Autor Wątek: LoA  (Przeczytany 2799 razy)

Fah

  • Gość
LoA
« dnia: 2009 08 03, 14:50:13 »

W imieniu całej gidlii LoA, chciałem serdecznie podziękować Aruvinowi za questy które nam zafundował. Oby Dm zawsze miał takich QM jak Aruvin.
Pozdrawiamy


Rytuał przy bramie wymiarów*

Quest – styczeń 2007, prowadzący Aruvin


„Nie oczekuje od was ani świątyń, ani żadnego wyznawania kultu. Wasza przynależność do mnie zostanie przypieczętowana moim znakiem na waszych ciałach. Nie obchodzi mnie, jakim rodzajem magii się posługujecie, jaką walczycie bronią i z kim toczycie wasze wojny. Wszystko co czynicie,  na moją chwalę czyńcie a nagroda wasza będzie wielka.”   -  Legion Asmoday’a,  Nashgat

- To już ostatnia ehhh, koniec na dziś – rzekł imp odkładając do kufra siódmą zbroje z valorytu. Spojrzał na zawartość skrzyni  i zirytowany pokręcił głową. Po co On to przynosi do zamku skoro ma ich setki nie mógł tego pojąć. Istoty ludzkie są takie dziwne – pomyślał  imp, po czym wzniósł się w powietrze. Zadowolony z wykonanej pracy – o ile złośliwa istota może być zadowolona – skierował się w kierunku dziedzińca zamku. Czyszczenie zbroi nie było najgorszym zajęciem jakie się mu trafiło. Jego los był zależny od kaprysu wojownika więc z pokorą wykonywał to co mu się kazało. Los innych oswojonych istot był o wiele gorszy. Pan codziennie wyprawiał się na trakty w poszukiwaniu łatwego zarobku, co dla bojowych zwierząt które ujeżdżał było złą wróżbą. Często wracał na innym wierzchu co oznaczało śmierć poprzedniego zwierza. Tak, jego praca nie była najgorsza. Imp przeleciał komnaty dla służby po czym łagodnie wylądował pod zacienionym murem. Zamknął ślepia i pogrążył się w półśnie w oczekiwaniu na powrót władcy zamku….

Grupa zbrojnych powoli zbliżała się do celu podróży. Zamek położony był w dogodnym miejscu na wyspie . Otoczony z trzech stron morzem był fortecą ciężką do zdobycia. Ale nie to było najważniejsze dla mieszkańców zamku. Bliskość portalu na wyspie decydowała o atrakcyjności tego miejsca.
Jeźdźcy szybko  przekroczyli bramę zamkową po czym skierowali się w kierunku stajni.
- Gdzie ten skurwysyn- rzekł wojownik, rozglądając się po dziedzińcu – no tym razem go zabije.
- Jesteś mi dłużny koszmara , a to i tak niewiele – powiedział mag, zsiadając z konia –  Ile razy ci mówiłem Elmar rób to co robisz najlepiej, a hazard zostaw mi.
- Gorn, zostawię hazard jeśli Ty, zaczniesz grać na bębenku. Co ty na to?
- Tyle razy próbujesz Elmar i za każdym razem imp zasypia, nie nauczyło cię to coś? – powiedział trzeci jeździec
- Nie, nie nauczyło obrzydliwy nekromanto.
- O patrz Elmar siedzi tam – powiedział Gorn wskazując zacienione miejsce pod murem
Elmar gwałtownie obrócił się w kierunku południowego muru.
- No ty mały karle już ja ci pokażę co to znaczy „czuwać”. Zsiadł ze smoka, po czym szybkim krokiem zbliżył się do impa.
- Ty mały gnoju – krzyknął. Uniósł pięść i uderzył zwierzaka.
- Zabije go – cicho stwierdził Gorn, gdy Elmar zbliżał się do impa
- Prawdopodobnie – rzekł nekromanta
Pisk rozniósł się po dziedzińcu zamkowym, gdy pięść trafiła impa zabijając go na miejscu.
Elmar zadowolony odwrócił się do towarzyszy.
- No i jak Dhagt , potrafisz wskrzesić impa?
- A ty potrafisz być miłym dla podróżujących w Britanii?
- Nie – rzucił wojownik, po czym wyszczerzył zęby – z czegoś muszę żyć, co nie? A was panowie zapraszam na ucztę, trzeba uczcić nasza dzisiejszą rejzę.
Trójka kompanów wkroczyła do zamku kierując się ku głównej sali.

