Autor Wątek: 3 próby  (Przeczytany 1092 razy)

Offline s!

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 493
3 próby
« dnia: 2006 03 17, 01:28:16 »
3 próby


 :arrow:           Cmentarz księstwa Yew... Wiatr zawiewa od zachodu, słońce zaczyna już parzyć horyzont, gęsta wieczorna mgła powoli przemyka między drzewami, nieustającą ciszę przerywa coraz ciche pojękiwanie... wiatru? A może umęczone dusze skowyczą w cierpieniu. Ruch powietrza ustał na chwilę, coś zmąciło panujący spokój... Przed zardzewiałą bramą cmentarną, czarna pręga przecina przestrzeń, a światło zapada się w niej poszerzając dziurę. Z portalu wyłania się ogromny podgniły koński łeb, za chwilę cała reszta, a na nim zakapturzona postać. Furtka cmentarza niemal sama rozstępuje się przed nią, o dziwo nie wydając nawet najmniejszego zgrzytu. Mrok nieustannie zbliżającego się wieczoru, bezlitośnie wdziera się do parku sztywnych. Krótkie zaklęcie, szept, Dice, nocne zjawy, występują z katakumb oddając się pod rozkazy nekromanty.



 :arrow:           Upiorny jęk za bramą cmentarną. Nagły niepokój zmącił spokojne myśli Mortalisa. Brzegi głębokiego kaptura zafalowały od gwałtownych ruchów. Galopem wypadł przed bramę, stając nagle jak wryty. Koń wydarł dęba, rżąc przy tym, jak zarzynana klacz. Jeździec ściągnął mocno lejce, jednak nieumarłe zwierze stało tak jeszcze dłuższą chwilę, wymachując wysoko przednimi kopytami... Szept, kolejne zaklęcie, ostatnia zgłoska wydaję się być wężowym sykiem.
- Nutu Magistri Supplicare...
Nieskuteczne. Wola innego już nimi kieruje. 4 upiory, jak lunatycy stoją w szeregu z wyciągniętymi rękoma. Czas jakby przyspieszył, dopiero był zachód już nagle słońce świta, mieniąc się w gęstej mgle. Gdzie te minuty, godziny uciekły... 4 kaptury falują na wietrze, powoli unoszą się i odsłaniają upiorne twarze... 4 pary rąk unoszą się wyżej wskazując na nekromantę, każdy w swej dłoni czarny kryształ unosi. Czas gdzieś umyka, już 4 zjawy wokół niego stoją. Nieprzenikniony mrok zapada na omylne zmysły. Nie warte wysiłku, oczy zamknięte i tak nie dojrzą niczego. Ciemność, cisza, spokój, jęki ustały... nie ma przestrzeni, czasu, nie ma nic... pustka. Nieumarly wierzchowiec utonął gdzieś, pochłonięty przez mrok.



 :arrow:           - Witaj Morgul - W nieokreślonej przestrzeni dobiegł nieprzyjemny głos. Dziwne myśli zaczęły droczyć nekromantę.
- Morgul? - pomyślał głośno - Kim jest Morgul? Do kogo mówi ten głos? Do mnie? - niezliczone pytania, krążyły w jego umyśle.
- Czy wiesz gdzie jesteś? - głos odezwał się ponownie. Mortalis wiedział, że to czeluści Otchłani, był już w tym "miejscu". - Tak to przedsionek Otchłani Morgul - kontynuował głos, nie wiedzieć czemu tak nazywając nekromantę - Jeszcze nie możesz tego wiedzieć... Lecz zanim stąd odejdziesz dowiesz się czegoś o mnie a ja o Tobie Morgul. - niepewność, zaczęła przybierać formę ciekawości - za moich czasów takich jak ty nazywano Morgul - głos rozwiał wątpliwości co do "imienia". - Opowiem Ci moją historię Morgul...

