Autor Wątek: Ten, który widział...  (Przeczytany 1918 razy)

Offline Papa Smerf

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 1113
  • Come to Papa
Ten, który widział...
« dnia: 2011 03 20, 10:10:44 »
- Nareszcie... - sykliwy głos rozlegl sie tuż za plecami iaurhin'a. Ten gwałtownie wyrwał ostrze z ciała pokonanej przed chwilą bestii i spojrzał przez ramię. Pancerny smok mruknął niespokojnie, lecz opanowany głoś iaurhin'a szybko go uspokoił.
- Nareszcie Cie odnalazłem Corvinie... - stojąca pare metrów dalej w korytarzu blada postać wbijała w Pielgrzyma swe krwiste ślepia.
- Szukałeś mnie Panie ? - wciąz trzymając dobytą broń, Corvin zszedł ze smoka.
- Tylko iaurhin może mi pomóc, a wszak jesteś jednym z nich - sykliwy głos stał się jeszcze upiorniejszy, kiedy wampir spróbował się uśmiechnąć.
- Jak mnie odnalazłeś -  instynktownie wyczuwając, że istota o dziwo nie ma złych zamiarów, Corvin schował broń i zbliżył się kilka kroków.
- Wytrenowano mnie bym Cię odnalazł Corvinie - lodowaty chichot poniósł się echem po jaskiniach - Mój Pan twierdzi, że jesteś kluczem do tego, czego szukamy. Jesteś wszak jednym ze "śniących" - bardziej stwierdzenie niż pytanie zdziwiło Pielgrzyma. Niewielu wiedziało o mocach, jakie posiadają iaurhin.
- Nie mylisz się. Jestem nim - Szary Pielgrzym wciąż nie pojmował, do czego zmierza Poszukiwacz. Myśli istoty były mętne, nie potrafił ich przejrzeć. - Racz mówić Jaśniej Panie, jestem w stanie pomóc, o ile jest to w mej mocy i zgodne z mymi zasadami.
Poszukiwacz przez chwile przyglądał sie badawczo temu, którego szukał. Iaurhin wyczuł zimny dotyk jego myśli, próbujących czytać w jego własnych. Zamknął umysł, blokując sondowanie wampira. Ten uśmiechnął sie paskudnie.
- Szukamy kogoś, a raczej tego, co z niego zostało. Organicznych szczątków. Tyle na ten czas musi Ci wystarczyć. Twa pomoc jest ważna...Strażniku - wymowne spojrzenie i nacisk na tytuł, którym niewielu ma w zwyczaju nazywać iaurhin, dało Corvinowi do zrozumienia, że sprawa jest ważna i ma szersze spektrum. Wyczulony instynkt podpowiadał, że powinien się tym zająć.
- Zatem chcesz, bym odnalazł jego ślad...Dobrze, ale potrzebuję "kotwicy", czegoś silnego co poprowadzi mnie do poszukiwanej świadomości. A biorąc pod uwagę fakt, iż cel jest martwy od jakiegoś czasu, będzie to trudne, a "kotwica" musi być wyjątkowo silna.
Poszukiwacz w milczeniu wpatrywał sie w Szarego Pielgrzyma dłuższą chwilę.
W mych żyłach płynie Jego krew...Czy to wystarczy? - sykliwy głos był ledwo słyszalny.
- Aż nadto...


CDN
« Ostatnia zmiana: 2011 03 22, 07:34:55 wysłana przez Corv »
"Feel the burn of the mists. Master them. They will devour your enemies"


 

Offline Papa Smerf

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 1113
  • Come to Papa
Odp: Ten, który widział...
« Odpowiedź #16 dnia: 2011 07 22, 09:09:26 »
Obudził go silny impuls...
Otworzyl oczy spogladając w ciemną powałę izby, którą wynajmował w yewiańskiej karczmie.
Ktoś skanował okolicę. Corvin wiedział kto jest źródłem impulsu oraz czego szuka. Teraz albo nigdy...

- Will, już czas - niziołek o przyjaznej, niewinnej twarzy wpatrywał się w niego szeroko otwartymi z przerażenia oczami. Tuż pod nogami malca leżało na wpół zwęglone ciało maga skrytobójcy, który niemal go zabił.
Gdyby spóźnił się choć minutę...
- Musimy ruszać. Natychmiast - Pielgrzym stanowczym ruchem  odwrócił się ku wyjściu i ruszył schodami w górę - Czekam na zewnątrz !

Mroczne mury ukrytej wśród gęstwiny wampirzej świątyni wznosiły się nieopodal. Przyciągały tajemniczo. Jednak nie one były obiektem zainteresowania iaur-hin'a. Był tu dwa dni wcześniej w poszukiwaniu poszlak. Nic nie znalazł.