Trzy dni świętowali swoje zwycięstwa na polach bitew. Czwartego dnia magowie opuścili siedzibę Elmara i udali się do swoich domów.
Elmar prawie cały kolejny dzień spędził na rozmowach z zarządcą zamku i służbą. Musiał rozwiązać wiele problemów z czego jeden, żebracy pod zamkiem napawał go szczególną irytacją. Wydał proste rozkazy służbie – „Jeśli ktoś zapyta o mnie, a będzie licho ubrany, to mnie nie ma. Jeśli zaś gość zacnie będzie odziany, wołajcie mnie uprzednio osiodławszy mego smoka.” Wieczorem zmęczony udał się do swojej prywatnej komnaty. Gdy przekroczył jej próg gwałtownie się zatrzymał. Coś go zaniepokoiło.
„Spokojnie Elmarze, wejdź”- usłyszał głos w głowie.
- Tylko jedna istota może mi rozkazywać w ten sposób – rzekł wojownik – i to na pewno nie  jesteś Ty.
„Hahaha, jak zwykle porywczy. Spójrz na znak na Twym ciele”
Elmar spojrzał na ramię na którym krwistym blaskiem jaśniało znamię legionu.
- Panie…., co mam uczynić.
„Niezwłocznie zbierz moich wyznawców w swoim zamku. Gdy będziecie gotowi, przybędę na ten padół”
- Twe słowa są dla mnie rozkazem – krzyknął wojownik.
Nie było odpowiedzi.


„ Dotąd nie kwestionowano obecności wojowników, którzy z imieniem Asmoday'a na ustach rozstrzygali losy niejednej bitwy. Pojawiali sie z reguły niewiadomo skąd i - co gorsza - aby nie wiadomo po której stanąć stronie. Czasem nie stawali po żadnej ... Często zarzucano im oportunizm, by chwile potem określić mianem fanatycznych barbarzyńców. Powszechnie nie rozumiano zachowań tej grupy i może dlatego właśnie sie ich obawiano. Ich działania były zwykle chaotyczne i nie dały sie zaszufladkować w żaden ze znanych kanonów.” -  Legion Asmoday’a,  Nashgat


Jak co wieczór Nashgat odpoczywał w swojej bibliotece. Wygodnie leżąc  czytał najnowsze wydanie „Kuriera z Minoc”. Nie specjalnie wierzył w bzdury tam wypisane, ale uważał że powinien to czytać. Dzięki temu lepiej rozumiał ludzi pośledniejszego urodzenia. Jego uwagę przykuł artykuł o grasujących wilkołakach gdy niespodziewanie otrzymał wiadomość mentalną.
„Niezwłocznie przybądź do mojego zamku”
Co też ten rębajło chce  - pomyślał Nashgat, gdy nagle otrzymał wiadomość od Gorna.
„Natychmiast udaj się do zamku Elmara”
Nashgat gwałtownie wstał. Magowie zwykle nie przeszkadzali sobie gdy sprawa nie była warta uwagi.
Ruszył do zbrojowni. Oj, tak zioła zbroja i broń – to będzie potrzebne, pomyślał mag. Gdy był już gotowy, wypowiedział zaklęcie teleportacyjne.
- Kal ort por….

Stali na mrozie, wokół pentagramu.
- Obyś Elmar się nie mylił.
- Sami się zaraz przekonacie, bo jak Ja ….
Wojownik nie dokończył zdania. Uderzenie powaliło legionistów z nóg. Potężny ogień rozświetlił okolicę, a z płomieni wyłonił się ich Pan – Asmoday.
„ Będziecie znów potrzebni” – ryknął demon.

http://img150.imageshack.us/img150/2875/zdj1q1.jpg


Alka hor’ barez wyprostowała się, cały dzień studiowała starożytne księgi i była już bardzo zmęczona. Ale nie zamierzała zmarnować cennego czasu który został jej podarowany. Otrzymanie pozwolenia do tego zastrzeżonego działu wymagało wielu zabiegów. Na szczęście jej rodzina miała wiele koneksji, a ona była ulubioną wnuczką zarządcy Yew. Teraz pilnie studiowała zapiski Nashgata. Zdziwiło ją to iż ktoś śmiał wątpić w siłę jej bogów. Jakimż zepsutymi istotami musieli być wyznawcy tego starożytnego kultu. Przetarła oczy po czym ponownie wróciła do lektury…

