Autor Wątek: Skrzynia Placzu  (Przeczytany 2389 razy)

Offline Thiass

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 1003
Skrzynia Placzu
« dnia: 2006 04 05, 06:26:10 »
Thiass popędzał konia na sama myśl, ze już niedługo będzie w swoim mieście. Od przeszło dwóch miesięcy włóczył się po lasach polując i szukając przygód. Nareszcie znów miał zaznać spokoju w swym ulubionym mieście, w Vesper. Uderzył konia ostrogami i ruszył galopem przez drewniany most. Zatrzymał się w zagrodach koło banku i spokojnie wszedł do środka......

Widzisz Murinusie zawsze powtarzałem ze tytoń z Vesper jest najlepszy- mówił zaciągając się dymem z fajki
- Tak, tak już ja cos o tym wiem – odparł Murinus uśmiechając się lekko
- Nagle cos przykuło uwagę dwóch przyjaciół. Usłyszeli coś na pozór normalnego jednak zdawało się być jakieś dziwne. Szelest przelatujących ptaków i głośne ich krakanie zaniepokoi lekko wszystkich ludzi w około.
- To zły znak, te kruki sprowadza na miasto przekleństwo – szeptali ludzie w około.
- Ciekawe cóż to może być, może jakiś zły znak – odparł Murinus patrząc na Thiassa
- Chyba nie wierzysz w te głupie przepowiednie, to zwykle kruki przelatujące nad miastem. Nie mamy się czym martwic chodźmy lepiej do karczmy, już dawno nie miałem w ustach ani kropli rumu...

Dzien 2

Thiass podążał chwiejnym krokiem w stronę banku. Przecierał oczy i pil co parę kroków świeża wódę. Spojrzał przed siebie – Już nie daleko, jeszcze jeden most i będę w banku – pomyślał i ruszył dalej.
Widział budynek już miał do niego wejść, już miał sięgnąć na drzwi gdy nagle stracił równowagę i upadł na ziemie.
Cóż to za diabelstwo!!! – Krzyczał patrząc na czerwona skrzynie która stała przed bankiem.
- Uspokój się przyjacielu i ochłon, chyba mamy kłopoty – odparł mag siedzący na rumaku...

Thiass przyglądał się skrzyni analizując wszystkie wersje jakie przedstawili mu Kru i Cameron. Jeśli to co mówili było prawda miastu zagrażało straszne niebezpieczeństwo. Zgodnie z ich zapewnieniami skrzynia przysłana była przez ludy dzikusów mające swe osady na północny-wschod od miasta.
- A wiec mówicie ze powołują do życia swego pradawnego szamana? Dobrze was rozumiem? I chcą zniszczyć miasto za to iż ich lud atakowany jest przez ludzi z Vesper?
- Nie jesteśmy jeszcze pewnie wszystkiego, ale na to wygląda- odparł spokojnie Kru.
Pol-wilk załamał ręce patrząc na skrzynie. Jeszcze wczoraj cieszył się, ze nareszcie zazna spokoju powracając do Vesper. Dziś te myśli mogły być tylko marzeniami.
- Ruszajmy do wioski dzikusów, może uda nam się dowiedzieć czegoś więcej- odparła pospiesznie Cameron
- Tak, wy ruszajcie a ja pójdę poszuka więcej informacji w bibliotece Nujelm. Tylko pamiętajcie postarajcie się to załatwić bez rozlewu krwi – Kru spojrzał wymownym wzrokiem na Thiassa i ruszył w stronę portalu.

