Autor Wątek: Przebudzenie  (Przeczytany 294 razy)

Offline Parias

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 253
  • Szary Wilk
Przebudzenie
« dnia: 2010 08 14, 17:29:52 »
Kamienne ściany komnaty spowijał chłód podziemnej twierdzy. Wszystko znajdowało się na swoim miejscu. Przeciągając się po długim letargu spojrzał na trumnę zasuwając wieko. Natychmiast udał się w kierunku stalowej skrzyni stojącej w prawym rogu pomieszczenia, otworzył ją wyciągając parę fiolek wypełnionych jasną cieczą. Wypełnił ją złoty puchar stojący obok na kamiennym stole. Chwycił naczynie przechylając lekko delektując się szlachecką krwią. Przywdział nową satynową koszule wsunął skórzane spodnie oraz wysokie buty po czym z kielichem w ręku ruszył rozejrzeć się po kryjówce.
Mury twierdzy były opustoszałe, to wcale go nie dziwiło bowiem rzadko kiedy można było kogoś zastać. Dopił krew kierując się do swojej komnaty. Zdjął zbroję ze stojaka zakładając pojedynczo płytowe elementy. Zarzucił wielki obusieczny topór na plecy, dobył tarczy oraz lekkiego oręża kierując się ku wyjściu. Wyruszył szybkim marszem kierując się do głównej siedziby Immortha. Gdy dotarł na miejsce wstąpił do banku, zabrał parę fioletowych jak i czerwonych mikstur. Przywiązał do pasa woreczek wkładając do środka mikstury następnie wyruszył na obchód. Zamek był pusty głuche ściany siały sugerowały, że zamek jest niezamieszkały. Po pewnym czasie napotkał jedynie parę pijawek. Mijały dni jednak ani w zamku ani w siedzibie kasty nie było żadnego śladu Immortha. Jednak na wąpierzy natykał się często. Pra-Ojciec jak i przedwieczni stracili poważanie w oczach Styliana a sama rasa wampirów stawała się legendą przechodzącą coraz to większymi krokami w zapomnienie. Porzucone przez Pra-Ojca niczym bękarty pozostawione na pastwę losowi. Nie godził się z takim losem, wyrzekł się swego wampirzego pochodzenia, odrzucił swe sztuczne bóstwo. Chciał odnaleźć właściwą ścieżkę...
Ścieżkę której nigdy się nie wyrzekł a jakiś czas temu lekko z niej zboczył. Pognał konia w stronę Twierdzy Delucji. Stolica Chaosu otoczona wielkim kamiennym murem zarządzana przez tyrana budzącego grozę, imię jego Mekmar. Nad Delucją czuwał bezlitosny niemający sumienia najokrutniejszy z Bogów Daywados. Jego posłannikiem w twierdzy był Myrkul zrodzony z nienawiści, strachu, bólu któremu Stylian przysięgał służyć całym swym życiem będąc już wampirem...
Teraz powraca jest mu winien kilka ściętych głów za tak długą nieobecność...