Autor Wątek: A kto pamięta te czasy, z tym się piwka napiję =;]  (Przeczytany 2859 razy)

Offline Siwy6977

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 242
    • http://www.fianna.70.pl
Poniważ parę osób (no dooobra, całe dwie :wink: ) prosiło mnie o przypomnienie, to wklejam:


Requiem dla Akiny

Leżał na plecach z rękami pod głową i żuł źdźbło trawy, wpatrując się w jasne popołudniowe niebo, po którym leniwie szybowały obłoki. Zmrużył lekko oczy, kiedy Jej postać przesłoniła mu ten widok.
- Cóż to? Czyżby wzeszło drugie słońce? - spytał wyciągając dłoń w stronę Żony.
Ujęła go za rękę i potrząsnęła wilgotnymi jeszcze po kąpieli w strumieniu włosami.
- Bacz, by nie wypaliło ci oczu, darmozjadzie jeden - odrzekła ze śmiechem.
Siadając przyciągnął Ją do siebie i wtulił twarz w nagą, pachnącą leśnym potokiem skórę Dziewczyny.
- Powstrzymaj choć na chwilę swe chucie! Strawa pewnie już gotowa - wyrwała się i zbierając po drodze suknię z ziemi, pobiegła w kierunku domu.
Istotnie, unoszący się od dłuższego czasu zapach pieczonej dziczyzny przybrał na intensywności. Poczuł ssanie w żołądku.
- Pożrę całe prosię, a ciebie zostawię sobie na deser! - rzucił podnosząc się z trawy i ruszył za Nią, obserwując wygłodniałym wzrokiem znikające za drzewami, kołyszące się kusząco nagie pośladki.
Perlisty śmiech Akiny, jaki zabrzmiał w odpowiedzi, jak zwykle wprawił go w błogi nastrój.

 

- Czy naprawdę musisz jechać? - spojrzała na niego obolałym wzrokiem i znacząco objęła nabrzmiały brzuch. - Źle się dzisiaj czuję, a czas rozwiązania jest bliski.
- Muszę, Najdroższa. Służba wzywa. Szczególnie teraz, gdy w mieście panuje plaga złodziejstwa. I nie patrz tak na mnie, bo czuję się winny wszystkich krzywd tego świata - odrzekł dopinając napierśnik.
- Zaprawdę nadgorliwyś - pokręciła głową z lekkim uśmiechem. - Przestrzegali mnie przed tym twoi bracia. Czemuż ich nie posłuchałam? - westchnęła.
Wsunął rękawice na dłonie i przyklęknął przy fotelu Żony. Przyłożył ucho do Jej brzucha.
- Słyszysz, ty tam? Nie śpiesz się tak na ten świat. Poczekaj chociaż do jutra, kiedy to będę miał wolny dzień!
Widząc weselszy już uśmiech Akiny, wyprostował się i wygładził kilt.
- No już dobrze - rzekł obcałowując Jej cudowną twarz. - Wrócę najszybciej jak będę mógł. Obiecuję. Dasz sobie radę. Nie na darmo nosisz nazwisko mego rodu. A w razie czego wołaj druida.
Porwawszy w biegu zimną pieczoną kuropatwę z kuchni, wybiegł na podwórze i wskoczył na wierzchowca.

 

Dali jej na imię Evina. Ich życie wypełniły odtąd zwykłe rodzicielskie troski i radości, smutki i chwile dumy. Rosła szybko niczym głód wilków podczas srogiej zimy i tak samo łaknęła świata. Ponieważ odziedziczyła po Matce talenty magiczne, posłali ją do najlepszych szkół w dalekim Moonglow.
Od tego czasu życie małżeństwa powróciło do normalności, z rzadka tylko przerywanej nieoczekiwanymi wizytami Eviny. Dorrian wciąż służył miastu, Akina zaś zajmowała się ogródkiem i haftem. Często spacerowali trzymając się za ręce po lesie, zażywali kąpieli w leśnym strumieniu oraz spędzali upojne noce pod rozgwieżdżonym niebem. Nie mąciła ich szczęścia nawet nagła wojna z podstępnym, chciwym i fałszywym magiem, wraz poplecznikami mieniącymi się obłudnie Protektorami Brytanii. Aż do czasu.