„ ... Właśnie w tamtym miejscu energia odczuła poważną dekompresję. Otwarły się wrota, która początkowa była mi nie na rękę, jednak to co z niej wyszło okazało się całkiem ... użyteczne. Z owej bramy wyszedł demon, który pochłonął tego, który pilnował swego miejsca. Demon ten chowa się łatwo poprzez bramę w swym wymiarze i nie podejmie walki, jeśli nie będzie to konieczne. Zatem odprawicie w tamtym miejscu odpowiedni rytuał, który zmieni bieg dróg w magicznej bramie i wyrzuci go do nas.” - Legion Asmoday’a,  Nashgat

http://img505.imageshack.us/img505/8241/zdj2q1.jpg


- Zimno, kurwa. Nie znoszę zimna- rzekł mag po czym poprawił togę.
- Właśnie dlaczego odkąd pamiętam walczymy w północnych krainach, na mrozie i śniegu? – dodał Gorn
- Nie podoba się służba u Pana to droga wolna. Na pewno chaty bambusowe w Trinsic was zadowolą.
- Żebym dobrze zrozumiał, mamy znaleźć trzy składniki do otwarcia portalu. Czyli co gwiezdne szafiry już nie są potrzebne? – wtrącił się Elmar
- Elmar, myślenie zostaw mi – wtrącił zdenerwowany Nashgat – szukaj lepiej śladów „czegoś odwrotnego”
- Takiego? – wskazał wojownik
- O żesz -  krzyknął Dhagt

http://img39.imageshack.us/img39/4088/zdj4q1.jpg


Mocny cios rozłupał czaszkę stwora na połowę. Bestia padła, a grupa legionistów odetchnęła. Gorn leczył się czarem uzdrawiającym, Elmar ocierał zakrwawioną twarz. Dhagt zsiadł z konia i zaczął obszukiwać zwłoki.
- Oddaj ten falkon krwi – stanowczo powiedział Nashgat
- Wybacz, nawyk – rzekł Dhagt oddając fiolkę

http://img222.imageshack.us/img222/697/zdj4bq1.jpg

- Teraz szukamy kolejnych…..- cios Demona wyrzucił Gorna z siodła.
- Jak ja nienawidzę zimna – mruknął Dhagt rzucając się w wir walki.
Walczyli jak zwykle, twardo i beznamiętnie.

- Aha, leż skurwysynu – krzyknął Elmar

http://img81.imageshack.us/img81/4078/zdj5q1.jpg

- Dobrze, rzekł Nashgat wyciągając z ciała Demona potrzebne składniki.
- A na mnie mówią że jestem odrażający – trafnie zauważył Elmar przyglądając się temu co robił mag.
- Nie marnuj sił na niepotrzebne dysputy  - wtrącił Gorn – czeka nas sporo pracy jeszcze.
- Chodźmy dalej – dodał Dhagt




„Działania podjęte przez przedstawicieli gildii były niezwykle skuteczne. W ich szeregach prócz wojowników i magów zaprawionych w walce było tez dwóch druidów. To ich moc pozwoliła okiełznać północne żywioły i pomoc w odbudowaniu, a raczej postawieniu nowej warowni na północy. W imponującym tempie powstały zamek pozwolił na skoncentrowanie sił i skuteczna walkę. Przełamanie sił Netherila nie okazało się zadaniem łatwym.” --  Legion Asmoday’a,  Nashgat


Podniósł głowę. Tłum w świątyni wydawał się falować po jego słowach. Neron Nerrmack kontynuował swoje kazanie.
- Czy wtedy w lochu mieli jakieś wątpliwości? Nie, nie mieli! To właśnie wtedy fanatyk Nashgat wziął trzy składniki i pozwolił na to by powstał zwój, zwój który przeobraził Gorna.

http://img529.imageshack.us/img529/123/zdj6q1.jpg


Tłum w świątyni milczał w skupieniu. Znali te historie na pamięć , jednak dzięki oratorskim talentom potomka Cartusa za każdym razem historia była inna.
- Ale są wśród nas wątpiący którzy uważają że to niemożliwe. No bo jak nagle mag mógł wrócić „stamtąd” i nagle pojawia się miecz! GOREJĄCY MIECZ ASMODAYA!
Nieprawda krzyczą niewierni, nieprawda. Powiadam wam PRAWDA!

