Leniwe pchniecie od niechcenia przebilo pajeczo-drowi korpus dridera, sprawiajac ze jego cialo zadrzalo spazmatycznie. Drowka krotkim ruchem wyrwala wlocznie z ciala i strzepnela krople krwi z grotu, wprost na bagniste podloze pieczary w Podmroku. Poza jekiem umierajacej kreatury wyczula w powietrzu cos jeszcze, co przynioslo jej echo podziemnych tuneli - odglosy niezgrabnych, ciezkich krokow. Oparla sie lokciem o leb widmowego jaszczura podmroku i ze znudzeniem wymalowanym na twarzy wyczekiwala gosci.
Widok wychylajacego sie zza zalomu lba pancernego smoka otrzasnal ja z letargu, a dosiadajacy go pokryty kepami siersci wampir mimowolnie wywolal na twarzy nieznaczny usmiech, ktory jednak szybko zgasl na mysl o implikachach tej wizyty. Westchnela przeciagle.
-Zgubiles sie?- niechetnie zamaskowala jawna niechec do mezczyzny. Jego zaznaczona grymasem twarz zdawala sie wyrazac wszystko to, co ona nauczyla sie ukrywac. Nie musiala sluchac slow, by odczytac to, co bylo pointa w tym przygnebiajacym monologu - "bo cie nie lubie...".
Shynt'afae zasmiala sie w duchu, nie zmieniajac jednak obojetne maski, naznaczonej lekko poblazliwym usmiechem. Pierwszy raz na widok tak wymuszonej dyplomacji jej ochota do walki uleciala gdzies pozostawiajac po sobie tylko obojetnosc i pusty wyraz twarzy. Zatruta wlocznia spoczywala na plecach, dlonie swobodnie na rzemieniu widmowego jaszczura. Podekscytowane ruchy immortha byly dla niej jak otwarta ksiega i chyba wlasnie to sprawialo ze nie chciala dluzej grac w te gre dla hipokrytow. Miala ochote przerwac mu i powiedziec "rzuc juz ten paraliz jesli musisz". Jednak nudny monolog ciagnal sie w nieskonczonosc, wzruszyla wiec ramionami i uczynila dwa kroki by ominac blekitnoskorego nieumarlego, prowokujac tym samym slowa "An ex por".
Moze to naiwna wiara ze nawet obumarly umysl immortha potrafi dostrzec niedorzecznosc swoich wlasnych posuniec, a moze po prostu zwykla ciekawosc "co bedzie dalej?", ale mimo iz nie dala sie nikomu zlapac na ten prosty czar od miesiecy stala i oczekiwala na rozwoj wydarzej wpatrujac sie w puste oczy tego dziwnego wampira. Kiedy naszla ja chec na wzruszenie ramionami z rozbawieniem zauwazyla ze nie moze poruszyc. Trzy sekundy po tym w poblizu eksplodowala mikstura i uderzyl czarn blyskawicy , sprawiajac ze ostard zakwilil, a z plaszcza uniosly sie kleby dymu. Otrzasnawszy sie pociagnela mocno za uzde swojego wierzchowca stapiajac sie z cieniami stalagmitow, w chwili gdy lecialy kolejne mikstury. Z latwoscia ominela lecace flasze w momencie gdy droge przeciela jej kolejna, rzucona przez odzianego w czarna zbroje plytowa wojownika, stojacego za magiem. Wybuch wytracil ja z cienia, natychmiast zachecajac do szarzy opancerzonego wampira, ktory uniosl mlot w zamachu...
***
Drowka zamknela oczy przechodzac przez portal i gdy otworzyla je na powrot spostrzegla monumentalne mury Delucji. Ruszyla sciezka wzdluz nich, wkrotce odnajdujac droge, ktorej szukala, trzymajac lancuch gorsk w zasiegu wzroku po swojej lewej stronie. Nie zastanawiala sie za bardzo nad swoim planem, bo to pewnie skutkowaloby porzuceniem go, jednak zostawienie zniewagi bez zadnej reakcji absolutnie nie wchodzilo w gre. Zabicie czegos co i tak juz nie zyje mijalo sie z celem, chodzilo o to ze sie nie bala. I chciala zeby i on to wiedzial. Zerknela z usmiechem na zawieszona u pasa pekata sakwe z pajeczego jedwabiu i ponaglina jaszczura do szybszego biegu, gdy na linii jej wzroku pojawily sie przerdzewiale bramy twierdzy immortha. Nie bylo jej tu dlugo, jednak droge znalazla bez wysilku. Z czystej przekory zamknela ksiege ostrzegajaca "nieostroznych wedrowcow" i pewnym, choc bezszelestym krokiem przekroczyla prog...
Chwile zajelo jej zorientowanie sie w terenie. Zamrugala kilkukrotnie oczyma, przechodzac w spektrum widzenia w podczerwieni. Glownym zrodlem ciepla byly tu strumienie krwi oraz nieliczne zrodla swiatla, a zimne ciala wampirzych straznikow zlewaly sie z ogolnie chlodnym otoczeniem co komplikowalo nieco sprawe. Drowka odwiazala dlonia jedwabna sakwe i zwazyla ja w dloni, po czym trzymajac sie cieni weszla wglab twierdzy, ktora nieco zmienila sie od jej ostatniej wizyty. Glowna zmiana bylo to, ze wtedy byla tu na zaproszenie, a dzis by wyrownac rachunki...
Stanela u progu banku dostrzegajac zarysy sylwetek czterech pograzonych w rozmowie wampirow, najwyrazniej nieswiadomychn jej obecnosci. Skupiajac sie by nie uczynic zadnego odglosu stanela w sasiedztwie immortha, zauwazajac jednoczesnie ze zmierza w jej strony straznik, stojacy nieopodal. Ruchem nadgarstka poslala zawiniatko po posadzce miedzy wampiry i bezszelestnie wycofala sie z banku. Stojac nad krawedzia sadzawki z krwia wyrwala z ksiegi zwoj portalu przywolujac brame, nastepnie uslyszawszy poruszenie w banku weszla w nia z glosnym rechotem.
***
Z nieokreslonym grymasem na twarzy pokryty sierscia immortha chwycil worek w szpony i rozwiazal sznur otwierajac pojemnik szeroko, jednak zapach niemalze sprawi ze sie zakrztusil. Sakwa wypadla mu z rak, rozsypujac po banku tysiace zabkow czosnku. Dostrzegajac skrawek pergaminu zirytowany mag odtracil czosnek podeszwa buta, jednak nie mogac zmusic sie by podniesc go dlonia, nabil kartke na sztylet i uniosl do swiatla. Przesiaknieta Zapachem czosnku karta zapisana ozdobnym, kobiecym pismem we wspolnym jezyku:
---------
Do Thiassa:
Z wyrazami kompletnego braku szacunku - Smacznego.
S.S.
---------