 

Letnie słońce prażyło niemiłosiernie, a muchy uporczywie bzyczały nad głową, gdy Dorrian swoim zwyczajem siedząc w siodle na skraju podjazdu do twierdzy Yew, pilnował spokoju mieszkańców zajętych swymi codziennymi sprawami.
- Zaraza! - zaklął i popuścił bardziej rzemienie zbroi. - Cholerna służba. Dzban jabłecznika by się zdał.
Jego marzenia o chłodnym napitku przerwał cichy chichot za plecami.
- Tatko! - zadźwięczał znajomy głos.
Zeskoczył z konia i obrócił się na pięcie.
- Evina! A to się Matka ucieszy! Na długo tym razem? - zagrzmiał przygarniając córkę w ramiona.
- No puść, bo udusisz! Puszczaj już, no! - wyrwała się i cmoknęła ojca w policzek. - A na dłużej. Mam teraz wakacje. Nacieszycie się mną aż do obrzydzenia - zalśniła figlarnymi ognikami w oczach.
- Niech no ci się przyjrzę, pannico - rzekł odsuwając się o krok. - Ależ wydoroślałaś! Będę musiał strzec cię przed tutejszymi gołowąsami.
- Nie przesadzaj, tatko. Sama dam sobie radę. A teraz zabierz mnie do domu, bom strudzona po podróży.
- Służbym jeszcze nie skończył wprawdzie, ale co tam! Wszak nie codziennie zdarza się takie święto. Dawaj swoje manatki.
Zarzuciwszy worki z bagażem Eviny na konia, ruszyli w stronę leśnej ścieżki prowadzącej do siedziby rodu.

 

Wieczór zapadł nad lasem Yew, gdy dotarli do polany zamieszkałej przez klan Mac Morna i pozostałych fennidów Fianny. W oknach twierdzy należącej do Akiny i Dorriana nie paliło się jednak żadne światło, a drzwi stały otwarte na oścież. Tknięty złym przeczuciem Dorrian porzucił uprząż objuczonego wierzchowca i z dobytym toporem w jednej, a pochodnią w drugiej ręce pognał do środka. Evina następowała mu na pięty.
W nikłym świetle łuczywa ich oczom ukazał się niezwykły bałagan. Poprzewracane i poprzesuwane meble, pozrywane gobeliny, wyraźne ślady walki.
- Najdroższa! - ryknął wojownik i rzucił się na schody prowadzące na piętro. Sypialnia małżeńska była pusta. Tu podłogę pokrywały porozrzucane, wywleczone z kufrów ubrania oraz szkło z rozbitego lustra komódki Akiny. Niegdyś biała niedźwiedzia skóra leżąca pod kominkiem teraz cała była pobrudzona ubłoconymi butami.
Przeszukawszy wszystkie komnaty odkryli jedynie porzucone trzewiki, które kobieta miała tego dnia na sobie.
Ze ściśniętym sercem usiadł na fotelu i skrył twarz w dłoniach. Evina zaś pochlipując cicho jęła zapalać kolejno świeczniki. Po chwili rezygnacji szybko przyszła chęć do działania. Zerwał się i chwycił znów za topór.
- Przeszukaj dokładnie dom! - rzucił do córki. - Może zostawili jakąś wiadomość, jakieś ślady. Później zobacz, czy jest któryś z twych wujów na zamku. Ja sprawdzę okolicę.
Płonne jednak były ich nadzieje. W domu nie było nic, co mogło świadczyć o zamiarach porywaczy, w okolicznym lesie nie ostały się żadne ślady, sąsiedzi też nie okazali się zbyt pomocni. W zamku zaś obecna była tylko służba, która jednak nic nie widziała, ani nie słyszała.
Następne dni również nie przyniosły rezultatów w poszukiwaniach. Wywieszono ogłoszenia na murach miast, wyznaczono nagrodę za każdą wieść o porwanej, a we wszystkie strony świata rozesłano gońców i tropicieli. Wracali oni jednak kolejno z niczym.
Rozgoryczony Dorrian począł popadać w ruinę. Jego jedynym towarzyszem i pociechą został alkohol. Unikał rodziny i przyjaciół, przestał wracać do pustego domu, porzucił obowiązki burmistrza. Spał gdzie popadnie - najczęściej pod murem miejskiej twierdzy. Zgubił gdzieś swą zbroję i broń, koń jego, zaniedbany przez właściciela, zainteresował się życiem na wolności. Którejś nocy Dorrian, zamroczony likierem, żalem i tęsknotą, z trudem ustając na nogach, wykrzyczał w samotności na brzegu Yewiańskiej zatoki najgorsze przekleństwa pod adresem bogów, wygrażając pięścią niebu.
Z następnych wielu dni już nic nie pamiętał. Dość rzec, że mieszkańcy miasta opowiadali potem, jakoby ich burmistrz całkiem postradał zmysły. Nie pomagały na ten stan ni prośby, ni groźby córki, braci ani przyjaciół. Żaden znachor, żaden mag nie znaleźli sposobu na wyprowadzenie go z obłędu. Dopiero Alister, jeden ze znajomych elfów, którego Evina sprowadziła z długiej podróży, słusznie zauważywszy, że mężczyzna cierpi nie na chorobę umysłu lecz serca, zdołał uleczyć Dorriana pięknem starożytnej pieśni w swym melodyjnym języku.
Pamięć o Akinie i o Jej zniknięciu wróciła wtedy niczym przekleństwo.