Poza Nią...

Nienawidził spotkań z tą rudowłosą Kapłanką Immortha. Nienawidził...i jednocześnie ich pragnął. Przeklęta czarownica...Jej urodę przewyższała tylko jej własna arogancja...pociągała go...

Znów ten dziwny powiew wiatru...

Corvin podchwycił go i ruszył na północ.


CDN
« Ostatnia zmiana: 2011 07 22, 09:30:15 wysłana przez Corv »
"Feel the burn of the mists. Master them. They will devour your enemies"


Online Maelui

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 885
  • Vampirella
    • Forum Vamiprica
Odp: Ten, który widział...
« Odpowiedź #17 dnia: 2011 07 22, 10:31:01 »
Szept gdzieś w mojej głowie. Głęboko wwierca się w mózg. Sprawia ból. Wyrywa mnie z niebytu.
Ktoś zakłóca równowagę Jego spoczynku. Ktoś brudnymi stopami depcze Jego grób.
Gdzieś w głębi czaszki....


*zbudź się kapłanko...*

Ciężkie wieko zdobionej trumny opadło z hukiem na posadzkę a leżąca do tej pory w letargu wampirzyca podniosła się szybko i gwałtownie. Jej zazwyczaj marmurowe oblicze teraz emanowało wściekłością wymieszaną ze strachem. Nie czekając aż służebne ghule ubiorą swoją Panią zmaterializowała wokół siebie taumaturgiczną szatę i wybiegła ze swych komnat porywając w biegu  ze ściany jedną ze swych włóczni. Biegła boso kalecząc swoje stopy o kamienną posadzkę jednak nie mogła się zatrzymać.
Zbiegła do piwnic wręcz potykając się na schodach z niezdarnością, której na szczęście nikt nie widział.
Zwolniła przy jednym z zakrętów i w biegu weszła w ukryty portal.
Wokół niej powietrze i przestrzeń zafalowały. Na chwilę znalazła się w pustym międzyświecie. Nie lubiła tego miejsca. Nie było tu grawitacji, powietrza, chociaż w zasadzie nie oddychała. Po chwili  wbiegła w portal wyjściowy, który wyrzucił ją przy ruinach. Jeszcze był dzień toteż osłoniła twarz przed słońcem i nadal biegnąc zniknęła w podziemnym przejściu.

Natychmiast wyczuła zakłócenia w przepływie energii. Jej Pan słusznie ją wezwał ponieważ wszędzie unosił się obcy ludzki zapach. Pociągnęła nosem próbując go rozpoznać. Dwie zupełnie śmiertelne istoty natomiast trzecia... Znała ten zapach. Był jak zapach samego czasu. Powolnego przemijania. Podobny do zapachu immortha a jednak inny. Z pewnością gdyby nie była tak wściekła i przerażona uśmiechnęłaby się na myśl o zbliżającym się z każdym nerwowym krokiem spotkaniu.
Nienawidziła go. Oh, jak bardzo nienawidziła jego spokojnego wyrazu twarzy bez jakichkolwiek emocji.
I zarazem tak bardzo go pragnęła.
W myślach przewinęło się wspomnienie ich spotkania. Karczma cove. Stary dureń. Oddałaby mu te fiolkę za darmo ale chciała mieć go na swym "radarze".

Szła powoli. Tutaj biegać nie wypada, wszak jest to grobowiec, prawda?
Zapach stawał się coraz silniejszy z każdym jej krokiem w głąb świątyni. Z każdym krokiem mocniej zaciskała białą dłoń na broni w myślach powtarzając dziwną mantrę. Coś o wypruwaniu flaków i robienia ozdób choinkowych. Szczególnie upodobała sobie pomysł zrobienia skórzanych niebieskich pokryć na fotele w jej domu.

Wyszła zza zakrętu i wpadła wprost na niego. Kątem oka złowiła znikający w cieniu niziołczy kształt.
Oceniła szybko sytuację. Stali tuż przy sekretnym przejściu, przejściu o którym mogły wiedzieć tylko wampiry.
-Corvinie, obyś miał dobre wytłumaczenie.- Spojrzała chłodno w jego oczy emanując gniewem.
-Maelui uwierz mi nigdy nie ośmieliłbym się tutaj przyjść ale miałem naprawdę poważny powód.
Gdy to mówił trzymał dłonie na jej drżących ramionach.
Spojrzała w kierunku ukrytych schodów, odsunęła go gwałtownie od siebie i podążyła w dół.
Corvin jak i jego dziwny kurduplowaty towarzysz podążyli za nią. Nie chciała by znów tam schodzili ale musieli przeciez jej coś wyjaśnić.

