Struzka potu splynela po skroni drowki, gdy wirowala z dwoma kryssami w dloniach. W domu panowala absolutna cisza, nie liczac echa spadajacych gdzies w oddali kropli wody. Wykonala trzy szybkie podwojne pchniecia i wyprostowala sie w udawanym krzyzowym parowaniu. Powoli przeciagnela ten ruch siegajac za glowe i wkladajac adamantytowe kryssy do pochew zawieszonych na plecach
Plynnym krokiem podeszla do stojacej obok kamiennej lawy i siegnela po zwinieta tkanine. Wytarla w nia twarz i rozejrzala sie po sali treningowej, ktora miescila sie na gornej kondygnacji domu. Pare krokow dalej znajdowal sie przestronny balkon z ktorego rozposcieral sie widok na cala dzielnice Silin'aerl. Podeszla do krawedzi balkonu i w oddali zauwazyla cieply ksztalt na tle chlodnych kamieni. Postac zblizala sie spokojnym i ostroznym krokiem, ale dosc pewnie jak przedstawiciela konkurujacego domu. Wkrotce samiec przeszedl pod balkonem mimo iz bez watpienia widzial stojaca na nim drowke. Zgodnie z etykieta podszedl jednak do drzwi i polozyl na nich dlon. Cieplo jego ciala na powierzchni drzwi wywolalo ciche wibracje w powietrzu, znak oczekujacego goscia.

Uploaded with
ImageShack.usRanlyl'freghym Xivreth'ynrae- Pierwsza Corko, matka opiekunka domu Silin'aerl cie wzywa - odezwal sie donosnym glosem Ranlyl'freghym Xivreth'ynrae. - Domaga sie, bys niezwlocznie stawila sie w swiatyni miasta.
Mezczyzna oparl sie o balustrade przy drzwiach, kiedy Shynt'afae ubierala lekka koszulke kolcza o krotkich rekawach i wciagala na siebie obcisle spodnie z czarnej skory. Dwa kryssy zostawila na stojaku, a do schowka w bucie z przyzwyczajenia wlozyla waski sztylet. Na plecy zarzucila
piwafwi i spiela je pod szyja brosza w ksztalcie pajaka. Wychodzac z budynku wyjela na wierzch koszulki insygnia domu, choc nie bylo to potrzebne bo i tak kazdy w miescie kojarzyl doskonale pierwsza corke wiodacego domu. Ranlyl' poklonil sie drowce zgodnie z przyjetymi zasadami, choc bez szczegolnego entuzjazmu. Drowka ruszyla przed siebie nie czekajac na mezczyzne, wiedziala jednak ze ten nie spusci jej z oczu. Mial wykonac rozkaz najwyzej polozonej osoby w miescie, gdyby Shynt'afae z jakiegos powodu nie dotarla do swiatyni, prawdopodobnie przyplacilby to zyciem.
Obraz w portalu wybrzuszyl sie, gdy Pierwsza Corka wkraczala do swiatyni Lloth. Natychmiast uderzyl ja slodki, mdly zapach kadzidel, ktore stosuje sie jedynie przy wazniejszych swietach ku czci Pajeczej Krolowej. Wkroczyla pewnym krokiem w mury swiatyni, gdzie przy bladym swietle ogni faerie stala jej matka. Ubrana w odswietne ceremonialne szaty Averill Silin'aerl byla pograzona w modlitewnym transie, a w kacie pomieszczenia stala opiekunka swiatyni, ktora obserwowala ceremonie z wiecej niz przelotnym zainteresowaniem. Shynt'afae podeszla do oltarza i poklonila sie posagowi przedstawiajacemu pol-kobieta pol-pajaka, nastepnie poklonila sie matce opiekunce domu Silin'aerl. Stanela w milczeniu, czekajac az Averill przemowi. Kaplanka wyprostowala sie powoli, a napiecie z jej twarzy zniknelo zastapione przez charakterystyczne nieodgadnione spojrzenie.
Averill Silin'aerl- Dlugo kazalas na siebie czekac, corko - przemowila melodyjnym glosem Averill Silin'aerl. - Zadanie, ktore mam dla ciebie jest naglace i nie ma czasu na zwloke. Bedzie jednoczesnie najwazniejszym, jakie kiedykolwiek otrzymalas.
Mloda drowka nie zmienila wyrazu twarzy, nie poruszyla sie nawet o cal. W jej purpurowych oczach pojawily sie jednak ogniki swiadczace o zadowoleniu z kolejnego wyzwania.
- Kto bedzie moim celem tym razem? - spytala Shynt'afae - Jesli jest takie wazne, to czemu pozwalasz na przysluchiwanie sie tej rozmowie pomniejszemu zabojcy? Nie potrzebuje pomocy zadnego mezczyzny, wiesz ze pracuje sama, matko.