 

Byłoby wszystko z pewnością się powtórzyło, gdyby nie pewien człek schorowany i odziany w łachmany, który tego samego dnia wyłonił się z lasu okalającego miasto. Odszukawszy wzrokiem pogrążonego w żalu Dorriana, który stał w otoczeniu swej rodziny przy budynku twierdzy miejskiej, poprosił go o słówko na osobności.
Z błyskiem nadziei w smutnych oczach wojownik podążył za nędznikiem.
- Gadaj, człecze! Masz wieści jakieś o mojej Ukochanej?
- Zaiste, mam dla ciebie wieść o niej - odrzekł nieznajomy zanosząc się suchym kaszlem. - Porwaliśmy ją dla okupu.
- Mów, czego żądacie! - bezsilnie zacisnął pięści.
- Chcemy stu tysięcy sztuk złota - chciwość zapałała w jego oczach.
- Dam wam złoto, skąd jednak mogę mieć pewność, że to wy Ją macie?
- Mogę na dowód przynieść ci jej suknię - odparł chrapliwie człek i ponownie się rozkaszlał.
- Nie waż się ściagać z Niej odzienia! Daj jeno słowo, że Ona żyje - z trudem powstrzymywał się przed skręceniem porywaczowi karku.
- Słowo! - odpowiedział, kładąc dłoń na swej wątłej piersi. - Słuchaj mnie teraz uważnie, gdyż czas nagli. Za dwadzieścia ziaren zostawię na tablicy wiadomość, dokąd masz się udać ze złotem. Zostawisz je tam, a weźmiesz księgę, w której zapisane będzie miejsce jej pobytu.
- Lepiej dla ciebie, by to była prawda, plugawcze.
Śmiejąc się chrapliwie, człek oddalił się tam, skąd przyszedł, a Dorrian podążył w kierunku banku.
- No i co, tatku? - wiercąc się niecierpliwie spytała Evina, gdy podszedł do czekającej grupki.
- Nie ma czasu - odrzekł. - Złota trza na okup! Topora, zbroi i konia!
- Zebrać mi tu drużynę! - zakrzyknął na te słowa Goll Mac Morna. - Jedziem po Akinę!
Migiem uzbroiwszy się w to, co znalazł w swojej skrzyni bankowej, Dorrian wypadł przed budynek i udał się w kierunku tablicy. Zauważył jednak stojącego w cieniu niedalekiego drzewa człowieka, który skinął nieznacznie głową na widok wojownika. Poszedł więc w jego stronę gładząc stylisko topora. "Widocznie tamten już zdechł na suchoty", błysnęła mu myśl. "Jeden mniej do ubicia".
- Nie zostawię wiadomości, gdyż mogłyby ją podejrzeć niepowołane oczy - rzekł szeptem bandyta. - Oto co masz zrobić. Udasz się do pomieszczenia na tyłach banku w Vesper. Są tam skrzynie. W jednej z nich znajdziesz księgę z dalszymi instrukcjami. Zostawisz w niej złoto.
- Uczynię jak mówisz, niegodziwcze.
- Masz tam być za trzecią część godziny - wycedził jeszcze i oddalił się w kierunku lasu.
Rozejrzawszy się, Dorrian stwierdził, że z wolna formujący się oddział nie jest jeszcze gotowy do wymarszu.
- Mam mało czasu - oznajmił siodłającej wierzchowca córce. - Przekaż reszcie, że jadę do Vesper. Ruszajcie za mną tak szybko, jak to tylko będzie możliwe.
Spojrzała zaskoczona na ojca, ale ten już wspinał się na jednego ze stojących luźno koni, po czym samotnie ruszył z kopyta wprost do księżycowej bramy. Po kilkunastu ziarnach czasu wpadał już galopem na most Vesper, omijając wyrwanych stukotem kopyt ze snu, zaskoczonych strażników.