Czuła całym swoim ciałem Jego moc. Czuła to co On. Był wściekły. Na nią, że pozwoliła aby te szczury tutaj weszły. Wiedziała , że i ją czeka kara, zapewne bolesna i okrutna. Nie miał litości nawet dla niej swej kapłanki. Zwłaszcza dla niej.
Usta jej drżały a w myślach pojawiały się najróżniejsze scenariusze owej kary..
Przekroczyła próg głównej sali. Szybkim spojrzeniem oceniła pomieszczenie czy doszło do jakiś zniszczeń.

Jej wzrok padł na małe wijące się na posadzce ciałko. Kolejny niziołek. Wił się na ziemi trzymając palce przy twarzy. Okropnie głośno wrzeszczał. Musiała go uciszyć zanim On się zbudzi.
-Co tu się dzieje?!- syknęła zblizając twarz do twarzy Corvina. Oh! bogowie ależ pięknie pachniała jego krew...
-Maelui przepraszam Cię za tego idiote, czegoś dotknął i nagle krzyknął i zwalił się na podłogę..-Rzekł nerwowo Corvin.
-Jesteście bezgranicznie głupi! Co wam przyszło do głowy aby tutaj przyjść?! Jeszcze Ciebie jestem w stanie zaakceptować ale nie kurdupla! Wiesz co mi grozi za to niedopatrzenie?! Śmierć przy tym to jak prezent na urodziny! *hsszz!* -Syknęła wściekle i podeszła do krzyczącego niziołka  i spojrzała mu w oczy.
Jej oczy były jak ogień i burza. Wrecz ciskały błyskawice i gromy. Była naprawdę zła. Jej aura stała się widoczna. Wyglądała jakby jej ciało płonęło purpurowym ogniem. Przerazony niziołek potykajac się i upadając na łokciach odsunął się pod ścianę.
-O..Oddejdź! Precz potworzyco! Coś mi zrobiła?! Moja śliczna buzia!

Maelui poczuła teraz swąd spalonej skóry i kwasu. Uśmiechnęła się. Jednak te skrytobójcze pułapki działają.

Wampirzyca uniosła niziołka ręką jakby był tylko przedmiotem. Przycisnęła go do ściany i wysuneła kły ostrzegawczo.
-Bobby Weittcie, skalałeś swoją plugawą egzystencją nasz święty przybytek i poniesiesz karę za swój grzech ciekawości. Jestes  głupcem niziołku. Nigdy już tu nie powrócisz a ja zadbam o to abyś został przykłądniej ukarany.

Wampirzyca syknęła i nagle z jej ust,oczu,nozdrzy wypłynęła krew. Krew uformowała się w głowy węży i powoli sunęła po jej rękach wprost na niziołka. Przerażenie w jego oczach wywołało szeroki uśmiech na twarzy wampirzycy. Lubiła zadawać ból. Lubiła zapach strachu.
Krwawe węże wgryzły się w otwarte rany niziołka wnikając do jego wnętrza.
-Moja krew będzie ci przypominać gdzie twe miejsce. Będzie reagować gdy w poblizu znajdzie się wampir czystej krwi. Będziesz odczuwać ból i cierpienie. To twoja kara za bezczeszczenie świątyni Pana.
Doceń to i bądź wdzięczny że to ja ci ją wymierzam. Inni nie byliby tak łaskawi.
 Opuściła w dół rękę w której trzymała Bobbyego i ciągle go trzymając ruszyla w strone wyjścia.
Biedne truchełko wiło się w jej uścisku ciągnięte po posadzce.
-Chodźmy Corvinie. Należą mi się wyjaśnienia.- Powiedziala do oniemiałego maga i przeszla szybko korytarzami wciąż trzymając niziołka.


Skierowała się do prywatnych komnat immortha. Otworzyła sekretne przejście i przekroczyła próg.
Bardziej przypominało to lochy i salę tortur niż sypialnie ale nie musieli tego wiedzieć.
Puściła teraz nieprzytomnego niziołka i odwróciła się do Corvina.
Iaur-hin spojrzał na kapłankę i zacisnął nerwowo usta.
-Słyszałaś kiedyś o Dziedzictwie Mistrzów?
Maelui uniosła rudą brew do góry i uśmiechnęła się. Jak gdyby nigdy nic usiadła w powietrzu niczym królowa na tronie. Wyjęła fiolkę z krwią i obróciła ją w palcach.
-Czuję że to będzie ciekawa pogawędka. Mów proszę.