Szamanie przybyliśmy porozmawiać!!- Krzyczała Cameron do stojącego nieopodal dzikusa
Wiec mówcie! – Odpowiedzial szaman dając znak swym ludziom aby nie atakowali
- Chcemy wyjaśnić sprawę pewnej skrzyni, która stoi teraz pod bankiem – Mówiła spokojnie Cameron
Szaman zaśmiał się głośno – Głupcy sadzicie ze teraz wam odpuścimy? Jutro o zachodzie słońca przybędzie nasz wódz a wtedy wszyscy zginiecie!
Rozmowy nie wiele dały. Dwoje przyjaciół oddaliło się w stronę lasu wiedząc ze jutro ma stać się cos okropnego.
- Cameron zabijmy ich teraz, jeśli jutro zginiemy to przynajmniej oni poniosą należyta karę -Powiedział wyraźnie rozzłoszczony Thiass
- Nie! Nie widzisz ze są oślepieni? Ich śmierć nie wiele nam da lepiej ruszajmy do miasta i przygotujmy się do obrony...

Dzien 3

Słonce powoli chowało się za horyzontem. Szkatuła coraz to jaśniej święciła a odgłosy tamtamow nasilały się z każda chwila. W mieście zebrało się wielu wspaniałych wojowników. Wszyscy gotowi stawić czoło zagrożeniu.
- Atakują! Gotujcie się do walki!!...

Murinus sięgnął do ciała poległego szamana wyciągając z niego mały zloty klucz. Zamyślił się przez chwile poczym skinął na przyjaciół i ruszył w stronę miasta. Thiass biegł za tłumem ludzi patrząc gdzie podziali się jego znajomi. Gdy wbiegł na plac zobaczył Murinusa przekręcającego klucz w zamku skrzyni.
- Nie! – krzyknęło parę osób jednocześnie – Nie otwieraj jej!
Murinus przekręcił klucz pospiesznie zamykając skrzynie. Wszyscy stali dookoła patrząc na szkatule. Zaczęła lekko skrzyć po czym wybuchła rażącym czerwonym światłem. Wielkie pająki i węże pojawiły się dookoła zebranych rzucając się do ataku....

Cale miasto wyglądało jak pobojowisko, pełno ciął i krwi. Dwa węże i jeden pająk nadal czekały w Vesper atakując każdego kto tylko zbliżył się do miasta.

Dzien 4

Słonce wyłoniło się zza horyzontu oświetlając troje przyjaciół siedzących na ławce
Myślałem ze już po nas – Wysapał strudzony wczorajsza potyczka Murinus – Na szczęście udało się powstrzymać te potwory
Tak masz racje póki co udajmy się lepiej na spoczynek musimy być gotowi na kolejny atak – Powiedziała spokojnie Cameron
Thiass skinął tylko twierdząco głowa i ruszył w stronę domu...

Słonce powoli znikało z nieba ustępując miejsca księżycowi. Pol-wilk jechał niespokojny do Vesper gdzie miał spotkać się z Murinusem.
Witaj przyjacielu – Pozdrowił go z oddali wojownik – Mam dla ciebie dobre wieści. Rozmawiałem dziś z dzikusami i być może uda nam się pozbyć tej skrzyni. Musimy zaczekać na zachód słońca aby spotkać się z jakimś ich wodzem.
Skrzynia zaczęła skrzyć delikatnie. Przyjaciele odruchowo unieśli bron do góry przygotowując się do walki...

- To jedyny sposób abyśmy zabrali stad te skrzynie. Wykradnijcie nasz rytualny sztylet tym plugawym barbarzyńcom i obiecajcie nam ze nie będziecie nas więcej atakować a darujemy wam życie – Mówił do zebranych szaman dzikusów.
- Tak tez zrobimy, powiedz nam tylko gdzie mamy go szukać a wyruszmy pospiesznie aby go odzyskać – Odparł Murinus opierając się o ławeczkę.
- Jutro o zachodzie słońca ruszycie do bagnistych lasów Kolo Trinsic. Znajdziecie tam plemię barbarzyńców odprawiające rytuał. Będą mieli nasz sztylet. W jaki sposób go im odbierzecie to mnie nie interesuje, ważne tylko aby powrócił do naszego ludu. Przybędę ponownie jutro o północy aby dowiedzieć się jak wam poszło....
 
