Autor Wątek: Zapomniane dziedzictwo..  (Przeczytany 372 razy)

Offline Chire

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 63
  • Wicked Witch of the West
Zapomniane dziedzictwo..
« dnia: 2010 11 05, 18:18:23 »
    Luthien przebudziła się tego dnia nagle. Ze snu zerwało ją coś, czego nie mogła sobie wytłumaczyc. Czuła, że coś jest nie tak, że coś ważnego powinna zrobic. Ale cóż to mogło byc? Postanowiła pozwiedzac nieco, pokrzątac się po kilku miejscach, żeby przypomniec sobie, albo przynajmniej dowiedziec się dlaczego odczuwa taką niepewnośc w swym sercu. Ubrała się ciepło, spakowała do plecaka prowiant i składniki na czary, w rękę chwyciła kostur, którym zapierała się czasem. Wystarczyło całkiem proste zaklęcie "Kal Ort Por" i znalazła się u tresera odebrac Pielgrzyma. Pieszczotliwie pogłaskała lodowego wierzchowca i ruszyła przed siebie. Błąkała się po lasach szukając chociażby namniejszej wskazówki. Wiele razy zawracała, po czym ruszała znów naprzód. Nieopodal Brytanii, w lasach natchnęło ją by udac się do Dolennost. Zmarszczyła lekko brwi.
"Dolennost.. Miasto elfów.. Czemu właśnie tam?"
Spięła boki pielgrzyma i ruszyła do żeglarza. Bardzo szybko znalazła się w dostojnym mieście długouchych. Ledwo zdąrzyłą się powierzchownie rozejżec, gdy podeszła do niej strażniczka:
- Czego tu chcesz człowieku?- dosc nieprzyjemnie zaczęła
- Wybacz pani- skłoniła się lekko Luthien- przyszłam tutaj, by odswieżyc mą zszarganą pamięc. Wszak co nieco łaczy mnie z waszą rasą..
- Ciebie? Z naszą rasą? Niby co?- oburzyła się elfia strażniczka..
- Wychował mnie przywódca elfów.. Dawno.. Byłam jeszcze mała.. Chciałam przypomniec sobie te czasy.. I odwiedzic go.. Minęło już 20 lat odkąd opuściłam jego bezpieczne schronienie.
- A niby jak sie nazywał ów przywódca?- elfka świdrowała kobietę wzrokiem
- Nie godna jestem by kalac piękny język elfów. Ludzie natomiast mówili o nim "Cichy Szum Wiatru"
Strażniczka zmarszczyła brwi a jej rysy złagodniały
- Faktycznie.. To, co mówisz zgadzało by się. Ja jednak nie powiem Ci nic na ten temat. Ów przywódca prawdopodobnie nie żyje. Jednak udaj się do doliny, gdzie trolle swe gniazdo uwiły. Tam może znajdziesz jakąś odpowiedź. A teraz zejdź mi z oczu. Mam dużo do zrobienia..
Strażniczka się oddaliła, a Luthien przez jakiś czas kontemplowała to co usłyszała. Postanowiła jednak posłuchac rady elfki i po wielu niepowodzeniach i trudnościach dotarła do wskazanego miejsca. Jednakże tak szybko jak się tam znalazła, tak szybko przy jej szyji pojawiła się ostra włócznia silnego elfiego wojownika.
- Po coś tu przyszła ludzka kobieto?- warknął
- Ja przepraszam.. Strażniczka z Dolennost wskazała mi to miejsce- przełknęła głośno ślinę- podobno dowiem się tutaj czegoś o dawnym przywódcy, który mnie wychował.
Wojownik wyszeptał słowo w swym języku.
- Wlaśnie on..- rzekła nieco przestraszona Luthien.
- Chodź za mną- elf wskazał bliżej nieokreślone miejsce.- Krążyły słuchy, iż wychowywał on ludzkie dziecię. Jednak tak naprawdę nikt o tym nie wiedział. Czy wiesz co to jest?
Elf pokazał kobiecie niewielki szmaragdowy diadem zwieńczony czterema symbolami.
- Tak. To należało do niego..- ze łzami w oczach wydusiła z siebie Lu.
- Nie wiem jak zginął.. Ani dlaczego. Jednak jeśli się dowiesz, przyjdź do mnie. I mi powiedz. Bardzo Cię o to proszę, jako najwierniejszy wojownik owego przywódcy. Masz- podał kobiecie rycinę, na której znajdował się mężny elf walczący z gadem podobnym do węża.- Może to Ci pomoże. Idź już.. Ja będę tutaj czekał.
Luthien chwycila rycinę do rąk i natychmiast udała się do domu.. Musi znaleźc odpowiedź na to pytanie.. Chocby miała przepłacic to własnym życiem.


Z pozdrowieniami dla mortimera :) Dziękuję za zabawę :)


cdn..

« Ostatnia zmiana: 2010 11 05, 22:18:21 wysłana przez Chire »
Cowards die many times before their deaths. The valiant never tastes of death but once..