« Ostatnia zmiana: 2011 07 22, 14:42:45 wysłana przez Maelui »

Offline Prorokpl

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 964
  • Love is War
    • Radio Aoi
Odp: Ten, który widział...
« Odpowiedź #18 dnia: 2011 07 22, 15:24:01 »
Tupot stóp rozniósł się echem po ponurych i ciemnych korytarzach. Ktoś pospiesznym krokiem maszerował po pustych salonach Mrocznego Zamku. Jego sylwetka dawała długi cień gdy przechodził obok migoczących pochodni starej i zakurzonej biblioteki. Wspiął się po schodach na wyższy poziom gdzie mógł w spokoju zasiąść przy jednym z pustych stolików. Bladolicy odziany w purpurę mężczyzna odsunął krzesło, zasiadł wygodnie i wyciągnął starą, zgniło-zieloną księgę z zdobionym na złoto tytułem "Tajemnicze Morderstwa". Wampir rzucił ją na stolik podnosząc tumany kurzu, jako, że nikt od dawna nie korzystał z tego biurka po czym otworzył księgę i przewertował kartki. Mnóstwo stron zostało przerzuconych nim natrafił wreszcie na ostatnią zapisaną. Było to jego pismo. Lothiel uśmiechnął się dziko i wyciągnął pióro z kałamarzem.

"... sprawa odżyła. A już myślałem, że me spokojne czasy nie zostaną zakłócone, a Jego twarzy nie ujrzę aż do śmierci. Niestety, pojawił się znowu. Akarion zawitał do mego nowego domu by poinformować mnie o rzeczach, których zapewne nie chciałbym słyszeć. Za późno, zaczęło się.

Sprawa zatoczyła większy krąg niż się tego spodziewałem. Wiedziałem, że jest w to zamieszanych wiele osób, w tym niziołki, lecz nie spodziewałem się angażowania w to Immortha..."


Nagle jego blada i zimna ręka zatrzymała się. Wampir wyprostował się i zamknął oczy by skupić się na wydarzeniach które dopiero co miały miejsce. Co ma opisać?

W jego umyśle mgła się podniosła i zaczął widzieć wyraźniej obrazy ze swej pamięci. Widział postać maga Akariona w swej ciemnej szacie jak stawiał magiczną barierę zatrzymującą sondowanie. Widział także małego człowieczka, niziołka Bobby'iego i jego arogancki wręcz uśmieszek. Lothiel otworzył oczy i zabrał się z powrotem do pisania.

"... co gorsza te niziołki. Jeszcze przed swoją śmiercią Jackee Green odegrał swoją rolę w tej walce z "magami" lecz do głowy by mi nie przyszło, że zobaczę więcej tych niemądrych stworzeń igrających z mocami o których nie mają pojęcia. Bobby Weitt - to imię tego nieszczęsnego, zarozumiałego głupca. Nie wiem jaka jest jego rola w całej tej sprawie, czy sam też poszukuje Dziedzictwa Mistrzów dla własnych celów? To mało istotne, bo policzone są jego godziny. Ignorancja wobec Nas, wampirów i jego knucia oraz spiski ze wszystkimi wzburzyły moją krew. Ta bezczelność musi zostać ukarana, nikt już więcej nie będzie wyciągać wampira za dnia dla swoich gierek..."

Lothiel zatrzasnął księgę z hukiem, który ponownie rozniósł się echem po jakże spokojnym Zamku. Spokojnym ale tylko dla wampira. Zapach krwi i wilgoci, ponure ściany i gdzieniegdzie krzyki z nikąd, oraz mrok. Tak, to jest właśnie spokój, lecz spokój młodego wampira został zakłócony. Zapakował księgę do plecaka, chwycił swą halabardę i poleciał do wyjścia z upiornym śmiechem. Stare księgozbiory i gołe ściany mogły usłyszeć jeszcze "polowanie czas zacząć".
« Ostatnia zmiana: 2011 07 22, 15:26:28 wysłana przez Prorokpl »

Online Maelui

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 885
  • Vampirella
    • Forum Vamiprica
Odp: Ten, który widział...
« Odpowiedź #19 dnia: 2011 07 22, 20:30:33 »
Szukali go.W każdym mieście,w każdym zakamarku, w każdej nawet najbardziej zapyziałej karczmie i nic!
Nigdzie nie mogli znaleźć jednego pieprzonego niziołka! Ani ghule, ani pomniejsze wampiry.
Wampirzyca miotała się po sali bankowej klnąc i wyzywając malutką rasę od podłych kłamców.
Słońce nadal było w zenicie co ograniczało jej środki do odszukania małego padalca.
Pracownicy banku,strażnicy już przyzwyczajeni do tych napadów szału, nie zwracali uwagi na kapłankę i w spokoju wykonywali swoje obowiązki by jedynie co chwilę uchylać się zwinnie od ciskanych na oślep przedmiotów.

