Bowiem my, inkwizytorzy, mamy taki zwyczaj, że lubimy odkrywać to, co zakryte, obnażać to, co zasłonięte, i poznawać to, co nieznane.Rok 586 sprawa Kapłanki Merionis ze Świątyni Methestela w Trinsic, wygnanej przez Arcykaplankę Agerionę.
Pierwsza na miejscu była Inkwizytorka Silifrey S'rinelli. Po godzinie poszukiwań Akolitki, odnalazła ją w karczmie obok starego banku. Widok tak młodej kobiety w obszarpanej todze, brudnym ciele uświadomił jak w jednej chwili mogą skończyć zadbane i czyste kapłanki świątynne. Siedziała samotnie w pustej karczmie, zapewne poszła plotka ze świątyni aby ludzie unikali kapłanki. Inkwizytorka nie bacząc na to jak wygląda Merionis podeszła do niej, usiadła i zaczęła wypytywać o całą sprawę.
Kapłanka o dziwo została wygnana o błahostkę, która mogła zapowiadać grubsza sprawę dla Oficjum. Powodem była chęć sprowadzenia zwierząt pokroju krowy, łanie, dziki do Świątyni co było wielkim zaskoczeniem Merionis z powodu takiego, że nie wypada, aby takie zwierzęta przebywały na świętym terenie. Akolita odmawiając została wygnana na wieczna tułaczkę, bez możliwości powrotu do świątyni, co było dla niej wielką kara, gdyż Kapłani uczą się całe życie aby dołączyć do grona opiekunów Świątyni. Po trzydziestu ziarnach do spotkania dwóch kobiet doszli Inkwizytorzy Altharis, Maevius oraz Dernhelm, przysiadając się od razu zaczęli wypytywać o następujące rzeczy: Jak kapłanka zachowuje się Na co dzień., jak zachowywała się kiedyś, a jak teraz? Czy zauważyła jakieś zmiany szczególe w jej wyglądzie, na przykład zmiana rys twarzy, oczu, sposobu chodzenia, znamię którego kiedyś nie miała? Przechadzała się z księgami, których nie chciała podać tytułów? Zachowywała się podejrzliwie w stosunki do innych kapłanek? Spotykała się z kimś gdy nikt mógł nie obserwować? Wychodziła po kryjomu? Zadali masę pytań na które Merionis nie odpowiedziała, co wielce rozczarowało i zdenerwowało Inkwizytorów. W normalnych warunkach wzięto by ją do podziemi Oficjum i torturowano lecz ta sprawa wymagała więcej ogłady. Kończąc wypytywanie Kapłanki odprowadzili ją do jednego z wolnych pokoi w karczmie i ułożyli plan działania by rozwiązać całą sprawę.
Silifrey przyodziała togę Akollitki Methestela, która otrzymała od Merionis. Reszta przebrała się za wędrowców którzy pragnął zostać przyszłymi Kapłanami i oddać swe życie Methestelowi.
Dernhelm wraz z Altharisem zakupi u karczmarza małą ilość alkoholu tak dla rozweselenia i rozładowania nerwów które spowodowała niechęć współpracowania kapłanki. Trunki spożyli 10 ziaren przed wejściem do świątyni, lecz było to trochę za wcześnie aby nie poczuła tego strażniczka świątyni Carmen:
-
Hola! – wrzasnęła. -
Wy nie wejdziecie, jesteście pijani.-
Czego!? – warknęli obaj chóralnie. –
Co to za rozkazy?!-J
estem strażniczką świątyni, zwą mnie Carmen i powiadam wam, że nie wejdziecie.
-Nikt nie zabroni nam tam wejść! – odpowiedzieli razem.
-
Dbam po porządek świątyni i pijany nikt tu nie wejdzie.
Wtedy wkroczyła przebrana Silifrey…
-
Oni są ze mną moje dziecko, wpuść ich.
-Przecież oni są pijani! Ja… to takiego…, jeszcze ubrudzi posadzkę.
-Rzekłam! –Odpowiedziała pewnie Silifrey
-
Dobrze.. ale niech się o tym Ageriona nie dowie.Wszyscy razem weszli do środka pięknej Świątyni Methestela. Lekko podchmieleni Inkwizytorzy usiedli na ławkach i czekali na to jak potoczy się cała sytuacja…
Na wejściu od razu zatrzymała nas Arcykapłanka…
-
Czego tu szukacie? Dziwna pora na pielgrzymke. – zapytała ozięble i z wrogością w głosie.
-
Każda pora jest dobra, jeśli człowiek szuka błogosławieństwa i pomocy. – odpowiedział Dernhelm
-
Czyż Methestel wiernych nie przyjmuje. – dodał Maevius.
Kapłanki nie zważając na to co powiedzieli powiedziała.
-
I czemu Carmen ich wpuściła, nie rozmawiam z wami.
