Prowadziłem akurat poważną dyskusję w świątyni. Mój stary znajomy Azuth, którego szukałem od kilku tygodni w końcu sam mnie odnalazł. Opowiadał mi o sobie, zaś ja jemu o mojej i moich przyjaciół działalności. Nic nie wskazywało na to, że ten dzień skończy się jakoś specjalnie dramatycznie...
Nagle jakby uderzył we mnie piorun. Wizja przyszła nieoczekiwanie, cały świat przestał istnieć, tylko ta wizja... Nie czułem jej zmysłami. Jakby sama weszła do mej głowy. Jednak wiedziałem, aby nie obawiać się tego, tak jak mnie nauczono. Jestem jeszcze nowicjuszem w tych sprawach, ale Akarion bardzo mnie chwalił, mówił, że mam talent i muszę go rozwijać. Zrobiło mi się czarno przed oczami, pozwoliłem wizji płynąć... Pościg, krzyki, energia... Trzech magów. Ktoś ucieka, przewraca się, krew... Krzyki? Maikai? Kto to jest, do wszystkich diabłów?! Łowca czy zwierzyna? Kto uciekał? Kto go gonił? Wizja urwała się równie nagle jak przyszła. Pot ściekał ze mnie strużkami, a w ustach czułem metaliczny smak krwi... Cóż za przedziwna wizja. Od kogo otrzymałem ten przekaz? Nie wyczuwałem nikogo z wtajemniczonych. Nie ukończyłem jeszcze szkolenia, a tu ktoś rozpaczliwie prosi o pomoc. Mnie! Musiał być bardzo słaby gdyż przekaz urwał się bardzo szybko. Nayia? Akarion? Nie kontaktowano by się ze mną, gdyby sprawa nie była poważna... I kim do cholery jest ten Maikai?
Sprawdziłem teren wokół świątyni - nic, cisza. Jednak! Poczułem, że mój przyjaciel Bobby wrócił, odnalazł się wreszcie! Od ponad tygodnia go nie było, zniknął bez śladu. Odprawiłem Azutha i czym prędzej postawiłem czarny portal do Bobbiego.
Wylądowałem w jego norce. Obok stał Will. Przywitałem obu. Zacząłem, pełny ekscytacji, wypytywać Bobbiego co się z nim działo cały ten czas. Ledno umówiliśmy się na spotkanie tamtego dnia, ale już się nie pojawił. Przepadł jak kamień w wodę, a teraz się pojawia jak gdyby nigdy nic. Zachodziłem w głowę co mu się mogło stać, martwiłem się, pytałem ludzi. Zero odzewu... A teraz stoi tu przede mną i mówi, że cały tydzień zapił w karczmie i spędził go z jakąś dziewką! Cały tydzień?! Poza tym od razu spostrzegłem, że Bobby jest pełen tej energii, ma coś w sobie, to o czym się uczyłem. Jego była niezwykle silna, bił od niego oślepiający blask. Tak, zauważyłem, miał coś zakodowane w umyśle. Zamknąłem oczy, skupiłem się... Spróbowałem się dowiedzieć co to... Jednak! Co to? Blokada? Niezwykle silna... Przecież Akarion mówił, że można z łatwością sondować umysły zwykłych stworzeń. To już umiałem robić, a więc? Bobby posiadł taką siłę, aby samemu coś takiego zrobić? Nie sądzę... A więc ktoś zrobił to za niego, aby coś ukryć. Jeszcze cała ta gadanina o piciu w tawernie i dziewce... Byłem przekonany, że mówi to, aby nie zdradzić tajemnicy Willowi, jednak po paru chwilach zrozumiałem, iż jest on święcie przekonany, że właśnie było, tak jak mówi... A więc to prawda... Oni też potrafią takie rzeczy. Przypomniała mi się jedna z ostatnich lekcji. Z łatwością zmanipulowano umysł małego niziołka. Wymazano z niego część wspomnień, a podłożono inne, przyjemniejsze. Oprócz tego ukryli gdzieś głęboko w jego umyślę jakąś informację i dokładnie zapieczętowali. Tak, małe niziołki mają małe móżdżki... Nie, żebym mówił, że są głupie, ale po prostu plastyczność ich umysłów jest większa niż innych, łatwo czytać z nich jak z otwartej książki, a do tego nie mają wewnętrznej mentalnej siły, aby się temu przeciwstawić...