-Mam tego dość!- Bankierka wiedziała co ma robić gdy tylko ta jędza zbliżyła się do niej.
 Posłusznie i bez słowa wyciągnęła kufer i wróciła do nudnych ksiąg rachunkowych.
Służebne ghule w międzyczasie przyniosły jej zbroje i włócznię.
Wampirzyca odłożyła wykwintne szaty do skrzyni i wstała. Byli do tego przyzwyczajeni. Kapłanka nie zwykła się zakrywać czy wstydzić kiedy ubierała oręż.
Ghule pospiesznie dopinały paski nagolennic i napierśnika kryjąc większość szczupłego ciała pod pancerzem z tytanu. Pancerz pofarbowany został kolorem kasty-głębokim fioletem.
 Za te barwy gotowa była umierać setki razy. Dosłownie.
Wampirzyca zarzuciła na ramiona płaszcz w kolorze krwi pod szyją zapinając go klamrą w kształcie ideogramu chaosu. Pochwyciła włócznie w dłoń i ruszyła do wyjścia.

Kiedy treserka szykowała jej potężną bestie Parrasim do jazdy z mroku zamku wyłoniła się wampirza wojowniczka.
Jej włosy koloru pszenicy odznaczały się jasnymi pasmami spod kaptura.
-Chyba mnie potrzebujesz kochanie.-Stwierdziła, nie zapytała Matylda Moretti zwana Blondi.
-Wytropisz dla mnie szczura?-Spytała kapłanka uśmiechając się na widok drugiej wampirzycy.
-Szczury są wszędzie moja droga, o którego Ci konkretnie chodzi?
-Bobby Weitt przedstawiciel rasy niziołków.
Matylda uniosła brwi w zdziwieniu a jej potężny rumak parsknął nozdrzami nonszalancko.
-Cóż takiego zrobił kurdupel że aż ci brewka tyka?-Tym razem to Maelui parsknęła.
-Jest bezczelny. Arogancki i wyobraź sobie posyła po mojego syna gołębia. Jakby ten miał na klaśnięcie biec do niego uradowany. Czekaliśmy na niego wiele godzin coś takiego to brak szacunku należnego wampirowi. W dodatku to mały szpieg i spiskowiec. Knuje i manipuluje a nie lubie gdy mi się ktoś wtrynia w interesy.
-Rozumiem. Zacznijmy od Ocllo.


Kiedy sosaryjską ziemię spowił mrok, z zagubionych lądów dało się słyszeć tętent kopyt a ziemia lekko drżała. Dwie upiorzyce ruszyły w pościg wiedzione zapachem kłamstwa...wprost do osady niziołków
Wpadły do osady w galopie. Drzwiczki malutkich domków i okna zatrzaskiwały się jak na komendę.
Do uszu kapłanki dotarły ciche łkania niziołczego potomstwa.
Matylda spoglądając na ślady wskazała kierunek. Ruszyły stępa pomiędzy pagórkami.
W jednej z chat paliło się światło.
Maelui poczuła znajomy zapach krwi, której kiedyś zakosztowała.
-Magnus. -Powiedziala cicho i zaśmiała się.-Będzie ubaw.
Owszem ubaw był. Ale nie dla wampirów bowiem Bobby Weitt nie był tak do końca głupi...

-Otwórz te cholerne drzwi ty niziołczy pokurczu!-Wrzasnęła już naprawdę wyprowadzona z równowagi Maelui.
Z wnętrza malutkiej chatki pod pagórkiem słychać cieniutki głosik.
-Nn...Nigdy! Precz potworzyco! Czosnkiem Cię poszczuje!
-I srebrem!-Dodał piskliwy głos Magnusa.-Ty...a mamy srebro?-Dodał tym razem szeptem.
Bobby także zniżył głos.
-W szufladzie mam srebrne widelczyki do sera!
Wampirzyca wywróciła oczami i westchnęła. Tak do niczego nie dojde gnojek drzwi nie otworzy
-Bobby!-Krzyknęła.-Zrobimy tak: Złożę broń na ziemi a ty otworzysz drzwi i zaprosisz mnie do środka, dobrze? Porozmawiamy na spokojnie bo krzyki nic nam nie dadzą!
-Zbroje tez!-Krzyknęli jednocześnie ze środka chatki.-Odsuń się ja bede patrzeć!-Tym razem to głos Bobbyego.

Wampirzyca  szepnęła słowa modlitwy w języku immortha i jej toga kapłańska zdematerializowała się. Zaczęła rozpinać paski zbroi uprzednio odrzuciwszy tytanową włócznię na trawę.
Matylda, która stała na pagórku domku niziołka zagwizdała obscenicznym tonem. Maelui posłała jej jedno spojrzenie i wampirzyca oddaliła się
- o żesz! zapomniałem o tej drugiej! Maelui! niech ta z młotem sobie pójdzie inaczej nie wpuszcze!-zaskrzeczał kurduplowaty.
-Poradzisz sobie?-Spytała Matylda
-To tylko dwa kurduple, możesz iść.
-Amalda Cahir Loam...-Szepnęła Blondi i zniknęła w oparach czerwonej mgły.

