W imieniu całej gidlii LoA, chciałem serdecznie podziękować Aruvinowi za questy które nam zafundował. Oby Dm zawsze miał takich QM jak Aruvin.
Pozdrawiamy
Rytuał przy bramie wymiarów*Quest – styczeń 2007, prowadzący Aruvin
„Nie oczekuje od was ani świątyń, ani żadnego wyznawania kultu. Wasza przynależność do mnie zostanie przypieczętowana moim znakiem na waszych ciałach. Nie obchodzi mnie, jakim rodzajem magii się posługujecie, jaką walczycie bronią i z kim toczycie wasze wojny. Wszystko co czynicie, na moją chwalę czyńcie a nagroda wasza będzie wielka.” - Legion Asmoday’a, Nashgat- To już ostatnia ehhh, koniec na dziś – rzekł imp odkładając do kufra siódmą zbroje z valorytu. Spojrzał na zawartość skrzyni i zirytowany pokręcił głową. Po co On to przynosi do zamku skoro ma ich setki nie mógł tego pojąć. Istoty ludzkie są takie dziwne – pomyślał imp, po czym wzniósł się w powietrze. Zadowolony z wykonanej pracy – o ile złośliwa istota może być zadowolona – skierował się w kierunku dziedzińca zamku. Czyszczenie zbroi nie było najgorszym zajęciem jakie się mu trafiło. Jego los był zależny od kaprysu wojownika więc z pokorą wykonywał to co mu się kazało. Los innych oswojonych istot był o wiele gorszy. Pan codziennie wyprawiał się na trakty w poszukiwaniu łatwego zarobku, co dla bojowych zwierząt które ujeżdżał było złą wróżbą. Często wracał na innym wierzchu co oznaczało śmierć poprzedniego zwierza. Tak, jego praca nie była najgorsza. Imp przeleciał komnaty dla służby po czym łagodnie wylądował pod zacienionym murem. Zamknął ślepia i pogrążył się w półśnie w oczekiwaniu na powrót władcy zamku….
Grupa zbrojnych powoli zbliżała się do celu podróży. Zamek położony był w dogodnym miejscu na wyspie . Otoczony z trzech stron morzem był fortecą ciężką do zdobycia. Ale nie to było najważniejsze dla mieszkańców zamku. Bliskość portalu na wyspie decydowała o atrakcyjności tego miejsca.
Jeźdźcy szybko przekroczyli bramę zamkową po czym skierowali się w kierunku stajni.
- Gdzie ten skurwysyn- rzekł wojownik, rozglądając się po dziedzińcu – no tym razem go zabije.
- Jesteś mi dłużny koszmara , a to i tak niewiele – powiedział mag, zsiadając z konia – Ile razy ci mówiłem Elmar rób to co robisz najlepiej, a hazard zostaw mi.
- Gorn, zostawię hazard jeśli Ty, zaczniesz grać na bębenku. Co ty na to?
- Tyle razy próbujesz Elmar i za każdym razem imp zasypia, nie nauczyło cię to coś? – powiedział trzeci jeździec
- Nie, nie nauczyło obrzydliwy nekromanto.
- O patrz Elmar siedzi tam – powiedział Gorn wskazując zacienione miejsce pod murem
Elmar gwałtownie obrócił się w kierunku południowego muru.
- No ty mały karle już ja ci pokażę co to znaczy „czuwać”. Zsiadł ze smoka, po czym szybkim krokiem zbliżył się do impa.
- Ty mały gnoju – krzyknął. Uniósł pięść i uderzył zwierzaka.
- Zabije go – cicho stwierdził Gorn, gdy Elmar zbliżał się do impa
- Prawdopodobnie – rzekł nekromanta
Pisk rozniósł się po dziedzińcu zamkowym, gdy pięść trafiła impa zabijając go na miejscu.
Elmar zadowolony odwrócił się do towarzyszy.
- No i jak Dhagt , potrafisz wskrzesić impa?
- A ty potrafisz być miłym dla podróżujących w Britanii?
- Nie – rzucił wojownik, po czym wyszczerzył zęby – z czegoś muszę żyć, co nie? A was panowie zapraszam na ucztę, trzeba uczcić nasza dzisiejszą rejzę.
Trójka kompanów wkroczyła do zamku kierując się ku głównej sali.
Trzy dni świętowali swoje zwycięstwa na polach bitew. Czwartego dnia magowie opuścili siedzibę Elmara i udali się do swoich domów.