 :arrow:           Wieki temu... tuż po narodzinach pierwotnych, istniało Królestwo. Na jego czele stała kobieta. Jej rządy były "dobre", lecz nie trwały długo.
- Mortalis zupełnie się wyciszył słuchając opowiadania.
- Nadszedł Tempus Netheril. Królowa umarła lecz miała dwóch synów. Starszy z nich objął władzę w Królestwie. Bracia różnili się niemal we wszystkim. Starszy chciał starego porządku, młodszy był postępowy, rewolucyjny. Odkrył moc Netherila, chciał być mu posłuszny, chciał wynieść Królestwo ponad inne. Morgul czy wiesz już kim jestem? - zapytał głos.
- Z całą pewnością tym młodszym - odpowiedział Mortalis, śmiejąc się przy tym rubasznie.
- Tak to ja zabiłem swojego brata i objąłem władzę. Nie wszyscy moi poddani mnie akceptowali, jednak nikt nie śmiał się mi sprzeciwić. Teraz Twoja kolej Morgul. Jesteś tu w jednym celu... oceń moje czyny - Mortalis po chwili zadumy rzekł -
- Czemu nie zatrułeś umysłu brata, czemu się ujawniłeś? Czyż nie wygodniej byłoby ci sterować jego poczynaniami wykorzystując Moce dane Ci przez Netherila?
- Zatem potępiasz moje czyny. Posłuchaj dalej Morgul. To nie było możliwe, poza tym byłoby zbyt ryzykowne i niewygodne. W jego żyłach płynęła ta sama krew co we mnie, ta sama która była częścią pradawnej mocy. Nie można było pozwolić jej żyć. Posłuchaj , a potem ponownie wydasz swój osąd.

 :arrow:           Stałem się władcą, absolutnym. Mnie i moich najwierniejszych Netheril natchnął ogromną mocą. Krew płynąca w mych żyłach i strach poddanych zapewniały mi tą władzę. Zacząłem realizować mój plan… Zgromadziłem ogromną armię, wszystkie siły militarne Królestwa były na moje rozkazy. Ruszyłem na ich czele podbijać i niszczyć to co stanęło na mojej drodze. Ruszyłem wypełniać wolę Netherila, zwiększać moją władzę i podbijać kolejne ziemie. Miasta spłynęły krwią, Netheril rósł w siłę, a moje królestwo jeszcze nigdy nie było tak wielkie i potężne. Nic nie mogło mnie powstrzymać. Oceń mnie ponownie Morgul. Czy nadal uważasz, że źle postąpiłem?
- Cóż nie wspomniałeś, że za Twymi plecami stał sam Władca Otchłani. Wcześniej Twoje postępowanie uznałem za nierozsądne…- odrzekł Mortalis, a w jego umyśle zagościła dziwna forma zadowolenia.
- On napełniał mnie mocą od początku, to ja byłem tym bratem, który odważył się po nią sięgnąć. Zatem tym razem osądzasz moje czyny dobrze. Doskonale… Zatem słuchaj dalej.

 :arrow:           Dotarliśmy do gór. Nasza ofensywa zwolniła, niemal się zatrzymała. Trafiliśmy na niezwykle bitne plemię, mimo że tak mało liczne stawiało naszym siłom ogromny opór. Na razie przemilczę ich miano. W tym czasie w moim Królestwie, w mojej stolicy stało się coś niedobrego. Mój lud, który ciągle żył w strachu, odnalazł sposób, żeby go przełamać. Znalazła się świeża królewska krew. Mój brat miał syna, którego ukrywał przed wszystkimi, nawet przede mną. Zebrał wszystkich oddanych mu i wdarł się do mego pałacu, gdzie zostawiłem swojego sługę, namiestnika, który miał rządzić pod moja nieobecność. Dodatkowo moi ludzie zaczęli znikać w niewyjaśnionych okolicznościach. Czy dalej uważasz, że moje czyny były słuszne? Czy od początku mój plan był zły?
- Cóż… uważam, że słusznie wypełniałeś wolę Pana, lecz nie wiem czy słusznie poddałeś w wątpliwość swoja tyranię lub zbyt zawierzyłeś namiestnikowi, który z pewnością nie mógł Cię w pełni zastąpić. Lecz skąd mogłeś wiedzieć, że tak też się stanie… Uznam Twe czyny za słuszne, gdyż wypełniałeś wolę Pana.
- To starczy za odpowiedź, pociągnę moją historię dalej…

