Spakowany plecak pełen jedzenia i ziół czekał na Luthien już przy drzwiach. Bagienny żuk wypasał się na pobliskich moczarach. Kobieta założyła ostatnie części swej zbroi, narzuciła plecak na ramię i na grzbiecie insekta ruszyła w drogę. Dzisiejszego dnia postanowiła poskładac następną częśc zagadki. Upewniwszy się, że rycina spakowana bezpiecznie w jednym z tobołków, udała się na Aurin. Pierwszą częścią jej wyprawy było odwiedzenie starego bankiera.
- Witaj- rzekła z uśmiechem
- Ach witaj moje dziecie.. Co Cię w me skromne progi sprowadza?- zapytał posiwiały bankier
- Podziękowac chciałam za pomoc, wszak okazała się bezcenna
- Och.. Nie dziękuj, sprawiło mi to przyjemnośc. W czym mógłbym dziś pomóc?- starzec przeniósł wzrok na rycinę, która wystawała z tobołka.
Luthien wyjęła ja ostrożnie i rozwinęła przed bankierem.
- Szukam tego miejsca- rzekła pełna zadumy.- Z niczym mi się niestety nie kojarzy.- posmutniała nieco
- Przykro mi dziecko, ale ja również nie wiem, gdzie coś takiego może byc.. Aczkolwiek nie sądzę by było to na Ilshenar. Może popytaj kogoś w Sosarii?
Kobieta podziękowała bankierowi i pożegnawszy się z nim pożeglowała do Sosarii. Postanowiła odwiedzic najpierw Yew. Domyśliła się, że skoro mieszka tam najwięcej łowców, to może oni będą wiedziec. Podbiegła do jednego ze strażników pilnujących głównego wejścia do miasta. Rozwinęła przed nim rycinę i zapytała o miejsce.
- Niezbyt dobrze znam okolice. Pracuję tylko tutaj, czasem biegam po lasach Yew, ale miejsca tego nie kojarzę. Kartografów popytaj, albo skrybę jakiegoś..- odwrócił się na pięcie, jakby nie chciał byc więcej nękany przez gadatliwą kobietę.
Ta zaś udała się do pobliskiego kartografa idąc tropem strażnika. Weszła ostrożnie i tak jak u bankiera i wojownika, poczęła rozwijac rycinę. Mężczyzna oderwawszy się od kreślenia jakiejś mapy, kaszląc okropnie powiedział:
- Ja wyspy znam, ewentualnie szlaki morskie. Takiego miejsca nie widziałem niestety.- z lekkim smutkiem odparł wciąż pokasłując. Luthien zmarszczyła brwi, wyciągnęła pare ziół, moździerz i butelkę. Ugniatając wszystko w jednolitą masę, spojrzała na kartografa z uśmiechem
- Och nie szkodzi. Będę szukac dalej
Mężczyzna spoglądał na ręce Luth w obawie i pospiesznie dodał:
- Jednakowoż w mieście Ocllo mieszka pewien bajarz. Bawidamek z niego okrutny! I dowcipniś! Stary jest bardzo, ale pamięc ma doskonałą. Mówi się, że zwiedził Sosarię wzdłuż i wszerz. Popytaj jego.
Oczy Luthien zalśniły radosnym blaskiem, wręczyła kartografowi miksturę, którą za ten czas ukręciła:
- To pomoże w kaszlu. Proszę wypic od razu- uśmiechnęła się promiennie
- Dziękuję, och bardzo dziękuję- pospiesznie wypił kolorowy płyn. Kaszel momentalnie ustał. Jednak Luthien już była na Ocllo, szukając najsłynniejszego kobieciarza w Sosarii. Nieco czasu jej to zajęło, ale gdy w końcu go znalazła, od razu po ujrzeniu ryciny bajarz powiedział:
- Tak.. Tak.. Znam doskonale to miejsce. Na północ od Brytanii, nieopodal bagien.. Jest tam przęłęcz, która siedliskiem Lodowego Węża była.. Tego pierwotnego. Protoplasty.. Ale nie był on taki jak te, które widujesz teraz. Tamten był groźny i potężny. Mówi się, iż pewien możnowładca elficki pokonał go, ale historii tej nie znam.
Usłyszawszy te słowa, czarodziejka szybkim cwałem udała się do miejsca wskazanego przez mężczyznę. Ujrzała w jednym zakątku niewielki postument upamiętniający walkę elfiego władcy z lodowym gadem. Obok leżała ów głowa, mrożąca krew w żyłach. Kiedy Luthien podeszła bliżej, czuła bijący od niej chłód. Głowa zdaje się była zaczarowana. Oczy gada lśniły co jakiś czas wywracając się na różne strony. Kobieta uroniła łezkę i połóżyła obok postumentu pojedynczą różę.
Zaraz potem odwróciła się i pobiegła do domu, by zastanowic sie nad tym co zobaczyła...
cdn..