Z wierzy nekromanckiej dobiegały szepty inkantowanych zaklęć... To Karim Singh, kończył pracę nad tajemniczym papirusem. Jego ciężka praca małymi krokami dobiegała końca. Słońce znikało już powoli z leśnych obszarów Yew, noc nadchodziła...
W głowie nekromanty wciąż plątały się miliony myśli, lecz na tle milionów jedna żyła wciąż tętniła nienaturalną siłą, to chwała i oddanie ku czci Netherilowi, Panu wszechrzeczy i władcy śmierci.
Luna leniwymi krokami opanowywała Sosarię, widać było jak wdrapuje się na szczyt nieba by za parę godzin zaświecić niczym srebrna tarcza na tle hebanowej ciemności.
Praca w wierzy nekromanckiej trwała nieustannie, nagle... Cisze zakłóciły odgłosy nadchodzącej istoty. Nekromanta szybko zorientował się, iż ktoś się zbliżą, wyjrzawszy ze szczytu swej kamiennej wieży zauważył odziana w czerń postać. Doskonale dostrzegł znajomy chód, oczy związane czarną bandaną i hebanową laskę, którą istota wciąż się podpierała. Była to bratnia nekromantka Elizabeth Singh.
Chwilę później...
-Karim, nasz Pan oczekuje od nas kolejnej silnej duszy. Jego zastępy muszą się powiększać, jesteśmy Mu to winni...
Grymas na twarzy Karima był twierdzący i na odpowiedź nie trzeba było czekać długo.
-Racja w Twym głosie jest. Przez te nieustanne badania sam zgłodniałem, mój apetyt na świeże dusze wzrósł znacznie...
Na ustach nekromanty rysował się nikły uśmieszek.
-Ruszajmy wiec czym prędzej, nie każmy Netherilowi czekać... Rzekła Elizabeth pocierając dłońmi hebanową łaskę.
Parę ziaren później, gdzieś za murami leśnego miasta Yew...

-Bracie, dziś pragnę czegoś wyjątkowego, jakiejś odmienności...Nie pozwólmy by nasze pragnienie ograniczało się jedynie do naiwnych, niedoświadczonych istot. Pragnę by nasz Pan z dumą mógł przyjąć ofiarę z silniejszego człowieka.
Nekromanta Karim jedynie przytaknął, jego żółte oczy błysnęły złowrogo wskazując na człowieka idącego drogą.
-Pragnęłaś ofiary Elizabeth? Twoje kapryśne porządnie idzie przed nami.
Elizabeth syknęła niczym wąż, wbijając ogniste spojrzenie w odzianego na zielono mężczyznę.
-Młodzieńcze ! Syknęła nekromantka
-Tak pani? Mężczyzna nieśmiało odpowiedział.
-Wyglądasz na silnego... Duszą, czy Twoje ludzkie łaknienie wszech wiedzy nie jest hamowane przez barierę tego świata? Jej głos brzmiał niczym tysiące ostrzy wbijanych w serce.
-Yh, nie wiem pani, chociaż... Oczy młodzieńca nerwowo unikały ognistych spojrzeń nekromantki, jego głos był lękliwy i drżący.
W trakcie wodzenia kolejnej ofiary na rzeź, słudzy Netherila zapoznali się po krotce z życiorysem ofiary zwanej Droghey Gloow.
Po kilkunastu minutach...
-Vas Rel Por Otwórzcie się wrota ! Krzyknęła Elizabeth
W powietrzu ukazały się niebieskie wirujące kryształki rozdzielające się na dziesiątki, setki, aż w końcu było ich miliony. Zlepiając się w jednolitą całość utworzyły błyszczące, błękitne wrota przez które przeszli kapłani Netherila wraz z ofiarą...
Po drugiej stronie ukazała się wielka porośnięta bujnym bluszczem góra. Istoty powoli zbliżyły się ku niej by po chwili ujrzeć tajemnicze wejście zamaskowane zielenią.
-Wchodźcie, rzekł Karim
Młodzieniec skinął głową, po czym naiwnie ruszył przed siebie...
Wyjście z tunelu...

Przejście w skale było dość ciemne. Ściany podtrzymywane były przez stare belki, a jedyne światło biło z zapalonego łuczywa gdzieś w narożniku.
-Idźcie powoli! Wypowiedział dość donośnie Karim, jego głos rozbił się o ściany podziemnej pieczary którą wędrowcy mijali parę kroków temu.
-Jesteśmy już blisko widzę blask pochodni świątyni...
Młody Droghey Gloow wydawał się coraz bardziej podekscytowany, a jego kroki były coraz pewniejsze i coraz ciekawsze nieznanego...
Na pierwszych stopniach ołtarza i dalsza część rytuału...














---------------------------------------------------------
Wielkie dzieki dla Droghey Gloow za udział w zabawie
Dzieki Karim za chwile czasu ;] zasze moge na Ciebei liczyć
Dzieki Aeternus za efekty f/x

Pozdro i czekam na wecej takiej zabawy ! ;]]]]