Elmar prawie cały kolejny dzień spędził na rozmowach z zarządcą zamku i służbą. Musiał rozwiązać wiele problemów z czego jeden, żebracy pod zamkiem napawał go szczególną irytacją. Wydał proste rozkazy służbie – „Jeśli ktoś zapyta o mnie, a będzie licho ubrany, to mnie nie ma. Jeśli zaś gość zacnie będzie odziany, wołajcie mnie uprzednio osiodławszy mego smoka.” Wieczorem zmęczony udał się do swojej prywatnej komnaty. Gdy przekroczył jej próg gwałtownie się zatrzymał. Coś go zaniepokoiło.
„Spokojnie Elmarze, wejdź”- usłyszał głos w głowie.
- Tylko jedna istota może mi rozkazywać w ten sposób – rzekł wojownik – i to na pewno nie jesteś Ty.
„Hahaha, jak zwykle porywczy. Spójrz na znak na Twym ciele”
Elmar spojrzał na ramię na którym krwistym blaskiem jaśniało znamię legionu.
- Panie…., co mam uczynić.
„Niezwłocznie zbierz moich wyznawców w swoim zamku. Gdy będziecie gotowi, przybędę na ten padół”
- Twe słowa są dla mnie rozkazem – krzyknął wojownik.
Nie było odpowiedzi.
„ Dotąd nie kwestionowano obecności wojowników, którzy z imieniem Asmoday'a na ustach rozstrzygali losy niejednej bitwy. Pojawiali sie z reguły niewiadomo skąd i - co gorsza - aby nie wiadomo po której stanąć stronie. Czasem nie stawali po żadnej ... Często zarzucano im oportunizm, by chwile potem określić mianem fanatycznych barbarzyńców. Powszechnie nie rozumiano zachowań tej grupy i może dlatego właśnie sie ich obawiano. Ich działania były zwykle chaotyczne i nie dały sie zaszufladkować w żaden ze znanych kanonów.” - Legion Asmoday’a, NashgatJak co wieczór Nashgat odpoczywał w swojej bibliotece. Wygodnie leżąc czytał najnowsze wydanie „Kuriera z Minoc”. Nie specjalnie wierzył w bzdury tam wypisane, ale uważał że powinien to czytać. Dzięki temu lepiej rozumiał ludzi pośledniejszego urodzenia. Jego uwagę przykuł artykuł o grasujących wilkołakach gdy niespodziewanie otrzymał wiadomość mentalną.
„Niezwłocznie przybądź do mojego zamku”
Co też ten rębajło chce - pomyślał Nashgat, gdy nagle otrzymał wiadomość od Gorna.
„Natychmiast udaj się do zamku Elmara”
Nashgat gwałtownie wstał. Magowie zwykle nie przeszkadzali sobie gdy sprawa nie była warta uwagi.
Ruszył do zbrojowni. Oj, tak zioła zbroja i broń – to będzie potrzebne, pomyślał mag. Gdy był już gotowy, wypowiedział zaklęcie teleportacyjne.
- Kal ort por….
Stali na mrozie, wokół pentagramu.
- Obyś Elmar się nie mylił.
- Sami się zaraz przekonacie, bo jak Ja ….
Wojownik nie dokończył zdania. Uderzenie powaliło legionistów z nóg. Potężny ogień rozświetlił okolicę, a z płomieni wyłonił się ich Pan – Asmoday.
„ Będziecie znów potrzebni” – ryknął demon.
http://img150.imageshack.us/img150/2875/zdj1q1.jpgAlka hor’ barez wyprostowała się, cały dzień studiowała starożytne księgi i była już bardzo zmęczona. Ale nie zamierzała zmarnować cennego czasu który został jej podarowany. Otrzymanie pozwolenia do tego zastrzeżonego działu wymagało wielu zabiegów. Na szczęście jej rodzina miała wiele koneksji, a ona była ulubioną wnuczką zarządcy Yew. Teraz pilnie studiowała zapiski Nashgata. Zdziwiło ją to iż ktoś śmiał wątpić w siłę jej bogów. Jakimż zepsutymi istotami musieli być wyznawcy tego starożytnego kultu. Przetarła oczy po czym ponownie wróciła do lektury…
„ ... Właśnie w tamtym miejscu energia odczuła poważną dekompresję. Otwarły się wrota, która początkowa była mi nie na rękę, jednak to co z niej wyszło okazało się całkiem ... użyteczne. Z owej bramy wyszedł demon, który pochłonął tego, który pilnował swego miejsca. Demon ten chowa się łatwo poprzez bramę w swym wymiarze i nie podejmie walki, jeśli nie będzie to konieczne. Zatem odprawicie w tamtym miejscu odpowiedni rytuał, który zmieni bieg dróg w magicznej bramie i wyrzuci go do nas.” - Legion Asmoday’a, Nashgathttp://img505.imageshack.us/img505/8241/zdj2q1.jpg- Zimno, kurwa. Nie znoszę zimna- rzekł mag po czym poprawił togę.