- O tym samym myślałem! – Krzyknął Murinus- to świetny plan. W walce nie wiadomo jak by było, faktycznie nie żebralibyśmy tak dużej armii do jutra aby dorównać im liczbie. A taki podstęp może się udać.
- A wiec spotkamy się tu jutro i wyruszymy a tymczasem lepiej odpocznijmy.

Dzien 5

- Cameron nie możesz iść tak ubrana! To nie jest jakiś bal żeby się tak stroić. Zakładaj te ubrania i pospiesz się- Poganiał Thiass
Cameron spojrzała z odraza na brudne ubrania i naciągnęła je na siebie krzywiąc się przy tym...

Widzę jakieś ślady – Odparl Murinus chodźmy w tamta stronę – Wskazał przed siebie.
Thiass i Cameron ruszyli za nim...

-  Jesteśmy z klanu Szarych Wilkow – Odpowiedział na pytanie Murinus
Thiass wskazał mu ręka aby zamilkł.
- Jak śmiesz pytać nas o nasz klan nie mówiąc samemu kim jesteś!- Krzyczał Thiass udając podenerwowanie.
Szaman cały czas zdawał się niedowierzać trojgu przybyłych.
- Jeśli naprawdę jesteście tym kim mówicie udowodnijcie nam swa sile. Ty szamanie będziesz walczył z mym najlepszym wojownikiem – Wskazał ręka na wysokiego uzbrojonego w wielki topór barbarzynce.
Thiass przelknal sline. Gdyby mógł używać broni jaka włada na co dzień miałby spore szanse z tym wojownikiem, ale to zdradziło by jego prawdziwe pochodzenie.
- Głupcze czy ty śmiesz mnie obrazić? Mógłbym zabić twego marnego wojownika jednym skinieniem palca jednakże nie mam zamiaru zabijać jednego z naszych ludzi tylko dlatego ze tak ci się podoba – Krzyczał Thiass – Jeśli chcesz abyśmy udowodnili nasza sile zrobimy to inaczej!
Żywioł ognia pojawił się koło Pol-wilka. Drugi żywioł tym razem wody ukształtował się koło szamana.
- Niech wiec walczą nasze sługi – Odrzekł spokojnie
Żywioły zaczęły nacierać na siebie. Sytuacja nie była ciekawa. Woda przeciw ogniu? Bez oszustwa ta walka nie mogła być zwycięska. Thiass spojrzał na Cameron która wiedziała co ma czynić.
In Vas Mani - zza pleców mężczyzny zaczął dobiegać głos czarodziejki. Szaman również zaczął leczyć swego zywiołaka.
- Ta walka może trwać w nie skończoność! Skończmy ja teraz!- Krzyczał Thiass
Żywioły zatrzymały się posłusznie i znikły.
- Oszukiwałeś, leczyłeś zywiola – Odparł lekko podenerwowany szaman
- Nie, to ty oszukiwałeś- Uśmiechnął się Thiass – To miał być pojedynek naszych sług i z mojej strony nie było żadnej pomocy w walce. To ona pomogła – Wskazał na Cameron
- To nic nie zmienia i tak wam nie ufam!
Murinus ruszył w stronę szaman. Rozciął lewą dłoń i podał ja szamanowi. Thiass zrozumiał ze plan nie wypalił i że szaman nie przyzna wyższości trojgu przyjaciół. Musieli zrobić cos innego. Barbarzyńca patrzył podejrzanie na wojownika
- Nasza siła jest równa, żaden nie ustępuje drugiemu i musisz to przyznać – Mówił spokojnie Thiass
- Takk... Masz racje. Witamy wiec was Szare Wilki – Barbarzyńca podał rozcięta dłoń Murinusowi...