 :arrow:           Mój lud coraz liczniej zaczął się buntować. Nie mogliśmy się przeciwstawić całej armii. Ja i moi najwierniejsi, uciekliśmy w nocy osłonięci płaszczem mroku. Wtedy na nich trafiliśmy. To oni potajemnie zabijali mój lud, to oni odpowiadali za zniknięcia, nienawidzili nas, niczego więcej nie czuli, czysta nienawiść… Otoczyli nas, ale Netheril stał za naszymi plecami.
- Nienawiść, piękne uczucie. Jedno z mych ulubionych. - wtrącił cicho Mortalis.
- Nie zamierzaliśmy się poddać. Rozpoczęła się walka. Oni nie rozumieli mocy Netherila, nie rozumieli magii, którą władaliśmy, przerażała ich. Strach przed nieznanym podsycał tylko ich nienawiść. U naszych stóp leżały ciała tych, którzy polegli próbując zbliżyć się do nas. Jednak oni… Cienie pobliskich drzew stały po ich stronie. Byli wojownikami mroku. Walczyli jakby całe swoje życie spędzili w nim. W końcu udało się im pojmać kilku z nas. Inni zginęli… Być może ktoś wydostał się z oblężenia, ale to nie było ważne… Pojmali mnie!
- Ich nienawiść stała się fantazją - wtrącił nekromanta.
- Pozwolili nam żyć… To przez te obawy. Chcieli poznać tajniki magii. Chcieli się dowiedzieć kim jesteśmy, dlaczego opuszczamy obóz, gdzie ruszamy, chcieli wiedzieć wszystko. Przedstawiłem im się, gdyż wiedziałem, że jeśli coś ma przedłużyć moje życie, to właśnie moje pochodzenie, mój status… Osądź mnie teraz.
- Nie miałeś zbyt wielkiego wyboru - rzekł Mortalis.
- Jednak, czy nadal uważasz, że dobrze zrobiłem wybierając tę drogę? Czy dobrze, że zniszczyłem brata, jeśli losy właśnie tak się potoczyły? Ja w niewoli, a na tronie zasiadł jego syn!
- Wola Pana bywa nieznana, i często jest wbrew naszej, wbrew naszym przekonaniom, naszemu rozsądkowi. Nieznane są wyroki Netherila. Ja wybieram ślepe posłuszeństwo.
- Zatem nadal uważasz, że to wszystko było konieczne? Nawet jeśli nie przyniosło nic poza chwilą?
- Z pewnością konieczne są ofiary, i to właśnie była jedna z nich...
- Rozumiem. Taka odpowiedź wystarczy. Posłuchaj dalej.

 :arrow:           Nie chciałem, żeby cieszyli się nawet cząstką mocy, którą ja posiadałem, nie oni… nie ci którzy nic nie poświęcili. Długo mnie torturowali. Starali się wydobyć wiedzę za pomocą magii. W końcu przestali, zginąłem… Jeden z moich sług złamał się i przekazał im wszystko co wiedział. Nie potrzebowali mnie dłużej. Tak skończyła się cała historia. Oceń teraz moje czyny.
- Cóż i ja mam pewne doświadczenie w tej ostatniej kwestii. Strzegę wiedzy tajemnej, przed tymi, którzy nie wyznają łaski Pana. Również mam obowiązek oddać za nią wszystko. Taka wola Najwyższego i nie dane mi czynić inaczej. Myślę, że to powinno Ci starczyć za mą odpowiedź.
- Oczywiście. Mam teraz ostatnie pytanie. Czy wiesz już kim jestem? - głos nie czekał zbyt długo na odpowiedź - Ci, który tak zaciekle z nami walczyli w górach to lud Krasnoludów, natomiast istoty, które pozbawiły mnie życia zwane są Duath, cienie, mroczne elfy. Moją matką była Ithril, pierwsza, która się odezwała po stworzeniu świata. Moim bratem był Aistalon, a jam jest Elrohir. Widać ta historia przepadła w dziejach mroku…



 :arrow:           Morgul przeszedłeś moją próbę, masz zdolność oceniania czynów i sytuacji, posiadasz to co zwiemy mądrością. Przeszedłeś już dwie próby… próbę siły i mądrości. Zniszczyłeś demona ognia... *
- Ach, więc demon, który chciał zniszczyć Świątynie także był próbą - Mortalis szybko skojarzył fakty.
- Oceniłeś Elrohira, syna Ithril. Czeka Cię ostatnia, trzecia próba.
- Poczuł dziwną presję.
- Odwróć się Morgul.
- Spojrzał na buchający płomień.
- Stajesz na rozstaju dróg. Musisz wybrać. Światło zawróci Cię stąd, wrócisz do życia. Natomiast ten ogień prowadzi do Otchłani, do jej samego serca. Wybieraj! Płomień być może spopieli Twe ciało, możesz wybrać bezpieczną drogę… drogę do światła.
- Mortalis spojrzał na płomień, jego pamięć sięgnęła bardzo daleko, 20 lat wstecz, gdy w ten sam sposób wybrał ścieżkę Pana i spłonął w płomieniach, gdy Ilufix stał się Mortalisem - Śmiertelnikiem Niosącym Śmierć na swych ramionach. W tym momencie jego umysł się oczyścił - tabula rasa - bez wahania wstąpił w płomień. - usłyszał tylko głos.
- Przeszedłeś trzecią próbę, próbę oddania.



