Autor Wątek: Czarne chmury nad Delucja  (Przeczytany 1240 razy)

Offline Mekmar

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 1535
Czarne chmury nad Delucja
« dnia: 2010 07 16, 10:17:52 »
Siedząc  w pozycji medytacyjnej lekko unosząc się nad ziemia czytałem księgę, kolejna…  Ciężko było by zliczyć, która to już po tych stuleciach.  Moja koncentracje przerwał  odgłos dobiegający ze świątyni  Myrkula. Jedynym ruchem skierowałem księgę do skrzyni powoli opadłem na ziemie i ruszyłem w stronę  świątyni. Całą drogę tylko jedna myśl  zaprzątała  moja głowę, czy Myrkul się przebudził, ta myśl przyciągnęła  uśmiech na moją martwa twarz. Na horyzoncie już widziałem świątynie a przed nią  co najmniej 7 osób,  rubinowe oczy przyjęły  kształt kalejdoskopu, mój entuzjazm  był  tym większy gdy ujrzałem całe zło tego świata skupione w jednym miejscu.
Witaj Verthano, witam wszystkich, wyraźna i przerażająca aura bardziej złowroga niż moja biła ze świątyni.  Aaron rzekł- Mekmarze czekaliśmy na Ciebie- W takim razie ruszajmy. I tak ja pierwszy wkroczyłem do świątyni a za mną odór śmierci, za mną Verthana, której włosy powiewały na wietrze, wyglądała jakby tu nie pasowała jednak nikt z tu obecnych by nie podważył jej okrucieństwa i spaczonej natury. Aaron z uśmiechem na twarzy skrytym pod stalowym hełmem i płaszcz powiewający na wietrze a krok w krok z nim Egzekutor Langardu ze swoim ogromnym toporem Kata, za nimi materializuje się Wolmyth cichy zabójca w dłoniach trzyma dwa ostrza ociekające świeżą  krwią. Salvatore niskiej krępej budowy ciała i jego wielki młot, którego mogło by się wydawać, że nie da rady podnieść, oczywiście wiedziałem ze tym młotem posługuje się równie łatwo co ja rzucam zaklęcia. Zajęliśmy miejsca w świątyni, oczywiście pierwszy rząd pierwsze miejsce należało do mnie. W świątyni panowała ciemność  a z każdym krokiem Myrkula ginęły ostatnie promienie słońca. Nasz przywódca duchowy przemówił a jego słowa rozniosły się po murach naszej Twierdzy. Każde słowo wychwytywaliśmy jak spragniona roślina wodę z ziemi. W moim umyśle kołatała się tylko jedna myśl- nastały dla świata złe czasy, zło, mrok i zniszczenie powróciły do Sosari-  Ogien Daywadosa, coś przez co Pan zniszczenia komunikuje się z nami i swoim synem przemówił, dało się wyczuć obecność całej niegodziwej trójki. Nie czułem tego od lat, przez myśl  przemknęła mi myśl- nastały dla nas lepsze czasy-  rozsiadłem się wygodnie na marmurowym krześle i delektowałem się złem które było tak gęste, że można by je kroić. Poświęciliśmy dłuższa chwile na modlitwie, która przerwał Myrkul  i zaczął przemawiać… Szybko przeszedł  do sedna, ruszyło się Myrkul się przebudził Wojownicy, magowie, zabójcy, bestie, demony, nieumarli, nekromanci i wszyscy inni którzy szerzycie zło, zadajecie ból, zabijacie, knujecie i spiskujecie ZACZYNAMY! Ogień Daywadosa rozpłynął się w powietrzu. Uniosłem się z krzesła i lewitując lekko nad ziemia przeniosłem się przed świątynie. Nim dosiadłem wierzchowca z mroku świątyni wyłaniali się kolejni szerzący chaos.