- Właśnie dlaczego odkąd pamiętam walczymy w północnych krainach, na mrozie i śniegu? – dodał Gorn
- Nie podoba się służba u Pana to droga wolna. Na pewno chaty bambusowe w Trinsic was zadowolą.
- Żebym dobrze zrozumiał, mamy znaleźć trzy składniki do otwarcia portalu. Czyli co gwiezdne szafiry już nie są potrzebne? – wtrącił się Elmar
- Elmar, myślenie zostaw mi – wtrącił zdenerwowany Nashgat – szukaj lepiej śladów „czegoś odwrotnego”
- Takiego? – wskazał wojownik
- O żesz - krzyknął Dhagt
http://img39.imageshack.us/img39/4088/zdj4q1.jpgMocny cios rozłupał czaszkę stwora na połowę. Bestia padła, a grupa legionistów odetchnęła. Gorn leczył się czarem uzdrawiającym, Elmar ocierał zakrwawioną twarz. Dhagt zsiadł z konia i zaczął obszukiwać zwłoki.
- Oddaj ten falkon krwi – stanowczo powiedział Nashgat
- Wybacz, nawyk – rzekł Dhagt oddając fiolkę
http://img222.imageshack.us/img222/697/zdj4bq1.jpg- Teraz szukamy kolejnych…..- cios Demona wyrzucił Gorna z siodła.
- Jak ja nienawidzę zimna – mruknął Dhagt rzucając się w wir walki.
Walczyli jak zwykle, twardo i beznamiętnie.
- Aha, leż skurwysynu – krzyknął Elmar
http://img81.imageshack.us/img81/4078/zdj5q1.jpg- Dobrze, rzekł Nashgat wyciągając z ciała Demona potrzebne składniki.
- A na mnie mówią że jestem odrażający – trafnie zauważył Elmar przyglądając się temu co robił mag.
- Nie marnuj sił na niepotrzebne dysputy - wtrącił Gorn – czeka nas sporo pracy jeszcze.
- Chodźmy dalej – dodał Dhagt
„Działania podjęte przez przedstawicieli gildii były niezwykle skuteczne. W ich szeregach prócz wojowników i magów zaprawionych w walce było tez dwóch druidów. To ich moc pozwoliła okiełznać północne żywioły i pomoc w odbudowaniu, a raczej postawieniu nowej warowni na północy. W imponującym tempie powstały zamek pozwolił na skoncentrowanie sił i skuteczna walkę. Przełamanie sił Netherila nie okazało się zadaniem łatwym.” -- Legion Asmoday’a, NashgatPodniósł głowę. Tłum w świątyni wydawał się falować po jego słowach. Neron Nerrmack kontynuował swoje kazanie.
- Czy wtedy w lochu mieli jakieś wątpliwości? Nie, nie mieli! To właśnie wtedy fanatyk Nashgat wziął trzy składniki i pozwolił na to by powstał zwój, zwój który przeobraził Gorna.
http://img529.imageshack.us/img529/123/zdj6q1.jpgTłum w świątyni milczał w skupieniu. Znali te historie na pamięć , jednak dzięki oratorskim talentom potomka Cartusa za każdym razem historia była inna.
- Ale są wśród nas wątpiący którzy uważają że to niemożliwe. No bo jak nagle mag mógł wrócić „stamtąd” i nagle pojawia się miecz! GOREJĄCY MIECZ ASMODAYA!
Nieprawda krzyczą niewierni, nieprawda. Powiadam wam PRAWDA!
http://img132.imageshack.us/img132/4166/zdj7q1.jpg- I demon, zły, zdradliwy. BESTIA!! Czy mieli wątpliwości? Nie mieli!! Walczyli i zabili sługusa Britanii.
http://img443.imageshack.us/img443/5898/zdj8q1.jpg- A Asmoday ich nagrodził. I was czeka nagroda za wierność.
Zamilkł, obserwując reakcję tłumu. Jak zwykle niecierpliwili się. Chcieli już iść do domów do luksusowego życia. Gdzie ten ogień, wiara co dawniej rozpalał tłumy . Gdzie, no gdzie…. Zostało tylko wygodne życie za murami miasta. Bezpieczne, bezproblemowe takie…… niepodobne do fanatyków.
- Nagroda – rzekł kapłan – każdy wierny ją otrzyma. A teraz wstańcie….
http://img27.imageshack.us/img27/4831/zdj9q1.jpg