Ksiega spoczywala na wyprostowanej dloni starca. Druga dlon uniesiona w gore gromadzila w okol wirujacego nadgarstka sily magicznego Valiru. Sala rytuałow byla oswietolna tylko nieznaczym swiatlem dopalajcych sie wegli gdy nagle cale pomieszczenie rozblyslo ciemnonibieskim i fioletowym swiatlem, ktore szybko przygaslo zostawiajc tylko poswiate w kolo czarodzieja. Poswiata w ciemnosci nadawala blask scianom i zgromadzonym postaciom. Glos starca zmienil sie z lagodnego w niezywkle basowy i glosny, niemal demoniczny. Sciany zatrzesly sie kiedy starzec wymiawial zaklecia rytulu, kurz i piasek z pomiedzy kamieni uniosly sie w powietrzu tworzac swoista mgle. Przeroznego rodzaju drobne istoty i owady, o ktoych nikt by nie pomysla ze moga tu zyc, wypelzly ze scian swiatyni w chmurach, zebraly sie w poblizu kamieni mocy. Nic jednak nie macilo bezposredniego otoczenia samego krysztalu, ani kurz, ani piasek, ani drobne zyjatka, zdawalo sie, iz nawet powietrza tam nie ma. Starzec jedna reka szybko zamknal ksiege. Przy pomocy gestu odeslal ja ku kamiennej polce na drugim koncu sali, nietracac przy tym koncentracji. Wzniosl druga, uwolniona teraz dlon i dolaczyl do pierwszej. Glosno wyrzekl slowa zaklecia i ponownie jasnosc rozblysla w ciemnosci sali, fala uderzeniowa energi rozwiala wznieciony kurz na sciany. Krysztaly kolejno zmienialy swoj kolor, jakby wyznaczajac rytm slow starca. Stanowczym spojrzeniem Profian dal znac zebranym by opuscili natychmiast sale. Gdy tylko tak sie stalo dwie zlaczone rece zostaly opuszczone ku krysztalowi. Wielki trzask i loskot wydobyl sie z sali a posadzka w gornej czesci swiatyni az podskoczyla... i zapadla cisza. W umyslach tych, ktorzy doprowdzili Kaplana do jego przeznaczenia odezwal sie glos Starca - przybadzcie... - gdy zeszli do podziemnej sali swiatyni, krysztalu juz nie bylo. Profian ze spuszczona z szacunkiem glowa z jednym kolenam dotykajacym ziemi - kleczal, przed biala eteryczna psotacia. Glowa postaci powoli, z wyrazem zmieszania, przerazenia, gniewu i ulgi zwrocila sie ku przybylym - to byl On, nie bylo watpilowosci to byla twarz Lorda Britisha - rutual sie powiodl, dusza zostala wyzwolona, krag przeznaczenia dopelnil sie...