-Jak to Kapłanko, nie przyjmiesz pielgrzymów?. – odpadła Silifrey
-
Nie jesteś stąd. – przyczepiła się do Inkwizytorki
-
Racja to, z magincji przybywam.
-
Byłaś tu już kiedyś, pamiętam… jak masz na imię?
-
Moderia… uch nieważne… Co cię tu sprowadza i kim są Ci ludzie?
-To młodzi Akolici…
-Akolici powiadasz…
-Nie do końca
-Nie szukamy tu nowych, nie przyjmujemy.
-Póki co starają się o status takowy
-Przybyliśmy tu aby umocnić się w wierze w najpotężniejszego i sprawiedliwego Methestela, szukamy nauk i ciebie, ponoć jesteś najmądrzejsza ze wszystkich kapłanek.-
Bezczelny! Nie tak się zwraca do arcykapłanki!... No dalej Moderio wyjaśnij im dogmaty, to twoi nowicjusze – niemal wrzasnęła Agerion
Silifrey obróciła się twarzą do trójki mężczyzn…
-Oni zdążyli już poznać to, czego z ksiąg nauczyć się mogą
-Dobrze, to zaraz zobaczymy co już umieją…
-Pozostała jeno kwestia tego, by sami poczuli to, co my już zdarzyłyśmy pani
-Ty! – wskazała kosturem na Dernhelma. –
Kto jest największym wrogiem naszego pana?-
Deywados, jego plugawy brat!, którego ranił Methestel w wojnie bogów lecz ten uciekł i schował się aby czynić zło. Methestel zwyciężył! – wyrecytował bez chwili ani chwili wahania
-
Dobrze… Ty coś wiesz, bezczelny… - spojrzała na Altharisa
-
Dobrze teraz ty, kogo patronem jest Methestel?
-Ludzi prawych, brzydzących się zdradą, kłamstwem oraz ślepą nienawiścią dla życia i piękna.
-Teraz ty w pomarańczowej.. co to w ogóle za kolor?!
-Wydawało mi się, że do oczu mi taki przypasuje, tom na taki zafarbował.-
Nadziei Pani, dziecka się spodziewa – zażartował Dernhelm.
-
Milcz! Znowu gadasz!... – zawarczała na Inkwizytora. –
Dobrze… ty w pomarańczowej todze… powiedz mi czym jest gniew Methestela.-
Jeśli mogę wtrącić Kaplan nie powinien kierować się spokojem, zrozumieniem i wyrozumiałością?
-Modeirio, ukarz go! Ukarz tego durnia, co nie potrafi milczeć! Kogo ty mi tu przyprowadziłaś!
- Mówiąc o Methestelu powinniśmy moc mówić cały czas – Dernhelm wdał się z dyskusje z Arcykapłanką.
-
Dalej! Ukarz go! – wskazała kosturem na Inkwizytora
-
Twe uszy powinny być rade słuchając to co co mamy do powiedzenia o Methestelu. Ja tylko nie rozumiem.
-Czego znów nie rozumiesz?! – wydarła się Ageriona
-
Spotkałem już wielu Arcykapłanów… Croma, Erenthii, Ahn’bysa, lecz ty wydajesz się najgorsza w tym co robią Arcykapłani.Ta spojrzała z gniewem na Dernhelma, zacisnęła żeby…
-
Moderio masz go ukarać!!!
-Czego sama tego nie zrobisz?! – odkrzyknął jej Lind.
Zrobiła samach kijem.
-
Methestel będzie z ciebie dumny. – mówiąc do Inkwizytor wymierzył coś pięścią w bark Kapłanki aby wytrącić jej bron, ta jednak rozpłynęła się niespodziewanie w powietrzu ku zdziwieniu wszystkich.
-
TO ILUZJA!!! – krzyknęli wszyscy razem
-
Porwano Arcykapłankę… - wywnioskowali wszyscy razem.
Kapłani słysząc te słowa, zbiegli się do świątyni. Wszyscy przerażeni, nie dowierzając, że porwano kapłankę pogrążyli się w modlitwie, niektórzy z nich płakali, inni gorliwie z zamkniętymi oczami rozmawiali z Methestelem. Inkwizytorzy wyciągnęli jednego z nich przed świątynie i rozkazali zabrać ich do kwatery Arcykapłanki. Po krótkim czasie sprzeciwiania się dostali klucze do rzeczy Ageriony i przeszukali cały jej dobytek. Wszystko zdawało się być w porządku, jednakże dwie rzeczy były podejrzane i które nie pasowało do wszystkiego co tam znaleźli: były to ziarna piasku, które po zbadaniu przez Inkwizytorów niepasowany do budynków ani pobliskich terenów piaszczystych oraz wzmianka o zwoju zdejmującym uroki, którego niegdyś szukali Yenoth oraz Agrival. Z jednym z nich Oficjum musi odbyć rozmowę…
Pisarzem nie jestem

I soszkowi dziękuje za to i z góry już za ciekawie zapowiadającą się zabawę
