Autor Wątek: Acaahaxiel  (Przeczytany 682 razy)

Orions

  • Gość
Acaahaxiel
« dnia: 2006 02 05, 10:28:14 »
Żwir na podłodze w jaskini zaczął się lekko trząść. Na skałach pojawiło się pęknięcie świecące czerwonym blaskiem. Potem kolejne... i kolejne. Pęknięcia pojawiały się coraz szybciej. Zaczęły się układać we wzór. Po parunastu sekundach ściany lśniły już siatką czerwonych pentagramów. Wstrząsy narastały. Nagle podłoga jaskini wybrzuszyła się lekko w jednym miejscu, a po chwili wybuchła gradem skalnych odłamków. Gdy pył opadł...

 

Offline Kap

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 732
Acaahaxiel
« Odpowiedź #1 dnia: 2006 02 05, 11:47:28 »
Ziewal. Zawsze ziewa walczac zywiolami. Nudna walka z czarnym smokiem, nic a nic przyjemnosc. Zysk? Nie ma zysku... Jedynie czysta satysfakcja, ze pan legowiska smokow znow kleknie.

Smok juz dogorewal jednak cos bylo nie tak. Nagly wybuch energii za plecami Necromanty rzucil go do przodu. Za daleko do przodu, smok go spostrzegl.

- Corporios Portas Morte! - wykrzyknal Kapoer wyrzucajac przed siebie dlonie ze skumulowana energia. Pocisk ruszyl z rykiem w kierunku smoka, ktory dostrzegl nowego przeciwnika. Trafil. Za slabo.

- Ane Exporior Porwax! - nastepny czar wylecial ze skrzyzowanych dloni Kapoera. Smok stanal powstrzymany magia. Kapoer wiedzial, ze nie ma czasu. Uskoczyl w tyl szykujac kolejne czary.

*swiiiiiiiiiist*

Tylko tyle uslyszal... Gdy spojrzal w dol zobaczyl zaostrzony do maksymalnych mozliwosci koniec ogona jakiejs istoty. Ostrze wystawalo z brzucha Kapoera. Splunal krwia. Agonia opanowala cale jego cialo.

"Witaj Panie moj, Netherilu. Nareszcie bede mogl stanac przed Twoim obliczem" - wyszeptal sam do siebie. Ilez razy mowil to samo i ilez razy mu przeszkadzali w tej pieknej chwili??

W tym momencie obok glowy Kapoera przelecial zakrzywiony sztylet. Wbil sie w oko demona szykujacego sie by odgryzc glowe Kapoerowi. Ostrze wyszlo z ciala Kapoera a demon zwalil sie na grzbiet. Chwile przed zaciemnieniem calego swiata, oczy Kapoera ujrzaly Vandlota stojacego pewnie przed Balronem. Zasnal...

Gdy sie obudzil slyszal odglosy walki. "Znow mi przeszkodzili..." Warknal sam do siebie. Zobaczyl, ze rana na brzuchu jest zaleczona i zabandazowana. Wzial szybko worek z ziolami. Wyciagnal troszke mandragory, zenszenia, pajeczej sieci oraz czosnku i wyrzucil przed siebie wykrzykujac zaklecie leczenia. Uratowal Vandlota w ostatniej chwili. Obok rycerza walczylo jeszcze 2! Kto to byl? "Keveren? Daewyth" Usmiech... W tym momencie blyskawica pomknela w kierunku balrona!

- Witaj Kapoerze. - spokojny glos Denivera rozbawil Kapoera.
- Znowu wy! - szczery usmiech
- Nie mozna Ciebie zostawiac samego... - mruknal Deniver
- To sie okaze! - krzyknal Kapoer jednoczesnie posylajac fale ognia w kierunku demona.

Walka trwala...


swietny mobek... swietny loot :)
Każda wystarczająco zaawansowana technologia do zludzenia przypomina magię.