http://img132.imageshack.us/img132/4166/zdj7q1.jpg

- I demon, zły, zdradliwy. BESTIA!!  Czy mieli wątpliwości? Nie mieli!! Walczyli i zabili sługusa Britanii.

http://img443.imageshack.us/img443/5898/zdj8q1.jpg

- A Asmoday ich nagrodził. I was czeka nagroda za wierność.
Zamilkł, obserwując reakcję tłumu. Jak zwykle niecierpliwili się. Chcieli już iść do domów do luksusowego życia. Gdzie ten ogień, wiara co dawniej rozpalał tłumy . Gdzie, no gdzie…. Zostało tylko wygodne życie za murami miasta. Bezpieczne, bezproblemowe takie…… niepodobne do fanatyków.

- Nagroda – rzekł kapłan – każdy wierny ją otrzyma. A teraz wstańcie….

http://img27.imageshack.us/img27/4831/zdj9q1.jpg


 

Offline Neron

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 209
  • Legion Asmodaya
Odp: LoA
« Odpowiedź #16 dnia: 2010 07 17, 04:05:05 »

„..Pod stopami niewinnych czai się zło..” – Cartus Nerrmack, 583 Roztopy

Powiadają, że na początku była plątanina myśli – rzekł Cartus do siedzącego obok Dhagta, który miał problem z wypowiedzeniem najprostszych słów zaklęcia … - zamilcz przez moment, skupić się nie mogę przez twój niewyparzony język – podniósł głos podirytowany mag.  Wojownik zmrużył oczy i wpatrywał się w pomarszczone, suche dłonie przyjaciela, które delikatnie przecinały powietrze kreśląc znak. Zaiskrzyło nagle, z małych iskier powstał cudowny płomień.  Piękny pokaz staruszku – wyszczerzył kły wojownik – pamiętasz jak byłem kowalem? Gdy uderzałem młotem o stal widziałem podobne iskry, wręcz przypomniałeś mi praktycznie młodość, mój drogi – uśmiechnął się Cartus. Dhagt pomasował skroń wskazującym palcem, spuszczając głowę w dół, po czym ją podniósł i spojrzał na potężnie zbudowanego mężczyznę z nutką radości.
-  Iskry.. są przepiękne, absorbują człowieka w każdym calu
- zupełnie jak życie – odkaszlnął Dhagt
- niespodziewanie ukazują się oczom, znikają tak szybko jak się pojawiły – westchnął wojownik.
Dhagt wiedział, że jego przyjaciel przeczuwa kłopoty, sam też był zaniepokojony, lecz nie w takim stopniu, co Cartus. Czyżby kolejny ciężki bój? Niemożliwe, dla nas już nie ma ciężkich bojów, wszystko to przechadzka.. Przechadzka po trupach, oby Asmoday nas uprzedził w porę, nie mam zamiaru po raz kolejny szykować się do bitwy w ostatniej chwili – pomyślał Cartus i spojrzał na Dhagta, który wpatrywał się w jego oczy i czytał mu myśli. Obaj pokiwali głową, wiedzieli, czego chcieli. Wiedzieli, że gdy Sosarie ogarnie ciemność, skrzydlate potwory z czeluści opanują niebo, a księżyc będzie świecił w pełni to na krainę przeleje się morze krwi. Krew wrogów, niewinnych…
- Ciekawe, co porabia teraz książę Minoc Rimmon – zastanawia się Dhagt dorzucając gałęzi do ogniska
- czyści zabrudzone ulice jak na księcia przystało – zaśmiał się wojak – chciał, to niech zajmuję się miastem
- racja, ale to nasz nowy dom wiec jak możesz to postaraj się docenić jego starania
- przecież on sprząta ciała po każdej bitwie, dla niego to czysty odprężający odpoczynek – spojrzał z szyderczym uśmiechem na maga, który musiał kilka razy odkaszlnąć by zachować powagę – doceniam jego brudną robotę.
Przygasało ognisko, które z niemałym trudem rozpalił Dhagt. Mroźny wiatr obijał się o skały, które otaczały jaskinie, a śnieg, co drzewa zasypał spadł na ziemie. Słońce leniwie chowało się za drzewami.
- Podtrzymuj ten ogień, bo zmarzniesz staruszku – wskazał palcem na ognisko i pstryknął – Noc się zbliża, to, co uwielbiam, czyli czas polowania. Dziękuję, że poczekałeś ze mną.
- Nie ma sprawy i tak nie miałem, co robić – wzrok skierował na ogień, po czym uniósł dwa palce ku górze. Płomień wzmocnił się, znowu grzało jak słońce podczas lata.
Dłużyło się, zniecierpliwiony Cartus z nudów zaczął czyścić blackrockową zbroje wykutą przez zapomnianą kowalkę Ish Hamadan. Zbroja robiona na miarę, cienka, wytrzymała blacha i co najważniejsze lekka, dawała Cartusowi dobrą ochronę przed ciosami.
- Dhagt – rzekł wojak przejeżdżając szmatką po stalowej tunice – współczuje.. współczuje im wszystkim… oni nie wiedzą, nie wiedzą… pod stopami niewinnych czai się zło.. ono zacznie oddychać naszym powietrzem, już niedługo.


