Autor Wątek: Obled  (Przeczytany 1238 razy)

Offline Alkus

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 844
Obled
« dnia: 2005 09 22, 05:31:14 »
Czul sie komfortowo... Znalazl sie w raju. Pelno jedzenia. I znalazl odpowiedniego zywiciela... Wystarczajaco silnego, by omotac pozostalych i wystarczajaco zmeczonego zyciem, zeby sie opierac...  Najwieksza milosc tej suki! To bedzie cios w sam srodeczek. Zezre ja od srodka! One.. ja... zniszcza...


No... jak to bywa... Sama intencja byla rozpoczeta nie przez mnei, ale przez Valgaura, a ze wyszlo wspaniale, trzeba to dokonczyc... koniec prologu.
the only thing worse than evil is apathy.

 

Offline Valgaur

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 315
Obled
« Odpowiedź #1 dnia: 2005 09 22, 06:11:57 »
   Pasterz biegł przez las ... wiedział, że musi się spieszyć bo je¶li ON ich znajdzie i beda nie przygotowani ? Nie moze do tego dopuscic ... wkońcu widzial tego stwora ... wielki, ciemno szary... prawie czarny ... tak szybki ze wydawal sie rozmazan± smug± w¶ród drzew ... Więc biegł ... ile sił w nogach. Dopadł do drzwi i pocz±ł walić pię¶ciami i swoim kosturem, którym zawsze podpiera sie gdy poczuje się słabiej. Po dłuższej chwili ktos otworzył... Alfa ... beztroski, zadowolony ... poprostu odwiedzil go Pasterz ... wkońcu czasem zdarza mu sie wychylic nos ze swego siedliszcza, wiec to żadna nowo¶ć ale ...
-Gdzie on jest ? Musieli¶cie go widzieć, odpowiadaj !!
        Oczywi¶cie .. nikt nie widział .. oni zawsze s± ¶lepi ! Furia powoli dominowala, mowil co raz szybciej, tracil panowanie nad sob± ... Starali sie go uciszyć, lecz on tylko krzyczał, że on nadejdzie i ich znajdzie ... Gdy wyciagneli naszyjniki Pani Srebrnego Blasku ... tego było juz za wiele. Odtr±cił wszystkich, zaczał pzemawiac nie swoim glosem ... jakby cos w niego wstapiło i teraz staralo sie zapanowac nad powłok± które obrało za swojego żywiciela. Rozpocz±ł inkantacje zaklęcia ...  "JEGO" gniew wzmocnił j± ... zmaterializowana furia uderzyła niczym taran w Przywódce wilkolackiego stada, o malo nie posylajac go na przeciwlegl± ¶ciane kamiennej fortecy.
-Zginiecie, psy !! Wasza błyszcz±ca suka was nie obroni !!
        Wtedy rzucili się na niego .. ogłuszyli ... nie mial szans, jego wyniszczone, srebrne ciało nie moglo powstrzymac gradu ciosow dwuch wprawnych łowców. Padł nie przytomny na zimne kamienie ...
        Zanie¶li go na szczyt wieży, połorzyli na posłaniu. Wydawało się, że to już koniec, to co w niego wst±piło, już odeszło.... ale to były tylko pozory. Gdy zwi±zali go i założyli mu na szyje amulet Pani, o mało nie połamał sobie r±k ... Ale był bezsilny ... Zwi±zany ... mógł tylko lżyć ich przekleństwami ... Nagle jeden z agresorów ... ten młodszy ... zacz±ł wi±zać go co raz mocniej ... zacz±ł go dusić ! Pasterz nie bronił się, rozmawiał z ... z kim ? Nie wiadomo ... Mówł, słuchał, pytał i odpowiadał ... i powoli umierał z braku tlenu.
        Alfa nie pozwolił młodemu znęcać się nad Pasterzem ... coż w niego wst±piło ... Młody łowca został powalony na ziemie przez Przywódce. Pasterz oszalał... stracił wiarę ... młody łowca także ... Alfa ... czy tylko on pozostał przy zdrowych złysłach ?
* * *
Tak wła¶nie rozpoczęła się historia  upadku Wilczego Pasterza ... Wiele się póĽniej  działo ... Słowa groĽby, żale ... ON wci±ż się tam czaił ... działał na niekorzy¶ć tej Suki !! I ¶miał się cicho ze swego triumfu ...


Alkusek szybko zainterweniował i nie pozwolił mi działać samemu za co mu dziękuje bardzo. Ciekawi mnie jakie katusze przeszli inni którzy w tym uczestniczyli ...

KoR

  • Gość
Obled
« Odpowiedź #2 dnia: 2005 09 22, 16:30:09 »
No to teraz ta sama opowiesc tylko z mojego punktu widzenia ;)