Maelui stała już boso na trawie i zanim tamci padli na zawał okryła się iluzją taumaturgicznej szaty. Podeszła do drzwi i zapukała
-Czy zastałam Bobbyego Weitta?
-o żesz...nie wierze!-Chwila przepychanek i drzwi otwarły się jednak Maelui nie przekroczyła progu.
-Musisz mnie zaprosić...-Wycedziła przez zaciśnięte kły.
-Zapraszam!-Powiedział wyprostowany jak struna właściciel domku.
Maelui musiała się schylić aby nie uderzyć głową o niski strop i czym prędzej usiadła na jednym z mikro krzesełek.
-Zatem? Najpierw kurtuazja czy biznesy?- Spytała próbując zmieścić swoją wampirzą dupę w tym cholernym dziecięcym krzesełku.
-Przeprosiny!-Wykrzyknał niziołek.-Przeproś mnie za to że mnie traktujesz jak coś gorszego! Ni jestem gorszy od Ciebie!
Wampirzyca z całych sił powstrzymywała się od śmiechu. W tej chwili mogło to wyglądać na grymas bólu.
-Bobby, Magnusie zapytam was w ten sposób: Czy wy rozmawiacie z kotletem na talerzu?
Zapadła krótka chwila ciszy, którą przerwało nieśmiałe wyznanie Magnusa.
-Mnie się zdarzało.
Wampirzyca i niziołek spojrzeli na niego wymownie.
-Koniecznie musisz przestać wdychać te opary farby Magnusie-Poradziła mu przyjacielsko Maelui po czym spojrzała na Bobbyego.- Przepraszam iż traktowałam Cię jak bydło hodowlane.
-Przepraszam za naruszenie spokoju waszej świątyni.-Odrzekł sucho niziołek.
-Więc teraz biznesy?
-Co wiesz o Dziedzictwie Mistrzów?-Spytał bez ogródek Bobby Weitt a Magnus zachłysnął się winem.
-Niewiele więcej niż Ty. Za to sporo wiem o tych którzy go szukają. Lord Varthorn bywa na salonach.
-Powiedz mi co wiesz proszę Cię.
-W niczym Ci ta wiedza nie pomoże. Varthorn to pazerny dzieciak z kupionym tytułem. Uzależniony od hazardu i burdeli. Słyszałam ,że wykorzystuje dziwki aby zdobyć sojuszników.
Jej oczy błysnęły. Słyszałą o wizycie pewnej kurtyzany w osadzie niziołków.
-Wiem też-Kontynuuowała- że jego zbiry zastraszają ludzi , dochodzi do porwań i gwałtów.
-To też wiem.
-Wiesz że wykupił Moongloow? Za pieniądze wygrane w karty. Ponoć ma długi.
-A to ciekawe...opowiedz mi o tym proszę!
-Innym razem już czas na mnie. Za chwile zamienię się w pieczony kotlet.
Wampirzyca roześmiała się ze swojego dowcipu i ruszyla do wyjścia.
-Jeżeli chcesz dokończyć rozmowe przybądz do podziemnych ruin w yew.- Rzuciła do niziołka przez ramie.
-Kiba!-Potężny biały likaon podszedł posłusznie do swej Pani i połozył się na ziemi tak aby mogła wsiąść.
-Amalda Cahir Loam!-Zawołała w mrok wampirzyca i zniknęła w myślach śmiejąc się opętańczo

- Lothielu!Słyszysz mnie?
-Tak moja droga.
-Szykuj ostrze halabardy. Przybędę z kolacją. *upiorny chichot*




C.D.N


« Ostatnia zmiana: 2011 07 22, 20:34:51 wysłana przez Maelui »

Offline Korgail

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 1162
Odp: Ten, który widział...
« Odpowiedź #20 dnia: 2011 08 28, 21:12:51 »
Pewien amator zaatakował jednego z "wtajemniczonych".
Niestety obaj nie spodziewali się pomocy od równie zamaskowanej postaci.
Ten, który napadł okazał się przegranym.
Szary pielgrzym zdobył kolejny puzzel do tej układanki.

Krzykacze informują o Lordzie Varthornie. Według pogłosek pojawiał się on w rożnych stronach świata i realizował czeki na ogromne sumy. Wybrane kuźnie otrzymały od niego ogromne zapomogi.
Osada w Lyceum Moonglow prężnie rozwija się.
« Ostatnia zmiana: 2011 08 29, 20:18:02 wysłana przez Korgail »

Offline Prorokpl

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 964
  • Love is War
    • Radio Aoi
Odp: Ten, który widział...
« Odpowiedź #21 dnia: 2011 08 30, 12:22:25 »
Kolejny krwawy zapis pojawił się na starych stronicach wampirzej księgi.