 

Offline Chire

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 63
  • Wicked Witch of the West
Odp: Zapomniane dziedzictwo..
« Odpowiedź #1 dnia: 2010 12 13, 15:59:51 »
Spakowany plecak pełen jedzenia i ziół czekał na Luthien już przy drzwiach. Bagienny żuk wypasał się na pobliskich moczarach. Kobieta założyła ostatnie części swej zbroi, narzuciła plecak na ramię i na grzbiecie insekta ruszyła w drogę. Dzisiejszego dnia postanowiła poskładac następną częśc zagadki. Upewniwszy się, że rycina spakowana bezpiecznie w jednym z tobołków, udała się na Aurin. Pierwszą częścią jej wyprawy było odwiedzenie starego bankiera.
- Witaj- rzekła z uśmiechem
- Ach witaj moje dziecie.. Co Cię w me skromne progi sprowadza?- zapytał posiwiały bankier
- Podziękowac chciałam za pomoc, wszak okazała się bezcenna
- Och.. Nie dziękuj, sprawiło mi to przyjemnośc. W czym mógłbym dziś pomóc?- starzec przeniósł wzrok na rycinę, która wystawała z tobołka.
Luthien wyjęła ja ostrożnie i rozwinęła przed bankierem.
- Szukam tego miejsca- rzekła pełna zadumy.- Z niczym mi się niestety nie kojarzy.- posmutniała nieco
- Przykro mi dziecko, ale ja również nie wiem, gdzie coś takiego może byc.. Aczkolwiek nie sądzę by było to na Ilshenar. Może popytaj kogoś w Sosarii?
Kobieta podziękowała bankierowi i pożegnawszy się z nim pożeglowała do Sosarii. Postanowiła odwiedzic najpierw Yew. Domyśliła się, że skoro mieszka tam najwięcej łowców, to może oni będą wiedziec. Podbiegła do jednego ze strażników pilnujących głównego wejścia do miasta. Rozwinęła przed nim rycinę i zapytała o miejsce.
- Niezbyt dobrze znam okolice. Pracuję tylko tutaj, czasem biegam po lasach Yew, ale miejsca tego nie kojarzę. Kartografów popytaj, albo skrybę jakiegoś..- odwrócił się na pięcie, jakby nie chciał byc więcej nękany przez gadatliwą kobietę.
Ta zaś udała się do pobliskiego kartografa idąc tropem strażnika. Weszła ostrożnie i tak jak u bankiera i wojownika, poczęła rozwijac rycinę. Mężczyzna oderwawszy się od kreślenia jakiejś mapy, kaszląc okropnie powiedział:
- Ja wyspy znam, ewentualnie szlaki morskie. Takiego miejsca nie widziałem niestety.- z lekkim smutkiem odparł wciąż pokasłując. Luthien zmarszczyła brwi, wyciągnęła pare ziół, moździerz i butelkę. Ugniatając wszystko w jednolitą masę, spojrzała na kartografa z uśmiechem
- Och nie szkodzi. Będę szukac dalej
Mężczyzna spoglądał na ręce Luth w obawie i pospiesznie dodał:
- Jednakowoż w mieście Ocllo mieszka pewien bajarz. Bawidamek z niego okrutny! I dowcipniś! Stary jest bardzo, ale pamięc ma doskonałą. Mówi się, że zwiedził Sosarię wzdłuż i wszerz. Popytaj jego.
Oczy Luthien zalśniły radosnym blaskiem, wręczyła kartografowi miksturę, którą za ten czas ukręciła:
- To pomoże w kaszlu. Proszę wypic od razu- uśmiechnęła się promiennie
- Dziękuję, och bardzo dziękuję- pospiesznie wypił kolorowy płyn. Kaszel momentalnie ustał. Jednak Luthien już była na Ocllo, szukając najsłynniejszego kobieciarza w Sosarii. Nieco czasu jej to zajęło, ale gdy w końcu go znalazła, od razu po ujrzeniu ryciny bajarz powiedział:
- Tak.. Tak.. Znam doskonale to miejsce. Na północ od Brytanii, nieopodal bagien.. Jest tam przęłęcz, która siedliskiem Lodowego Węża była.. Tego pierwotnego. Protoplasty.. Ale nie był on taki jak te, które widujesz teraz. Tamten był groźny i potężny. Mówi się, iż pewien możnowładca elficki pokonał go, ale historii tej nie znam.
Usłyszawszy te słowa, czarodziejka szybkim cwałem udała się do miejsca wskazanego przez mężczyznę. Ujrzała w jednym zakątku niewielki postument upamiętniający walkę elfiego władcy z lodowym gadem. Obok leżała ów głowa, mrożąca krew w żyłach. Kiedy Luthien podeszła bliżej, czuła bijący od niej chłód. Głowa zdaje się była zaczarowana. Oczy gada lśniły co jakiś czas wywracając się na różne strony. Kobieta uroniła łezkę i połóżyła obok postumentu pojedynczą różę.
Zaraz potem odwróciła się i pobiegła do domu, by zastanowic sie nad tym co zobaczyła...

cdn..
Cowards die many times before their deaths. The valiant never tastes of death but once..