- Skoro nie możecie pozwolić nam odprawić z pomocą sztyletu rytuału może przynajmniej pozwolicie nam obserwować jak wy to robicie? – Zapytał Pol-wilk
- Od wieków nikt nie mógł tego ogłada, ale dziś będzie inaczej. Możecie zostać. – Szaman odwrócił się do ołtarza wbił sztylet w serce leżące na stole i zaczął odprawiać rytuał.

Barbarzyńcy byli pogrążeni w transie. Ta chwila była najodpowiedniejsza. Thiass spojrzał na Cameron która stała najdalej od ołtarza. Słowa zaklęcia rozbrzmiały w powietrzu a chwile później sztylet wylądował w ręku czarodziejki. Szaman pogrążony dotychczas w transie ruszył do ataku jednak nie miał najmniejszych szans dogonić trójki uciekinierów którzy  gnali konno na oślep przez las...

Niebieska brama otworzyła się w Vesper gdzie już czekał na przyjaciół szaman dzikusów.
- Ahh.. Widzę ze się wam udało- Odparł niecierpliwie patrząc na sztylet – Teraz oddaj mi go – Jego glos znacznie ścichł.
- Nie tak szybko – mówił wolno i spokojnie Murinus – najpierw obiecacie nam ze zabierzecie ta skrzynie i już nigdy nie będziecie próbować atakować naszego miasta.
- Tak to oczywiste. Dokładnie tak jak się umawialiśmy. Nie wiem jak się wam udało wykraść sztylet ale to naprawdę wielki dzien. dla mego ludu.
Murinus podął szamanowi sztylet...

Szkatuła wraz z przywódca dzikusów rozpłynęła się w powietrzu.
- Mam jedynie nadzieje – ze barbarzyńcy nigdy nie dowiedzą się kto tak naprawdę ukradł im sztylet – Uśmiechnął się Thiass
- Na pewno użyją wszystkich dostępnych środków aby poznać prawdę. Powinniśmy już zacząć przygotowywać się do walki- Odparła pospiesznie Cameron.
- Daj spokój nareszcie możemy odpocząć. Trzeba być dobrej myśli. Skąd niby mieli by się dowiedzieć? A nawet jeśli to zajmie im to długi okres czasu. Póki co cieszmy się spokojem- Po tych słowach Thiass ruszył powoli w stronę domu.
- Mam nadzieje ze się nie mylisz drogi przyjacielu, mam taka nadzieje...

Niestety Thiass się mylił......


Widze, ze juz Thiass na lika relognal, to spadamy - by order ;]

 

Offline Mekmar

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 1504
Skrzynia Placzu
« Odpowiedź #1 dnia: 2006 04 05, 11:03:14 »
Nawet fajna historyjka  8)

Offline bragl

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 451
    • http://www.bragl.110mb.com/
Skrzynia Placzu
« Odpowiedź #2 dnia: 2006 04 05, 12:12:01 »
-Mistrzy Kru, co sie dzieje?
- Widzisz tą skrzynie Nic? Barbarzyński szaman powrócił z za grobu i zostawił ją w mieście.
- Więc mamy problem, szykuje się więc do wyprawy.
- Nie tak szybko, jade do biblioteki w Nujelm dowiedziec się czegos więcej. Uważaj na nią i pod żadnym pozorem nie dotykaj jej.
- Więc ide ćwiczyc, mam nadzieje, że szybko powrócisz.

...

- Nicholay, wiem już cos więcej, chcesz posłuchać?
- Oczywiście.
*Kru naświetla sprawę*
- Więc moja pomoc na nic się nie zda, chociaż i tak z checią w walkach dopomoge.
- Nie idz się uczyć, silniejsi magowie od ciebie zajmą się całą tą sprawą.

...

- Co tu się satło? Pogram ... Tyle ofiar ...
- To zło wyszło ze skrzyni i pozabijało wielu prawych wojów i magów, nik nie może się mierzyc z mocami szamanów. Skrzynia została otworzona i węże i pajaki wyszły na zewnątrz dokonując rzezi. Nie wychodz z miasta jeśli ci życie miłe

...