"...kolejne puzzle od tej mrocznej układanki wyszły na światło dzienne. Kolekcjonuje je i układam jak mozajkę zdobiącą gigantyczną ścianę. Wciąż brakuje mi informacji, kolejnych, puzzli które wyjaśnią w końcu co przedstawia ów obraz. Spotkałem osobiście Lorda Varthorn'a lecz sądzę, że to nie ostatnia jego wizyta. Do czego mu Dziedzictwo Mistrzów? Czy Akarion naprawdę zamierza je zniszczyć? Co jest celem niziołków i która armia padnie pierwsza?

Kolejny puzzle... kolejne informacje... czas odwiedzić Tego, który widział..."

Offline Korgail

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 1162
Odp: Ten, który widział...
« Odpowiedź #22 dnia: 2011 09 01, 17:17:42 »
Puzzle, składane jeden po drugim niczym granice królestw. Gdzie spoczywają odpowiedzi na pytania, które dręczą nas wszystkich?

Offline Papa Smerf

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 1113
  • Come to Papa
Odp: Ten, który widział...
« Odpowiedź #23 dnia: 2011 09 20, 10:06:47 »
Ocllo. Późne godziny popołudniowe...

- Akarionie...- Pielgrzym uniósł wzrok i spojrzał na  wchodzącą do banku postać. Wyczuł Go już kilka chwil wcześniej. Zdążył juz poznać charakterystyczną aurę maga.
- Witaj Corvinie. Nadszedł czas Twej nauki jakem obiecał. Wciąz jesteś zainteresowany? - mag spoglądał na niego badawczo. Doskonale znał odpowiedź. - Zatem ruszajmy. Prowadź Corvinie - uśmiechnął się serdecznie odwracając się i wychodząc z banku, nie czekając na reakcję iaurhin'a.

Osada niziołków. Następnego dnia...

Corvin zbliżał sie wolno do znanej mu już chatki pewnego majstra, którego ścieżki los połączył z Jego drogami. Jadąc wolno na swym ognistym rumaku Pielgrzym rozmyślał nad dniem wczorajszym. Wielogodzinne nauki Akariona, prowadzone systematycznie, konsekwentnie, bez oszczędzania. Skrupulatnie i otwarcie. Wiele się wczoraj nauczył od swego tajemniczego nauczyciela. Wciąż jeszcze nie pojmował możliwości oraz potęgi swych nowych umiejętności. O dziwo jednak nauka szła mu nad wyraz sprawnie i szybko, czym zadziwial nawet Akariona. Zsiadł ostrożnie z rumaka i zbliżył się do małych okrągłych drzwi. Wyczuwał Willa. Wiedział, że jest w środku. Niziołek był dla niego niczym latarnia w ciemną  noc.
Drzwi otworzyły sie zanim zdążyl w nie zapukać. Czyżby niziołek spodziewał się go?
- Witaj Will - przywitał się chłodno patrząc na obojętną twarz niziołka i wszedł do środka bez słowa.

godzine i kilkaset słow później...

Wyczuł coś. Silny impuls, po którym nastąpiło zawirowanie mocy. Gdzieś blisko. Gdzieś bardzo blisko.
- Ukryj sie Will...natychmiast - w tym samym momencie wyczuł Go. Mag pojawił się tuż za drzwiami. Pewny siebie sukinsyn. Nawet nie wysilił sie przesondować okolicę. Nie wiedział, że iaurhin jest w środku.
Drzwi zostały wyrwane z zawiasów i odrzucone kilka metrów dalej. Corvin uśmiechnął sie. Liczył na to, że mag będzie chciał zastraszyć niziołka swoją siłą, a tym samym będze marnował swą energię. Czekał spokojnie stojąc naprzeciw wejścia.
Mag pojawił sięw drzwiach z uśmiechem, a Pielgrzym patrzyl z satysfakcją, jak ten uśmiech topnieje, a oczy zwężają się na widok iaurhin'a. Zaskoczył go i zdenerwował. Doskonale. Zdekoncentrowany umysl jest dużo łatwiejszy do przełamania. Aura maga drżała niespokojnie.

Po krótkiej wymianie zdań, na zewnątrz chatki...