Czułem, że im bliżej Bobbiego jestem, tym bardziej czuję to, co ma w sobie. Pomyślałem, że gdybym go dotknął, to może udało by mi się przełamać barierę, która była nie do pokonania przeze mnie na odległość. Kazałem więc Bobbiemu usiąść i rozluźnić się. Zamknąć oczy i dokładnie przypominać sobie to, co zaszło podczas ostatniego tygodnia. Kiedy już miałem dotknąć go, pojawił się ten głupiec Will. Zarzucił mi żyłkę od wędki na dłonie i sprawnym ruchem spętał. Co za półgłówek! Jak go lubię, tak takiego nierozważnego i głupiego czynu się nie spodziewałem. Wyprostowałem więc oba palce wskazujące moich spętanych dłoni i dotknąłem czoła Bobbiego w ostatniej chwili... Wtedy przyszła wizja, udało się na parę sekund przełamać blokadę... Dostrzegłem maga, który paktuje z Bobby'im, poczułem jego niesamowitą moc. Poczułem, że również inne osoby węszą za tym, co owy mag zostawił w umyśle niziołka... Pakt, magowie, pościg, energia... Tylko tyle udało mi się dostrzec, zanim potężna siła wyrzuciła mnie z jego umysłu. Ktoś chciał coś ukryć zanim go pojmą? Kim jest ten Maikai i co ma wspólnego ze Strażnikami Równowagi? Jest naszym sprzymierzeńcem czy wrogiem? Póki co, poznałem jedynie dwie osoby od nich... Tak niewiele wiem jeszcze... Czemu to wszystko musiało mnie już teraz spotkać? Muszę się tego dowiedzieć jak najszybciej.

Z tego wszystkiego opadłem na fotel, wiotki jak źdźbło trawy, z wywalonymi na lewą stronę oczami. Gdy się ocknąłem, nadal byłem spętany żyłką, a dwójka pokurczy stała przede mną z dziwnymi wyrazami twarzy... Warczałem, tłumaczyłem, że życie Bobbiego jest w niebezpieczeństwie. Powiedziałem tyle, ile można mi było. Wszakże trzeba to wszystko trzymać w tajemnicy. Nie jestem odpowiednim człowiekiem, żeby trąbić o tym wszem i wobec. O tym decydują ludzie o wyższym statusie... Powiedziałem, żę Bobby został prawdopodobnie porwany i robiono mu nieprzyjemne rzeczy, a ja teraz próbuję się tego dowiedzieć. Nie skutkowało. Cóż... Resztkami sił wyczarowałem mały ognik pomiędzy swoimi palcami, który z łatwością stopił żyłkę. Lekko poparzył moje dłonie, jednak przy ich stanie i tak nie będzie widać różnicy. Nie dali sobie przetłumaczyć, próbowałem przemówić im to rozsądku. Nie chcieli mi jednak uwierzyć, że to o czym mówię, jest w ogóle możliwe... No tak, małe rozumki nie mogą tego pojąć... Jednak nie dziwię im się trochę... Z drugiej strony wiele razem przeszliśmy i Bobby powinien wiedzieć, że nie pozwoliłbym, żeby włos mu z głowy spadł... Ech... On to jeszcze w miarę rozumie mnie i moje zachowania, ale ten Will? Dziś przeszedł samego siebie. Kiedy już myślałem, że go przekonałem, aby pomógł mi ratować Bobbiego, on zaczął mi grozić, chciał mi zrobić coś tłuczonym szkłem i sztyletem... Jakby to coś mogło dać. Cóż za chojrak z niego! Odważny jak na niziołka... Jednak nie widzi prostej granicy pomiędzy odwagą, a głupotą... Koniec końców zostałem "grzecznie" wyproszony z ich norki. Prosiłem, żeby przemyśleli swoje zachowanie, bo nie było odpowiednie w stosunku do mojej osoby, jak i ich nawzajem... Ja się tylko martwiłem o przyjaciela, a oni tak mi odpłacają? Zobaczycie, gdy w końcu Bobby dowie się, co tak na prawdę zaszło, jeszcze będzie mi dziękował, że chciałem ocalić jego włochaty tyłek i przepraszał, że tak podle się w stosunku do mnie zachował. Mam nadzieję, że przyzna mi rację i zwróci honor po tym wszystkim. Pheeew... Ale cóż, można mu wybaczyć. Nie wie, że najgorsze jeszcze przed nim...
Będę musiał chyba skontaktować się z dziwną postacią o błękitnej skórze, którą widziałem w swoim ostatnim śnie. Podobno jest naszym sprzymierzeńcem i siedzi w tym wszystkim tak samo jak ja... Tyle, że o wiele głębiej i o wiele dłużej. Nasze spojrzenia spotkały się w tym śnie, jednak nie rozpoznałem jego twarzy. Może to być każdy... Jednak niewielu jest takich ludzi jak ten ze snu, a tak się składa, że znam ich prawie wszystkich. Może on mi odpowie na moje pytania...