- Kru ostatnie wydarzenia sprawiaja, że nasze miasto pogrążone jest w rozpaczy.
- Nie do końca, jest nadzieja. Z Minoc doszły mnie słuchy, że bestie można pokonać, zbieram więc oddział interwencyjny i ruszamy uporać się ze złem. Zostań w mieście w każdym razie, jeszcze nie jestes gotów.

... chwila póxniej ...

- miasto już jest bezpieczne możesz wyjść
- ruszam więc zobaczyć co się stało

... koło stajni ...

- zobacz co ta bestia w sobie kryje
- ech zobacz to miech magiczny mojego przyjaciela. Dobrze że magowie i kapłani czówali nad duszami i sprowadzili ich spowrotem.
- Witam panów, cóż to za zbiegowisko?
- a Witamy. Bestia która tu leży została pokonana, zresztą sam zobacz co w sobie kryje i jeśli czegos ci trzeba, to weź, nie krepuj sie, dla każdego starczy.

... kilka dni później ...

- Nareszcie skrzynia znikneła.
- tak, ale zbyt wiele ofiar pochłoneła ta sprawa
- niech Bogowie mają ich w swojej opiece
- i nas, bo czuje, że to jeszze nie koniec ...
Stronka z programami by me: http://www.bragl.110mb.com/

Xynd

  • Gość
Skrzynia Placzu
« Odpowiedź #3 dnia: 2006 04 05, 13:37:01 »
Cytat: "bragl"
...
- Witam panów, cóż to za zbiegowisko?
- a Witamy. Bestia która tu leży została pokonana, zresztą sam zobacz co w sobie kryje i jeśli czegos ci trzeba, to weź, nie krepuj sie, dla każdego starczy...


A ja glupi szukalem broni i czesci zbroi znajomych, ktorzy walczyli i padali..
No ale gdzie jest szansa, tam tez znajda sie oportunisci..

Co do opowiadania - w niektorych miejscach brakuje przecinkow, co znacznie zmienia sens zdania.

Offline bragl

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 451
    • http://www.bragl.110mb.com/
Skrzynia Placzu
« Odpowiedź #4 dnia: 2006 04 05, 14:31:43 »
Raczej wątpie, zeby, to co podniosłem miało jakąś wartość astronomiczną. około 500 regów do czarów i 100 skórek, o 2-zegarkach nie wspomnę.
Stronka z programami by me: http://www.bragl.110mb.com/

Offline s!

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 493
Skrzynia Placzu
« Odpowiedź #5 dnia: 2006 04 05, 14:37:07 »
Panowie, dział nazywa się "Przygody" :wink: .

Offline Fontein

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 21
Skrzynia Płaczu
« Odpowiedź #6 dnia: 2006 04 06, 17:43:54 »
Podróż, gdy jest spowita cierpieniem staje się najdłuższa drogą, jaką dane nam było podążać w życiu…