Byłem wstanie wyczuć energie Daywadosa, więc galopem ruszyłem a za wszystkie czarne charaktery tego świata, dotarliśmy do strzeżonych jaskiń w których spoczywają zastępy Delucjańskie, mijając  swoich żołnierzy widziałem na ich twarzach radość z powrotu Myrkula. Dotarliśmy na miejsce, Avatar Daywadosa już nas oczekiwał. Rzekł głosem donośnym acz spokojnym- Na początek potrzebuje głów naszych wrogów- chwile później wrócił oddelegowany do tego krasnolud z worek wypchanym po brzegi głowami. Jako pierwsza głowa zdrajcy Molterona, dopiero co ucięta przez Vethane, kolejne Glowy lądowały na posadzce przyzdabiając nasze sanktuarium.
Ogień, który rozpalał w nas Daywados wskazał nam jedyna słuszna drogę, która możemy z Sosarii zrobić jedną wielka mordownie i pobojowisko.  Zaczynamy od odzyskania zwierciadła Yloth, którego używaliśmy podczas oblężenia Magnicji. Ruszyliśmy na spotkanie obrońców zwierciadła,  walka była długa i wielu z nas zostało rannych, wracając w zniszczonych  pancerzach podartych zbroja i z wyszerbionymi ostrzami wracaliśmy z opuszczonymi głowami do Twierdzy… Lustro było pobite!  Głos Daywadosa pocieszył nas, ze lustro można naprawić ale pora byśmy odpoczęli  i przygotowali się do kolejnych misji. Wszyscy wycieńczeni udali się na spoczynek…
Późnym wieczorem dnia kolejnego, ponownie chmury zakryły księżyc a Delucja pogrążyła się w ciemności, wezwanie Myrkula, było słychać w całych zaginionych krainach. Wezwanie silniejsze, niż dnia poprzedniego, Myrkul odzyskuje siły. Tym razem na miejscu pojawiłem się jako pierwszy, towarzysze nie kazali mu jednak długo czekać. Wspólnie przekroczyliśmy próg świątyni, nasza liczba była większa pojawili się kolejni nikczemni, którzy usłyszeli o przebudzeniu Myrkula. Miejsca w świątyni zajęte, tak licznego spotkania w naszej kaplicy nie było od lat. Dzisiaj powitaliśmy Avatara Yloth, wierni wyznawcy oddali pokłon, reszta na znak szacuj powitała Yloth. Ponownie zająłem swoje miejsce pierwsze krzesło w pierwszym rzędzie. Czarna szata, czarny płaszcz przypinany broszką w kształcie hebanowej laski owijały ciało licha odcinając promienie słońca od tego co pozostało z jego ciała.  Myrkul rozpoczął a my za nim, modlitwa odbijała się echem po świątyni, gdy nagle Spaczona Verthana przerwała-Coś tu cuchnie- jej spojrzenie padło na wejście do świątyni, usłyszałem tylko świst bełtu rozcinającego powietrze. Ciało złodzieja leżało nieruchomo na ziemi, krasnolud Salvatore czym prędzej oskalpował zwłoki złodzieja a jego głowa wylądowała przed obliczem Yloth. Któż by pomyślał, że zwykła hiena cmentarna zakłóci przebieg mszy. Yloth przeklęła złodzieja a jego głowę  wypchaną  trocinami zostawiła jako przestrogę  dla kolejnych, którzy myślą, że takie coś może ujść na sucho. Powróciliśmy do modlitwy, nasze słowa i oddanie wzmacniają Myrkula i nikczemną  trójce. – Dobrze pora zabrać się za naprawę lustra- Tymi słowami zostały zakończone modły.  