 

Rozglądali się po rynku.
- Rozdzielmy się - zaproponowała Seelena. - Nie ma sensu tak stać.
Goll skinął tylko głową na znak aprobaty i poczęli rozjeżdżać się w różnych kierunkach miasta, gdy nagle szaleńczy wrzask osadził ich w miejscu.
- Nieee!!!
- To on! - wykrzyknęła Evina. - Dochodzi z banku!
Pocwałowali w tym kierunku. Zastali go na zapleczu, klęczącego ze łzami w oczach na posadzce i tulącego do siebie martwe ciało Dziewczyny.

 

Słońce chyliło się ku zachodowi. Stali kręgiem w miejscu, gdzie kochankowie zwykli niegdyś leżeć w trawie pośród drzew. Pochylone głowy, smutek na twarzach. Lekki wiatr szumiał w koronach drzew, a pobliski strumień pluskał z cicha między kamieniami. Ptaki świergotały, jakby specjalnie zleciały się na tę uroczystość.
- Tutaj lubiłaś patrzeć na przeświecające przez liście promienie - mówił Dorrian składając ciało do trumny. - Twoje włosy nagrzane słońcem tak pachniały... Tutaj wieczorami wpatrywałaś się w płomienie ogniska, a Twoja twarz w ich świetle była tak piękna jak wschód słońca nad połoniną. W tym miejscu razem stworzyliśmy nowe życie...
Głos mu się załamał, a po policzkach spłynęły łzy. Evina wybuchła głośnym płaczem.
- Nie płacz Dorrianie - druid poklepał go po ramieniu. - Jesteś wszak wojownikiem Celtów.
- Wybaczcie, bracia. Jednak cała moja duma i godność odeszły wraz z Nią.
- Wetrzyj zatem swe łzy w ostrze broni - odparł Cuchulain. - Niechaj wypalą piętno twego cierpienia na ciałach tych, którzy ośmielili się tknąć twój jedyny Skarb.
Rzekłszy to, odrzucił snieżnobiały kaptur i wsparł się na kosturze, odchrząkując z cicha.
- Pamiętajcie, że śmierć nie jest tylko końcem życia, ale również początkiem nowego - zaczął przemowę. - Być może, nie wiedząc o tym, spotkamy kiedyś duszę naszej zmarłej Siostry w innym ciele, w łani hasającej po polanie, w wilku, który ją goni, w szmerze potoku, ukłonie targanej wiatrem trawy. Być może znajdziemy ją w jednym z tych ptaków - wskazał ręką zrywające się właśnie do lotu stado gołębi. - Pamiętajcie, że życie zatacza kręgi, a w każdym z nas i w każdym stworzeniu zamieszkuje cząstka tych, którzy byli przed nami, a także tych, którzy przyjdą po nas. Baczcie, by złuda, jaką jest śmierć nie przysłoniła wam radującego duszę piękna wszelkiego stworzenia.
Zadumali się nad słowami druida. Owdowiały wojownik pochylił się nad trumną, odgarnął kosmyk złotych włosów z czoła Akiny, pogładził policzki i złożył ostatni pocałunek na zimnych ustach.
- Śpij, Jedyna - szepnął. - Śpij spokojnie.
- Pomalujmy nasze twarze i włosy - odezwał się Goll wznosząc włócznię ku niebu. - Pomścimy cię, Akino. Przysięgam tu, w miejscu twego spoczynku, że znajdziemy ich choćby na końcu świata. A cierpieć będą długo...
Dorrian jednak wiedział, że nawet najokrutniejsza zemsta nie ukoi jego bólu. Aż do rana pełnił wartę przy grobie swej Ukochanej, dzieląc się wspomnieniami ze zmarłą.


______________________

No i nieodłączny filmik Agrivala na deser:
Forever

 

Offline Jon

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 9
A kto pamięta te czasy, z tym się piwka napiję =;]
« Odpowiedź #1 dnia: 2006 04 16, 16:46:12 »
A ja caly czas czekam na skriny ze scen łóżkowych Akiny z Dorrianem. :twisted:

mjenki--

  • Gość
A kto pamięta te czasy, z tym się piwka napiję =;]
« Odpowiedź #2 dnia: 2006 04 16, 16:57:34 »
Własnie. W najlepszej chwili jakos nagle...zrobiło się ciemno  8)