Mgła spowijała ziemie unosząc się tuż nad zmrożonym poszyciem lasu, wdzierała się jak intruz w każdy zakamarek, niczym skąpiec chowała świat przed ludzkimi oczami. W otulonym i sennym lesie rozległa się miarowy tętent końskich kopyt. Przez las pędziły dwie postacie jedna spowita w czerń druga zaś ubrana w zbroje. Wiatr smagał ich ciała, zaś wilgoć przeszywała lodowatym zimnem. Lecz nic nie było w stanie ich zatrzymać, zapatrzeni gdzieś przed siebie, wsłuchani w odgłos tamtamów gnali bez opamiętania na północ. Las, odwieczne dla nich schronienie, wydał się teraz obcy, obdarty z życia, jakby wyczekujący tego, co miało się stać. Konie zatrzymały się na rozkaz swych jeźdźców. Elf i poł-wilk stanęli ramie w ramie czając się za krzewami. Miarowe uderzenia bębnów wypełniały ich umysły i zmuszały serce by biło w tym samym rytmie. Polana, na która spoglądali wypełniona była dzikusami tańczącymi i wznoszącymi modły do swego boga, wszyscy wykonywali te same ruchy niczym opętani. Pośród nich stal Szaman, ciało jego lśniło od olejków, w świetle ogniska wydawał się istota nie z tego świata.
Podjąć walkę było by nierozsądną utrata życia, jednak musieli zdobyć to, po co tu przyszli. Przyjaciele wyszli ze swej kryjówki ukazując się w pełni, w świetle ogniska. Śpiew i tamtamy ucichły, wielu z pośród dzikusów stało już uzbrojonych, gotowych do ataku. Tłum rozstąpił się i Szaman wyszedł na spotkanie najeźdźcom. Spoglądał z pogarda na swych wrogów, oceniając ich każdy ruch i czekając na jeden ich błąd. Pierwsze słowa padły z ust przywódcy plemienia, brzmiały raczej jak groźba niż zapytanie
- Po co tu przyszliście? Po śmierć…?
- Jej na końcu pragniemy – odrzekła Elfka – Chcemy prosić o pokój.
W odpowiedzi usłyszeli głuchy pojedynczy śmiech rozbrzmiewający wśród lasu
- Prosicie o coś, co utraciliście z własnej winy, już na zawsze.
- Nie potrzeba nam wojny, czego od nas chcesz? – zapytał pól-wilk
- Chce waszej krwi, by przelała się jak krew mego plemienia, by nasiąkły nią ziemie księstwa Vesper, by płynęła ulicami i zmieniła barwę waszej ziemi. Chce byście odpłacili nam za nasz ból swoim bólem za nasze cierpienie waszym cierpieniem.
- Nie chcesz krzywd swego ludu a wysyłasz go ponownie do walki. Nie tylko nasza krew się poleje, ale i wasza. – każde słowo Elfka wypowiadała spokojnym miarowym głosem. -Postępujesz odwrotnie do słów….
- Pokoju nie będzie! – przerwał jej Szaman a każde jego słowo przepełnione było jadem nienawiści i szaleństwa - Odejdzie póki jeszcze możecie!
Powrót do domu... do Vesper… wydawał się wiecznością, jakby miasto leżało gdzieś w zaświatach, gdzie tylko dusza może się dostać, a mgła ukrywała je przed oczami zachłannych, lecz jutro już nic nie skryje miasta…

Offline Sztyvny

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 780
Skrzynia Placzu
« Odpowiedź #7 dnia: 2006 04 09, 09:59:16 »
- WSTAWAJ !!! - Thiass darl sie i szarpal spiacego brata.
- Co jest? - Odpowiedzial zaspany Torian przecierajac oczy.
- Barbarzyncy, nasi maja klopoty. NO RUSZ DUPE!!! - przynaglenie bylo az nazbyt wyrazne.
Torian poderwal sie z loza, wciagnal koszule i spodnie, zabral sie za nakladanie zbroi plytowej.
Po chwili byl gotowy. Siegnal do skrzyni wydobywajac spory worek, rozwiazal i wyciagnal skrepowanego impa. Cisnal istote stojacemu nieopodal smokowi.
Bestia lapczywie pozarla stworzenie. W jej oczach zablysnely ogniki. Na codzien spokojny smok zmienil sie w maszyne do zabijania.
Torian usmiechnal sie, zadowolony ze swego pupila. Oplacily sie godziny poswiecone na trening zwierzecia. Wskoczyl na siodlo i pognal przez las w kierunku wskazanym przez brata...