„, Co za śmieciarze” – Rimmon Claymore, 583 Roztopy

Chmury zakrywały blask księżyca, który rzucał cień na dachy budynków w Minoc. Miasto tętniło życiem w nocy.. Od rana kilku legionistów Asmoday’a  oraz dosyć spora grupa szarych, biednych ludzi z Minoc doprowadzali miasto do porządku.
- Tallacoro, co ty wyprawiasz? Nie stój tak tylko odgarnij ten śnieg sprzed stajni! - Stanowczo krzyknął do kobiety Rimmon.Zagubiona Tallacora nie zadawała niepotrzebnych pytań, od niedawna w końcu jest posłuszna Asmodayowi.
Rimmon w ciągu godziny okrążył miasto dziesięciokrotnie, wydając przy tym wyraźne i proste rozkazy.
- Greg nie tak się przybija tabliczki, jak cie uczyłem?! Do cholery i sprzątnij ten bałagan przed tamtym budynkiem – podenerwowany wskazał palcem, – Co za śmieciarze
- Może mi pomożesz cwaniaczku?  – Odburknął
- pokazałbym ci jak to się robi, ale musze jeszcze listę banitów dostarczyć strażnikom.
-cwaniak.
Pędem fanatyk pognał na południową bramę. Strażnicy ubrani w złote zbroje kiwnęli głowami - Jak rozkażesz panie, żywi przez tę bramę nie przejdą.
Noc zbliżała się ku końcowi, pracowita dla mieszkańców Minoc. Rimmon stanął na murach i rozglądał się, wiatr kołysał drzewa, a chmury uciekały wraz z księżycem. Co upolował Cartus z Dhagtem w tą niezwykle mroźną noc?. .Mam nadzieje, że to ich umacnia.. bez nich.. będzie ciężko.. I tak będzie.. – Zamyślił się fanatyk, a słońce leniwie wzeszło nad las.
- Trzeba wypocząć, krucjata powinna niedługo się zacząć – Powiedział pod nosem władca, po czym ruszył w stronę banku.


„Czas to momenty i zdarzenia, w każdym zdarzeniu kryję się przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Koniec i początek to piękne słowa” - Gorn Artano’Dae, 586 Dogasanie