Wszystko zaczelo sie gdy noc zaczela ustepowac pierwszym promieniom slonca,kroczac po komnatach wielkiej wiezy spotrzegl milczacego wedrowca zbiegajacego jak szalony po kamiennych schodach..
Na dole wiezy zabrzmial ryk zawiasow wrót wejsciowych... nie przywiazujac do tego wiekszej uwagi zajmowal sie dalej swoimi sprawami.Wtem uslyszal kroki... pierwsze z nich spewnoscia nalezaly do Alfy,lecz te drugie,ciezkie rozszalale zblizaly sie co raz szybciej w jego strone,
mimo ze jeszcze wzrok nie dosiegnal przybysza,wech nie pozwlil mu sie mylic, poznal go , jego zapach mial inny kolor niz pozostalych braci .Z mina szalenca wpadl do komnaty wymachujac kijem ...mamrotal cos , krzyczal o "nim", pytal sie gdzie "on" jest?,slabl i na nowo odzyskiwal sily... Kroczacy w Ciemnosci nie mogl tego sluchac...
Slowa wypowiadanie przez szamana draznily go, irytowaly , nie pozwalaly sie skupic!jakis glos.. jakas sila przemiwiala do nie go , *ucisz go* , *oszalal*...
Nie panujac nad soba doskoczyl do szalenca , zadajac solidny cios w brzuch , potem w twarz , starzec zaczal sie ponownie rzucac krzyczec! "Zginiecie, psy !! Wasza błyszcz±ca suka was nie obroni !!!", szybkim susem doskoczyl do nich Alfa , wymierzajac solidny cios , po ktorym szaman osunal sie na ziemie.
W głowie Kroczacego na chwile zapanowala cisza...
Zaniesli nieprzytomne cialo na ostatnie pietro wiezy gdzie ulozyli je na lozku...
Lina ,rzekl... daj line...musimy go skrepowac...po chwili zwiazane byly wszystkie 4 konczyny, szaman zaczal sie budzic, a wraz z nim powrocily dziwne szmery w glowie Kroczacego...
Alfa... amulet , zaloz mu na szyje amulet... w chwili calkowitego przebudzenia sie szamana amulet byl juz na swoim miejscu.
Byl pewnien ze szaman nie ruszy sie z miejsca..*przeciez sam go wiazalem* jednak do jego glowu docierala nuta niepewnosci*czy oby napewno dobrze?* , *zwiaz mocniej, bo moze uciec*
Rece mu zadrzaly... zlapal za wiezy i zacisnol mocniej...alfa chcial zeby przestal... ale nie slyszal juz nic.. ani przeklenstw i rykow skrepowanego szamana ani glosu wodza...
Dobyl wiezow ponownie i zacisnal tak mocno ze szaman wygial sie jak struna z bolu *dobrze* ,zwiazal mocniej *slicznie*.. za kazdym razem gdy wiazal mocniej glos w glowie chwiali go... zachecal..
Wtem Alfa chwycil liny i zaczal rozwiazywac...glupcze co ty robisz? .. ale Kroczacy nie slyszal juz nic.. krepowal wiezy mocniej...*tak dobrze* *mocniej bo sie wyswobodzi*
Zwinnym ruchem reki Alfa przecial nozycami wiezy za ktore trzymal Kroczacy*jak on mogl to zrobic nie daj sie*szept w glowie przerodzil sie we wrzask , *DO CHOLERY NIE DAJ MU TEGO ROZWIAZAC*
Złapał za szyje i zaczał dusic lezacego, sciskal mocniej i mocniej... widzial tylko siebie i siniejacego starca...
Nagle cos przerwalo jego letarg ,z bolu zgial sie w pol, dostal cios w brzuch, potem cios w glowe, zachwial sie, po czym otrzymal kolejne ciosy i padl tuz przed  Alfa...

 
Mam nadzieje ze nic nie pomieszalem nie poprzekrecalem ;)
Bawilem sie swietnie a co najlepsze to jeszcze nie koniec:D

Offline Tinerot

  • Ekipa DM
  • Zarejestrowany
  • *****
  • Wiadomości: 5694
Obled
« Odpowiedź #3 dnia: 2005 09 23, 03:10:09 »
Głowa Milcz±cego pękała od sugestii, kiedy tylko Pasterz przekroczył próg Fortecy. Kręcił ni±, przymykał i otwierał oczy, ale nic nie pomagało. Tylko Łza Pani chroniła go od całkowitego rozdarcia pomiędzy Kogo¶, Kto próbował go opanować, a samego siebie. Wszystko wydawało się snem. Potężne uderzenie, energia wypływajaca z dłoni szamana...¦ciana za plecami, Pasterz osuwaj±cy się na ziemię... Naszyjnik, jak wielokrotnie pomniejszona replika więzienia, krępuj±cy jego ruchy... PóĽniej dziwne zachowanie Krocz±cego. "RozluĽnij więzy, przeciez on się udusi..." - co¶ mu podpowiadało. Nie posłuchał. RozluĽnianie więzów, dziwne zapamiętanie w oczach Krocz±cego...Głuche uderzenia w brzuch, uderzenia, które nie wytr±ciły go z transu... Nie rozumiał ich zachowania. Nie rozumiał siebie, będ±cego również pod wpływem sugestii z zewnatrz, acz nie tak silnej. Był za blisko Pani, za bardzo w ni± wierzył. Długa, męcz±ca podróż do Wieży, Pasterz prowadzony jak na egzekucję...I Blask Pani. Blask, który zmył z niego wszelkie w±tpliwo¶ci, który rozja¶nił wszystko, czego dot±d nie pojmował. Przejęła go potężna fala nadziei pokładanej w tej srebrzystej postaci. Zmęczona twarz nabrała wyrazu, kiedy kłaniał się Matce głęboko. To już koniec. Ulga. Do następnego starcia będzie gotowy...

A co jest najlepsze? To jeszcze nie koniec! ;)[/i]