Wojownik poklepal Smoka Zabojce Impow (tak nazwal zwierzaka jakis czas temu) jednoczesnie patrzac na ociekajace krwia cialo barbarzynskiego wojownika. Smok stal obok spokojnie przezuwajac wyrwany z boku ofiary ochlap krwawego miesa.
- Dobra robota Torianie. - Murinus pokiwal glowa zachowujac jednak bezpieczny dystans do stojacego nad ofiara Smoka Zabojcy Impow.
- Bylo naprawde ciezko, dobrze ze sie zjawiliscie. Teraz pora na szamana - Dodal wskazujac kierunek...

Walka trwala w najlepsze. Smok Zabojca Impow przyjmowal na siebie zaklecia i razy podczas gdy bron wojownikow uderzala w szamana barbarzyncy. Niewiele to jednak dawalo, chronila go potezna magia i uderzenia mogace rozrabac zwyklego czlowieka na dwoje ledwo rysowaly jego skore. Slabl jednak. Nagle Torian poczul zawroty glowy. Zmeczenie dalo znac o sobie, wiedzial, ze jesli nie zazna szybko snu, omdleje w czasie walki. Zawolal Smoka Zabojce Impow.
- Powodzenia. UBIJCIE TO SCIERWO!!! - wrzasnal do walczacych towarzyszy, po czym pognal w kierunku zacumowanej nieopodal lodzi. Czul, ze sen otacza go nieublaganie...

-----------------------------------------------------------

Zalapalem sie jedynie na niewielki fragmencik questa, a mianowicie final walki z barbarzyncami.
Ciezkie bydlaki  :) Szkoda, ze nie moglem zostac do konca i obserwowac zakonczenia.

Offline SolTell

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 564
Skrzynia Placzu
« Odpowiedź #8 dnia: 2006 04 09, 16:43:21 »
brałem w tym udział i napisałem pieśń.. ale eh nie chce mi sie nic pisać.. ładne ładne baje tu dajecie

Offline Fontein

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 21
Skrzynia Płaczu
« Odpowiedź #9 dnia: 2006 04 10, 22:08:43 »
Miasto Vesper gościło już wiele zaskakujących osobistości, jednak tych dwóch dziwacznych barbarzyńców wydało się Elfce nazbyt znajomych. Krzątali się przy swoich skrzyniach bankowych krzycząc coś do siebie. W tym samym momencie znad pokrywy skrzyni ukazała się szaro-błekitna twarz poł-wilka. Na głowie miał niedźwiedźą skórę a pysk zwierzęcia obsuwał mu się na oczy. Z irytacja otrącił go i zawołał – Witaj Cam.. nie ma czasu do stracenia… zbieraj się … Jego słowa zagłuszył drugi głos bardziej donośny należący do Murinusa – Załóż te rzeczy i wyruszamy... Elfka przytłoczona skórami i przebraniem spojrzała na obu przyjaciół z nieukrywanym zainteresowaniem – czy to kolejny ich żart? – zapytała się w myślach.