- Sprawdźmy na co Cie stać - Egzekutor zaciskając zęby z furią wyrzucił przed siebie prawą dłoń. Corvin instynktownie wyczuł mknący w jego kierunku pocisk z niesamowicie przyspieszonych cząsteczek powietrza. Szybka skoncentrowana myśl i właściwie ukierunkowany impuls przemieścił ciało Pielgrzyma kilka metrów w bok. Ręka iaurhin'a wyprostowala się, a otwarta dłon zatoczyła wokół niego sferę, tworząc energetyczna barierę.
- Ahh..jednak coś potrafisz. Doskonale! Będzie większa zabawa! - Egzekutor uśmiechał sie ale Corvin czytał z Jego aury jak z otwartej księgi. Był spięty.
- Stać mnie na o wiele więcej - swobodnie spoczywająca lewa ręka Corvina od kilku sekund kumulowała wokół dłoni cząsteczki powietrza. teraz wystrzeliła w kierunku maga, tworząc ostry dysk. W ostatniej chwili mag zdołał stworzyć przed sobą barierę, która z trudem powstrzymala pocisk.Jęknął by za chwilę zatoczyć swymi dłońmi wokół siebie.
Walczących otoczyły buchające wprost z ziemi płomienie.
- Troszeczkę Cię przypalimy! - oczy Egzekutora przepełniał obłęd. Ten człowiek był szalony. Doskonale. Jego wściekłość była zarazem największą słabością maga. Cale swe siły koncentrował na unicestwieniu swego przeciwnika. Wyczerpywał się szybko. Wystarczyło poczekać na odpowiedni moment.
Corvin wyciągnął swe dłonie ku górze. Skoncentrowwał sie i zaczął spowalniac ruch cząsteczek wokół siebie. Zmniejszał ich energię kinetyczną aż do całkowitego zatrzymania. Zwarty lodowy klosz otoczył ciało Pielgrzyma. Mag wścielke rzucił sie na barierę i począł w nią chaotycznie uderzać. Wyraźnie go to wyczerpywało ale nie myślał logicznie. Kierowała nim wściekłość i niepohamowana rządza mordu.
IaurHin odczekał kilka chwil aż zauważył, że bariera ustepuję po czym błyskawicznie skierowal impuls wgłąb siebie i przemieścił swe ciało poza ognista obręcz. W tej samej sekundzie wyrzucił obie dłonie przed siebie, ukierunkowując ruch cząsteczek powietrza w stronę ognistej ściany i znacznie je przyspieszając.
Ognisty podmuch uderzył wprost w Egzekutora. Odrzucając go o kilka metrów. Nie brakowało mu refleksu. Znow zdążył kontrowac siłę swoją własną, tworząc barierę.
Egzekutor ułożył ręce wzdłuż ciała i wylewitował kilka metrow w górę.
Corvin znow czekał.
Z dzikim grymasem na mokrej od potu twarzy, mag wyciągnąl dłonie w kierunku Pielgrzyma. W tej samej chwili wokół Corvina rozpętała sie energetyczna burza.
IaurHin zamknął oczy. Na jego skórze zaczęły zbierać się ładunki elektryczne, absorbowane z otoczenia.
Mimo zamknietych oczu widział gdzie znajduje się i co robi jego przeciwnik. W przypadku walki z drugim techmaturgiem, oczy nie sa potrzebne.
Egzekutor zbliżył się na odległośc metra. Na to czekał.
Uwolniony w ułamku sekundy ładunek elektryczny uderzyl z ogromną siła w maga, ciskając nim o pobliskie drzewo i pozbawiając na krótka chwile przytomności. ta chwila wystarczyła by Corvin znalazł się na nim i położył swe dłonie na jego klatce piersiowej.
Egzekutor otworzył szekoro oczy. Oczy tym razem pełne przerazenia. Wiedział, że przegrał. Czuł jak uchodzi z niego wszelka energia. Czuł jak iaurhin wolno lecz systematycznie opróżnia go niczym kielich. Ciało Egzekutora zaczęło marszczyć się i pękać. Oczy zapadły się a włosy zaczęły siwieć. Oddech stał się nierówny, suchy i pusty. Z wolna zaczęły pękać kości, członki więdły i usychały niczym liście. W ostatniej chwili iaurHin oderwał swe dłonie od ciała maga. Ledwo widoczna iskierka w oczach Egzekutora byla wszystkim, co w Nim zostało.
- Nie unicestwię Cię - Corvin wstał spoglądając na resztki tego, co kiedyś było dumnym techmaturgiem. -  Umrzesz ale Twoja dusza wróci tam gdzie jej miejsce. Nie stworzę kolejnej luki. Nie nakarmię chaosu. Odejdź w pokoju...
Podniósł wzrok dopiero teraz dostrzegając wpatrzoną w Niego bladą twarz Willego.
- Tym jest wlaśnie techmaturgia drogi chłopcze. Tego właśnie chciałeś sie uczyć...
« Ostatnia zmiana: 2011 09 20, 11:41:08 wysłana przez Corv »
"Feel the burn of the mists. Master them. They will devour your enemies"