 :arrow:           - Jego ciało trawił potworny ból, lecz nie zwracał już na to uwagi… Gdyż stał teraz w obecności Pana. Jego oblicze sprawiało, że mógł znosić największe cierpienia. Padł na twarz, chyląc się nisko. - pomyślał tylko, z ogromną radością
- Panie, jak przed 20 laty, znów przed Twym Obliczem…
- Ogromne nieprzeniknione ślepia Smoka patrzyły teraz na Mortalisa. Jego paszcza otworzyła się, a ciałem nekromanty wstrząsnął lodowaty chłód. - Od wielu lat nikt nie przeszedł przez tą drogę - ryknął - 3 próby, Siła, Mądrość, Oddanie... - skrzydła rozpostarły się otaczając postać. Czarna wstęga zaczęła ściśle oplatać jego ciało, zaczynając od stóp, przechodząc wyżej i przenikając przez szatę bez najmniejszych oporów.
- Lata czekania, wyrzeczeń, poświęcenia - rzekł cicho, a nieukrywana radość zaczęła wypełniać myśli - wstęga zacisnęła się na ciele, a smok złożył skrzydła.
- OD TERAZ JESTEŚ MYM KAPŁANEM, BĘDZIESZ STRZEGŁ ŚWIĄTYNI. BĘDZIESZ JEJ STRZEGŁ Z MOJEJ WOLI, A WOLI MEJ NIECH NIKT NIE WAŻY SIĘ PODDAWAĆ W WĄTPLIWOŚĆ!!!
- szybka myśl przebiegła przez umysł Mortalisa, SPEŁNIENIE!
- Ruszaj wypełniać swoje przeznaczenie.



 :arrow:           Przebudzenie, obraz staje się coraz wyraźniejszy, lecz nadal dość ciemny
- Tak teraz poznaję, to Świątynia - rzekł cicho do siebie. - Naivatarix! - wykrzyknął nekromanta ledwo łapiąc dech - kościany nietoperz obniżył swój lot.
- Teraz znów Świątynia ma opiekuna, tak jak wieki temu, gdy żył ostatni z nich. Istnieję by Ci pomagać. Obserwowałem Cię od Twego pierwszego wstąpienia w te progi. Teraz z woli Pana ujawniłem się i jestem tu na każde Twe wezwanie.



- Dokonało się! - wykrzyknął Mortalis czując w sobie łaskę Pana tak wielką, jakiej jeszcze nigdy nie doznał…




No to postać do kasacji co :?:  :twisted:
Nie no to żarcik trochę z tą koncepcją, ale serio w końcu po 2 latach gry spełnił się każdy jej punkcik :wink: No i nie mogłem grać ze *spełnioną*, więc roboczo jest jaka jest. Czas wyznaczyć kolejne cele do zdobycia :D

P.S.
Ciekawe czy ktoś przebrnął przez całość i mam nadzieję, że nie przesadziłem z rzetelnością:wink:
Podziękowania dla Aeternusa za questa i pomoc w dopełnieniu koncepcji.
Radzie Nekro też dziękuje za wsparcie techniczne 8)

*jak znajdę chwilkę to spróbuję opisać wspomnianą tylko próbę siły (poprzedni quest)

 

Offline Aruv

  • Administrator
  • Zarejestrowany
  • *****
  • Wiadomości: 4981
3 próby
« Odpowiedź #1 dnia: 2006 03 17, 08:52:14 »
Heuheue :D gratz Szami ;]
Fajnie opisane *slap* pisałbyś więcej ;]

Offline Alvor_Lucard

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 462
3 próby
« Odpowiedź #2 dnia: 2006 03 17, 12:10:40 »
nienajgorsze :)
gratuluje
*Mlask Mlask* Zastanawiasz się jak ciesze ryja kiedy płaczesz mi na PW o PK? - popatrz na Awatar :)

Offline VoDo

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 163
3 próby
« Odpowiedź #3 dnia: 2006 03 17, 13:27:52 »
Gratz  8)
MROOOOOOOOOOOOOOOOOOK !