Offline Aruv

  • Administrator
  • Zarejestrowany
  • *****
  • Wiadomości: 4981
A kto pamięta te czasy, z tym się piwka napiję =;]
« Odpowiedź #3 dnia: 2006 04 16, 17:06:59 »
Cytat: "Jon"
A ja caly czas czekam na skriny ze scen łóżkowych Akiny z Dorrianem. :twisted:
A to Dorrian nie jest impotentem? :P

Offline Siwy6977

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 242
    • http://www.fianna.70.pl
A kto pamięta te czasy, z tym się piwka napiję =;]
« Odpowiedź #4 dnia: 2006 04 16, 17:10:29 »
Cytat: "Jon"
A ja caly czas czekam na skriny ze scen łóżkowych Akiny z Dorrianem. :twisted:

A proszę Cię bardzo. Panie i panowie! Po raz pierwszy ujawnione!
Noc poślubna Akiny i Dorriana
Buziaki dla Arkany! :wink:

Offline Alister

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 523
A kto pamięta te czasy, z tym się piwka napiję =;]
« Odpowiedź #5 dnia: 2006 04 16, 19:36:17 »
Łiiii :)
A ja dostalem jaila na pogrzebie za tlumaczenie elfickiego na angielski :D

kurde przeczytalem i ani wzmianki o mnie.
Pamiec smiertelnych jak zwykle jest nadzwyczaj krotka.
Ai! laurië lantar lassi súrinen,
Ah! like gold fall the leaves in the wind,
yéni únótimë ve rámar aldaron!
long years numberless as the wings of trees!

Offline SovieT

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 264
A kto pamięta te czasy, z tym się piwka napiję =;]
« Odpowiedź #6 dnia: 2006 04 16, 19:50:20 »
wtedy to byla Fianna :(


Borry

  • Gość
A kto pamięta te czasy, z tym się piwka napiję =;]
« Odpowiedź #7 dnia: 2006 04 16, 20:15:58 »
Cytat: "Alister"
A ja dostalem jaila na pogrzebie za tlumaczenie elfickiego na angielski :D


Hahaha.. pamiętam, że ktoś wtedy założył na forum temat o tym, że jakiś elf (kto dzisiaj nie kojarzy Alistera?) śpiewał po angielsku i ekipa* dała mu jaila zamiast poczekać aż skończy. ;)

*Jak widać mówienie, że ekipa jest ivil jest trendi nie od dzisiaj.

Offline Siwy6977

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 242
    • http://www.fianna.70.pl
A kto pamięta te czasy, z tym się piwka napiję =;]
« Odpowiedź #8 dnia: 2006 04 16, 20:46:46 »
Alister: czytać nie umiesz?
Cytat: "Pijany góral"
Dopiero Alister, jeden ze znajomych elfów, którego Evina sprowadziła z długiej podróży, słusznie zauważywszy, że mężczyzna cierpi nie na chorobę umysłu lecz serca, zdołał uleczyć Dorriana pięknem starożytnej pieśni w swym melodyjnym języku.
Pamięć o Akinie i o Jej zniknięciu wróciła wtedy niczym przekleństwo.

Weź mnie nie denerwuj, bo Ci uszy odgryzę 8) .

Offline skorzak

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 920
MARUDA
« Odpowiedź #9 dnia: 2006 04 16, 22:35:04 »
Soviet napisal:

Cytuj
wtedy to byla Fianna :(


To sie bierz za odgrywanie Gaela...za rekrutacje...maruda  :!:

„<Lilianna> ale ja cie juz nie lubie” <- i nawzajem wszystkiego najlepszego :*
 mae (gm dm 26.10.2011):
"Przeciez to tylko fabula, ktora latwo mozesz olac, skorzak. Nikt ci niczego nie zabiera, nie kaze niczego placic. "

Offline Valderin

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 680
A kto pamięta te czasy, z tym się piwka napiję =;]
« Odpowiedź #10 dnia: 2006 04 16, 23:07:50 »
no no Siwy... :P  :P  ale cos chyba skrinow brakuje :P  :P  :P  :P

Offline Siwy6977

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 242
    • http://www.fianna.70.pl
A kto pamięta te czasy, z tym się piwka napiję =;]
« Odpowiedź #11 dnia: 2006 04 16, 23:48:13 »
Cytat: "Valderin"
ale cos chyba skrinow brakuje :P  :P  :P  :P

Przyzwoitości trochę trzeba mieć.

Offline Valderin

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 680
A kto pamięta te czasy, z tym się piwka napiję =;]
« Odpowiedź #12 dnia: 2006 04 17, 19:05:02 »
eeeeeee tam....