on musiał być władcą truposzy...kościejem! Ale zanim zdążyłem go przekląć po wieki, uczynił gest, wymawiając przy tym jakieś słowa i zniknął w kurzawie pyłu. I tyle żem go widział...

||| Część 2 - II Bitwa o Yew, zwanaż Bitwą Konća |||

...a znakiż nadesły mospanku, iż jakże potem rzekli - w całych krainach je widzieli. Pierwiej ciemność pochłonęła księżyc nasz, tako, iż noc mrok głębszy aniżeli ludzkie oko może go przebić opanował. Potem drzewa, i rośliny wszelakie wiednąć poczęły, a płody rolne też w tymże ucierpiały. Samżem widział, jak zdrowaśna i dorodna kapusta łamała siem niczy stare papierzysko w rękach człowieczych. Zwierzyna też wszelka z lasów poginęła...cisza nipomierna ogarnęła lasy nasze. Ni ptaków śpiew, ni nic...to były ino znaki...
Wiedziałżem dobrze, że atak bliski a podły baron spełni swe plugawe groźby. Tędy, naradziwszy siem szybko z JKM Lordem Britishem począłem kroki czynić coby wzmocnić obronę miasta naszego. Budowaliśmy wały i forytfikacyje wszelakie, co się dało szybko wznieśc i gromadziliśmy zapasy jadła, pocisków, broniż i wszelakiego potrzebnego towaru. JKM obiecał przysłać nam 200 żołdaków z gwardyji swej i kilkuż świętych mężów z zakonu paladynyskiego w Trinsic. Siła to razem z mymi wojakami była niemała, ale jakże potem wyszło...miernota.
Dwudziestego drugiego dnia, szóstego miesiąca jeden z mychże łuczników postrzegł, iż niedaleko krypt panuje duży ruch a cały las pełny jest truposzy. Armia barona poczęła się gromadzić. Trzy dzionki później zaatakowali.
Bili ze stron wszystkich. Przodem szły mięsiwa...żywe truposze, szkielety, plugawe ghoule. Oni jeno miejsce robili lepszym żoładkom - szkieletem pobranym w zbroje, walczące mieczami albo toporzyskami. Łucznicy ich strzelali palonymi strzałami. Lisze plugawe miotały czas cały kule ogniste i płomienie. Albowiem Yew było drewniane...a twierdza namiestnikowska byłaż zbyt oddalona coby myśleć o jej obronie i dzielić siły.
I choćże machałem swym toporem osobiście, a wiele już zim żem przeżył i wiem jak powalić przeciwnika w bitwie na wieki wieków, to ichże coraz ino więcej i więcej przybywało. Padłoż jeden dwa kolejne na jego miejsce lazły.
Godziny mijały. Ludzie męczyli się i ginęło ich coraz więcej. Brakowało schronień. I wtem czary goryczy dopełniłoż pojawienie siem samegoż Mykredosa. Nadleciałże on na wielkim smoczysku, co ino kości byłoż jego widać i czarami swymi sprawiłż zarazę...tą samąż co żem widział na mych ludziach, lecz większą i bardziej przerażającom. Mężowie dzielni padali jak muchy. Zdziesiątkowano nas. Ja sam padłżem na kolana, kaszleć krwią począłżem i mieć mroczki w oczach. Ostatnież co pamiętam, to mag bitewny skrzykujący ocalających...pomykał coś o portalu...
A potemżem zatracił łeb swój w tym mroku plugawym, a myśl ostatniaż przebiegła mnie - przegraliśmy...

*** Rok 325 - Rokiem Chwały Ahn'bysowej zwany ***

I rządził Lord Czaszka Yew lata trzy,
władca to był straszny i surowy,
a poddanymi jego ino kości i ścierwo były.
Lecz onże nic z tego sobie nie robił,
azaliż ino duchy cmentarne rozumieć umiał.
Marzył o imperium ciemności
skończył pokonanyż w imię światłości.
Bowiem pycha go zgubiła, gdy rycerz jeden
silny i pełen mądrości wyzwał złegoż barona
na pojedynek.
Ciemna magia na nic mu pomogła,
Ani sztuczki złowieszcze,
Ani żmijowa mowa,
Poległ świętym ostrzem powalonym,
a gdy życie mu umykało z piersi,
przeklął świat cały i powrót poprzysiągł.
Mrok ustąpił, sługi jego w pył się obróciły.
W krypcie go pochowano, grobowiec czarami
i świętymi znakami obłożono,
coby nigdy słowa plugawe się ni ziściły.
A lud Yew powrócił na swe ziemie i żył dalej,
lecz pamiętał zawsze o złym baronie,
któregoż Postrachem ich miasta zwali.


Napisał nieznany poeta.

*********

Od tamtej pory Prowincja Yewska rozwijała się spokojnie. Jedno tylko dziwne wydarzenie miało miejsce w roku 409, kiedy to dziwna choroba opanowała okolicę i pochłonęła kilka ofiar. Uzdrowiciele, którzy badali ludzi stwierdzili dość osobliwe objawy - gorączka całego ciała połączona z dziwnym uczuciem chłodu u badanego (zimno to rzekomo mieli nawet czuć najbliżsi czasem przebywając w towarzystwie chorego), zwidy, mamroczenie oraz stopniowe osłabienie ciała i senność. Żadne znane recepty ani zioła nie leczyły tej choroby, najwyżej przedłużały żywot chorego, jakoż i ta przypadłość śmiertelna była. Zwano więc ją "Czarcim Chłodem". Szybko puściły plotki, jakoby to zły baron dawno już spoczywający w swym grobie znów groził całemu światu, lecz ekspedycja wykazała, iż grób był w stanie nienaruszonym, a pieczęcie zdawały się nie osłabnąć. Co więc było przyczyną? Nikt tego nie wie do dziś.
Tak oto kończy się historia barona Wilhelma von Mykredodsa, namiestnika Prowincji Yewskiej.

spisane przez królewskiego kronikarza Ratmusa VII

******************

The end. ;)