Ranlyl'freghym usmiechnal sie nieznacznie na ten wyraz dezaprobaty, jednak Averill wciaz wpatrywala sie w corke.
- Nie bedziemy teraz mowic o szczegolach - uciela krotko dyskusja kaplanka. - Zapewniam cie, ze tam, gdzie planuje cie wyslac udasz sie sama. Teraz podejdz, czeka nas wazny rytual. Bez niego Pajecza krolowa moze nie poblogoslawic naszych poczynan, a na to nie mozemy sobie pozwolic.
Shynt'afae bez oporow podeszla do oltarza czekajac na wprowadzenie ofiary, gdy matka opiekunka skinela w strone mezczyzny z trzeciego domu miasta Har'oloth Videnn. Otworzyla relikwiarz i wyjela z niego karbowany sztylet z adamantytu, ktory swiecil stlumionym blekitnym blaskiem. Podeszla do corki trzymajac w obu dloniach ostrze zdobione grawerunkiem pajeczyny. Shynt'afae pochylila z szacunkiem glowe i wyciagnela przed siebie reke, by przyjac rytualny sztylet. W tym momencie poczula na swej delikatnej szyi chlodna stal.

- Przyjmij te oto ofiare z mojej pierworodnej, pani wszystkiego co pod powierzchnia i na niej - zaczela melodyjny zaspiew matka opiekunka. - Pozwol mi na zglebienie arkanow demonicznej magii krolowej tajemnic w zamian za zycie tej oto twojej wiernej sluzki. Dusza mojej corki niech bedzie godziwa zaplata sluzbe twoich demonich slug, bysmy mogli dzieki ich mocy i sile mej wiary zadac decydujacy cios niewiernym, niosac na ustach imie twe, Pajecza Krolowo, Lloth...
Oczy Shynt'afae rozszerzyly sie tak bardzo, ze wydawaloby sie, ze zaraz wypadna z oczodolow. Szarpnela sie w pierwszym odruchu, jednak silny uchwyt mezczyzny nie pozwolil jej na ruch nawet o cal. Matka opiekunka zblizyla sie ze sztyletem w dloni, w momencie, gdy Pierwsza Corka chwycila za nadgarstek skrytobojcy. Ofiara musiala zostac zlozona przez wysoka kaplanke, wiec ten nie odwazylby sie jej zabic.
Mloda drowka utrzymala nieruchomo dlon skrytobojcy, i wykonala delikatny skret nadgarstka bolesnie naciskajac na kciuk drowa i sprawiajac, ze ten upuscil bron. Przez lata byla mistrzynia akademii skrytobojcow i sytuacja ta, choc niespodziewana, nie pozbawila jej samokontroli. Shynt' uwolnila sie z uchwytu zwinnym obrotem wykonala szybkie kopniecie kolanem. Doswiadczony skrytobojca bez wysilku odskoczyl w tyl przed atakiem i niemal natychmiast wybil sie ponownie naprzod trzymajac w dloni drugie z blizniaczych ostrzy i celujac w tetnice szyjna drowki. Markowany cios kolanem byl jednak jedynie ulatwieniem dla siegniecia do ukrytej w bucie pochwy. Drowka wyrwala z niej sztylet i tym samym plynnym ruchem wykonala pchniecie wprost w serce mezczyzny naprzeciwko. Cios zatrzymal sie kilka cali przed sercem skrytobojcy, gdy miesnie drowki zastygly w bezruchu powstrzymane magicznym rozkazem jej matki. Dwojka skrytobojcow stala naprzeciw siebie kilka sekund z ostrzami na krawedzi smiertelnego ciosu, ktory ich oboje pozbawilby zycia. Mezczyzna usmiechnal sie paskudnie i odsunal na bok. Shynt'afae stala w sparalizowana w pol kroku przy oltarzu z reka wyprostowana do ciosu wpatrujac sie w drzwi, ktorymi weszla do swiatyni. W chwile pozniej na linii jej wzroku stanela Averill Silin'aerl.
- Decyzja juz zapadla i naprawde byloby dla ciebie latwiej, gdybys nie stawiala oporu... - dodala cicho kaplanka i kontynuowala cichy zaspiew magicznej inkantacji. Serce Shynt'afae bilo jak oszalale, gdy starala sie wyrwac z magicznego zaklecia. Jego dzialanie urwalo sie dopiero w momencie, gdy chlodne adamantytowe ostrze przebilo jej koszulke kolcza, a nastepnie piers, gdy zaglebialo sie w pulsujacym sercu. Z jej oczu odplynelo czerwone swiatlo infrawizji zastapione przez lekka mgielke gdy osunela sie na powierzchnie oltarza w kaluzy krwi.