Wraz z towarzyszami broni udaliśmy się do kuźni by przetopić to co pozostało z tafli lustra. Swoja magią zwiększałem temperaturę grzewczą  pieca, Kat Langardu zajął się bezpośrednio przetapianiem. Cala straż Delucji w jednym miejscu cała elita Chaosu w kuźni i przed nią, nawet mysz nie mogła by sie prześliznąć. Po długiej i ciężkiej pracy Egzekutor Langardu zakończył przetapianie szczątek lustra, obaj byliśmy zmęczeni, zużyłem prawie cała energie magiczną  a to dopiero połowa drogi. Teraz był nam potrzebny wyśmienity szklarz, który podoła zadaniu stworzenia nowego lustra.  Zebraliśmy się przed bankiem,  Loyd wraz z całą świta przenosił przetopione szkło. Pierwsza  osoba jaka przyszła mi na myśl to kobieta alchemik i szklarz, dodatkowo ktoś komu mogę zaufać. Wykonałem pieczęcie skoncentrowałem się i skontaktowałem się z nią. Poręczyłem za nią przed swoimi podwładnymi, pozostało nam tylko czekać.  Wszyscy w pogotowiu na baczność z wyciągniętymi broniami oczekiwali przybycia rzemieślniczki. W końcu pojawiła się pośrodku placu zakapturzona, szczupła kobieta. Ściągnęła kaptur, od razu w oczy rzucają się delikatne rysy twarzy i pełne blasku oczy. Wyszedłem przywitać starą znajomą, nie minęła chwila gdy opiekun szkła wyrwał się z szeregów i zaczął tłumaczyć kobiecie co ma zrobi i czy w ogóle jest w stanie to zrobić. Jej delikatne dłonie dotknęły szkła, cała świta Delucji nerwowo przyglądała się ruchom kobiety, atmosfera była tak gęsta, że jeden niewłaściwy ruch mógł wywołać rzeź większa niż w Minoc. –Uspokójcie się ,  wyciszcie się okiełznajcie swoje energie, nie chciał bym byście jej przeszkadzali podczas pracy- Powiedziałem głośno i wyraźnie niczym generał wydający rozkaz ataku. Kobieta wyjęła z torby swoje narzędzia i zaczęła swój spektakl, to co działo się później jest wręcz nie możliwe do opisania jednak spróbuje. Gdy tylko narzędzia dotknęły szkła rzemieślniczka wpadła w trans obróbka szkła w tamtej chwili nabrała dla mnie nowego znaczenia. Zaczęła tańczyć niczym rusałka, jej ruchy były płynne powoli unosiła się nad ziemia, narzędzia już nie były potrzebne wraz z jej subtelnymi ruchami szkło zaczęło się przeinaczać, trwała grobowa cisza a zdziwienie nie opuszczało naszych twarzy. Nigdy bym nie pomyślał, że w twierdzy zła może stać się coś takiego, żywi nazwali by to pięknym, ja nazwę to niesamowitym. Kobieta wycieńczona opadła powoli na ziemie a lustro pozostało w powietrzu, Abelard chwycił kobietę ja siłą woli przyciągnąłem lustro. Ponownie udaliśmy się do kaplicy, gdzie ustaliśmy, że jako pierwszy lustro będzie mógł nosić Egzekutor Langardu… *tutaj zapiski z dziennika się urywają*
« Ostatnia zmiana: 2010 07 16, 13:44:22 wysłana przez Mekmar »

 

Skalaboss

  • Gość
Odp: Czarne chmury nad Delucja
« Odpowiedź #16 dnia: 2010 08 20, 07:10:42 »
mekmar robisz z tego klimatyczna opowiesc a to co zrobiliscie bylo chamskie, denerwujece
i co gorsze niezgodne z prawem ;)

Przepraszamy, ze przerwalismy wam pvm po globalnym emocie :((.

Offline muja

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 106
Odp: Czarne chmury nad Delucja
« Odpowiedź #17 dnia: 2010 08 20, 15:17:55 »
Czy byl to globalny emot czy nie, zabije i zgnoje kazdego kto wejdzie na moja piaskownice broniac swoich ziem, zasad i przekonan.
Some say the end is near.
Some say we'll see armageddon soon.
I certainly hope we will.