Klepsydrę później jej koszmar gnał przez lasy Trinsic, na północny zachód niosąc ją w oszałamiającym pędzie, wiatr smagła jej twarz, rozwiewał włosy i szaty. Wiedziała już, że nie są to żarty, wręcz przeciwnie, będzie dziś walczyć o losy Vesper i każdej istoty, która w nim przebywa. Rozejrzała się w koło szukając swych przyjaciół, byli tuż obok niej, obecnością dodając otuchy. Las znikła za ich plecami, a w oddali dostrzec już można było pierwsze knieje dżungli. Thiass zatrzymał cała drużynę, wydając zaledwie kilka rozkazów: Ja będę przemawiał, Murinusie Ty pilnuj moich pleców i miej oczy szeroko otwarte, Cam Ty zaś – przerwał na chwile - staraj się nie rzucać w oczy. Resztę drogi przebyli pieszo, prowadząc konie. Murinus bacznie przyglądał się wszystkiemu wokół, szukając jakichkolwiek śladów bądź znaków wskazujących, że są już blisko celu. Dżungla było opustoszała, nienaturalnie cicha, spokojna. Wiatr zamarł gdzieś w konarach drzew, powietrze było ciężkie od wilgoci i gorąca. Czas zagubił swą drogę w tych dzikich kniejach, odrywając je od rzeczywistości. Niebawem Murinus odnalazł pierwsze ślady i oznajmił, że są już niedaleko. I tak też było, po chwili do ich uszu dotarły dziwne dźwięki, rozrywające martwą cisze wokół. Z każdym krokiem elfie serce biło coraz szybciej, wypełniając swym rytmem każdą myśl. Wierzchowce pozostawili ukryte w kniejach, zaś sami skradali się, przemykając z cienia w cień. Drzewa rozstępowały się przed nimi, nikły blask światła z wolna zaczął przedostawać się przez konary. Przed nimi ukazała się polana, a na niej trzy postacie odziane w plemienne szaty, spowite mgłą, która otulała ich, skrywając przed wzrokiem obcych. Thiass zastygł bez ruchu, a wraz z nim pozostali, czekając…

Chwile potem trójka przyjaciół powstała i ruszyła w szyku z poł-wilkiem na czele. Wynurzali się z mrocznych knieje wprost na polanę oświetloną blaskiem, pochodzącym od barwnych kamieni, otaczających ołtarz. Przystanęli pozostawiając przed sobą niewielka odległość dzielących ich od Starego Szamana. W jego, zaś rękach lśnił Rytualny Sztylet, który bezwiednie przykuwał wzrok przybyłych. Powietrze wokół zgęstniało, jakby pozbawione życiodajnego pierwiastka, odbierając zebranym siły.. Thiass przemówił, a słowa układały się w groźby i rozkazy: Jesteśmy tu z woli Bogów... Przekażcie nam Rytualny Sztylet... To nam dane jest złożyć ofiarę. Każde zdanie dla Elfki było snem, który uciekał z jej myśli niczym nieproszony gość. Jedyne, co się liczyło to to, że wciąż nie mieli Sztyletu. Przebrania nie poskutkowały, Szaman Pukusz przeczuwał podstęp. Tuż za nim stało dwóch barbarzyńców gotowych w każdej chwili zaatakować. Jeden błąd i wszyscy zginą…

Kolejne czyny poparte słowami, groźby, ofiara z własnej krwi, próba sił, wszystko to nie przyniosło zamierzonego rezultatu, Rytualny Sztylet wciąż tkwili w rękach wroga. Jedyne co uzyskali to pozwolenie na pozostanie w trakcie obrzędu. Spoglądali bezradni jak stary barbarzyńca odprawia modły i wtem jedna chwila nieuwagi, ostrze spoczęło na kamiennym ołtarzu… Wszystko to, co stało się później, było chwilą, jednym ziarnem w klepsydrze wieczności. Powietrze zelektryzowało się pod wpływem zaklęcia i już po chwili na rękojeści Sztyletu, zaciskała się ręka Elfki. Moc przeszywała jej ciało, z trudem odwróciła złote oczy od magicznego przedmiotu i ruszyła biegiem przez lasy. Wszystko rozpływało się w barwach zieleni. Słyszała okrzyki swych przyjaciół, nawoływania by się nie zatrzymywała. Lęk o ich życie był ogromny, lecz wiedziała, że nie może się obejrzeć, jeszcze nie teraz. Dosiadła koszmara skrytego w kniejach i ruszyła pędem dalej, zatrzymując się na skraju dżungli. Nie widziała nikogo za sobą, mogła jedynie dosłyszeć stukot końskich kopyt w oddali. W jej ręku na rozkaz myśli zjawiła się niewielka księga, strony przewróciły się niczym poruszone wiatrem. Dłoń Elfki spoczęła na literach, które pod dotykiem zalśniły złotym blaskiem… chwile potem znikła…