Kolejna mroźna noc daję się we znaki mieszkańcom Minoc. Dodatkowo śnieg zaczął prószyć, a w oddali widać było błyskawice, które rozjaśniały tą ponurą noc. Oświetlone ulice pokryte śniegiem były puste, nie było żywej duszy . Za to bank tętnił życiem jak nigdy. Jedni wymieniali się towarami, drudzy zaś siedzieli, rozmawiali i śmiali się do łez. Zdawało się, że nikt nie odczuł tej wyjątkowo mroźnej nocy w stolicy wiecznej zimy.
- Cartus łachudro zawalczyłbym z tobą, ale jesteś za słaby - zaśmiał się Gorn
- ostatnio się nie popisałeś, prawda Nash?
- prawda - odburknęła postać siedząca na ławeczce w kącie, twarz miała przykrytą kapturem i tylko fanatycy i stali bywalcy Minoc wiedzieli kim jest ta postać
- ziół nie miałem na czar ! Gryzłbyś glebe, jakbyś nie użył…
Gorn umilkł, gdy zobaczył za oknem przelatującego nietoperza. Momentalnie wstał prawie cały Legion siedzący w banku. Pierwszymi byli oczywiście Elmar i Cartus, zaś odruchowo dołączyli do nich Borgil, Nashgath i Molteron, ten ostatni już układał swoje demonie dłonie do czaru. Jedynym spokojnym był Dhagt, nie wzruszony tym co zobaczył jego przyjaciel, rzecz prosta i logiczna dlaczego, tropił, węszył ślady, mimo wieku bardzo skutecznie.
- Co jest Gorn? Mekmara zobaczył? - zadrwił staruszek
- co? - przez zgiełk jaki panował w banku Gorn nie dosłyszał - wieje nudą ?
- powiedziałem, że.. - nie dokończył, nie miał zamiaru się przekrzykiwać z handlarzami i z młodym pokoleniem, który przeżywał swoją pierwszą przygodę na polu walki
Atmosfera się ochłodziła, gdy do banku wszedł zmarznięty górnik, cały pokryty śniegiem od stóp po kapelusz. Mimo to dało się poznać, że to był Karimin - czeladnik nad którym musiał czuwać Cartus.
- Psia jucha no, pada i grzmi i zimno !  - wkurwił się mocno najmniej doświadczony Legionista
- co się tak bulwersujesz panie? Przecież tutaj to normalne - odrzekł ktoś z tłumu
- zgadza się - potwierdził Borgil
- Tak ! Tyle to i ja wiem, ale mi że pikawa prawie strzeliła jak znienacka zagrzmiało - zmarszczył czoło - w dodatku..
- pewnie widział nietoperza podobnego do Mekmara - szepnął Dhagt na ucho siedzącemu obok niego Borgilowi, uśmiechając się przy tym
- .. Upuściłem rude, gdym ujrzał nietopera bo już myślałem że Mekmar z resztą polują znowu na mnie przed kopalnią, a na moje nieszczęście broń żem zostawił w głębi kopalni opartą o skałę.. - przeklinał Karimin pod nosem
Wkońcu padło pytanie w stronę wkurwionego nie doświadczonego wojownika z kącika banku gdzie siedział Nash i przeprowadzał sekcje zwłok żaby na kolanach.
- a księciunia widział?
- nie, sądząc po zapalonej lampie w urzędzie pewnie tam siedzi i czyta jakieś dokumenty jak zawsze - odparł - chociaż, kto go wie co on tam za biurkiem robi tak naprawdę, może lepi kulki z nosa?
Zaśmieli się wszyscy fanatycy i ci którzy nic nie robili w banku a bacznie słuchali rozmów Legionu, nigdy nie wiadomo kiedy w ucho wpadnie ciekawostka lub opowieść, na to liczą. Ucichli po kilku ziarnach, nim się obejrzeli to słońce już leniwie wznosiło się nad Minoc. Cartus rozłożony na krześle obok Gorna oczywiście wkurzając go tym, że się rozpycha i ciągle szturchając i szepczący jaki to mag jest słaby i ślamazarny, przyglądał się przyjacielskim twarzą. Gdyby ktoś potrafił czytać w myślach wyczytałby u Cartusa jak bardzo martwi się nadchodzącą małymi krokami krucjatą, jak bardzo wszyscy się niecierpliwią, że to się tak wlecze, można by też wyłapać czy tak naprawdę Legionowi wyjdzie to na dobre i czy tego chcą. Nikt nie mógł tego wyczytać. Jeszcze nikt taki się nie narodził kto by czytał w myślach..



« Ostatnia zmiana: 2010 07 17, 04:35:56 wysłana przez Neron »
zapraszamy na www.loa.66ghz.com
Ave LoA ! Padłeś ? Powstań !

Online Gonzorr

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 158
Odp: LoA
« Odpowiedź #17 dnia: 2010 07 25, 11:48:35 »
Bardzo ciekawe opowieści. Super zrealizowana praca LoA i GM'ów. Życzę więcej takich przygód.
"Nie ma sensu z nim dyskutować, kto się kmiotem urodził rycerzem nie zdechnie." - Raaban

"vibo idz sobie do piaskownicy popyskuj kolezankom" - Laurecja