Ocllo. Późne godziny popołudniowe...
- Akarionie...- Pielgrzym uniósł wzrok i spojrzał na wchodzącą do banku postać. Wyczuł Go już kilka chwil wcześniej. Zdążył juz poznać charakterystyczną aurę maga.
- Witaj Corvinie. Nadszedł czas Twej nauki jakem obiecał. Wciąz jesteś zainteresowany? - mag spoglądał na niego badawczo. Doskonale znał odpowiedź. - Zatem ruszajmy. Prowadź Corvinie - uśmiechnął się serdecznie odwracając się i wychodząc z banku, nie czekając na reakcję iaurhin'a.
Osada niziołków. Następnego dnia...
Corvin zbliżał sie wolno do znanej mu już chatki pewnego majstra, którego ścieżki los połączył z Jego drogami. Jadąc wolno na swym ognistym rumaku Pielgrzym rozmyślał nad dniem wczorajszym. Wielogodzinne nauki Akariona, prowadzone systematycznie, konsekwentnie, bez oszczędzania. Skrupulatnie i otwarcie. Wiele się wczoraj nauczył od swego tajemniczego nauczyciela. Wciąż jeszcze nie pojmował możliwości oraz potęgi swych nowych umiejętności. O dziwo jednak nauka szła mu nad wyraz sprawnie i szybko, czym zadziwial nawet Akariona. Zsiadł ostrożnie z rumaka i zbliżył się do małych okrągłych drzwi. Wyczuwał Willa. Wiedział, że jest w środku. Niziołek był dla niego niczym latarnia w ciemną noc.
Drzwi otworzyły sie zanim zdążyl w nie zapukać. Czyżby niziołek spodziewał się go?
- Witaj Will - przywitał się chłodno patrząc na obojętną twarz niziołka i wszedł do środka bez słowa.
godzine i kilkaset słow później...
Wyczuł coś. Silny impuls, po którym nastąpiło zawirowanie mocy. Gdzieś blisko. Gdzieś bardzo blisko.
- Ukryj sie Will...natychmiast - w tym samym momencie wyczuł Go. Mag pojawił się tuż za drzwiami. Pewny siebie sukinsyn. Nawet nie wysilił sie przesondować okolicę. Nie wiedział, że iaurhin jest w środku.
Drzwi zostały wyrwane z zawiasów i odrzucone kilka metrów dalej. Corvin uśmiechnął sie. Liczył na to, że mag będzie chciał zastraszyć niziołka swoją siłą, a tym samym będze marnował swą energię. Czekał spokojnie stojąc naprzeciw wejścia.
Mag pojawił sięw drzwiach z uśmiechem, a Pielgrzym patrzyl z satysfakcją, jak ten uśmiech topnieje, a oczy zwężają się na widok iaurhin'a. Zaskoczył go i zdenerwował. Doskonale. Zdekoncentrowany umysl jest dużo łatwiejszy do przełamania. Aura maga drżała niespokojnie.
Po krótkiej wymianie zdań, na zewnątrz chatki...
- Sprawdźmy na co Cie stać - Egzekutor zaciskając zęby z furią wyrzucił przed siebie prawą dłoń. Corvin instynktownie wyczuł mknący w jego kierunku pocisk z niesamowicie przyspieszonych cząsteczek powietrza. Szybka skoncentrowana myśl i właściwie ukierunkowany impuls przemieścił ciało Pielgrzyma kilka metrów w bok. Ręka iaurhin'a wyprostowala się, a otwarta dłon zatoczyła wokół niego sferę, tworząc energetyczna barierę.
- Ahh..jednak coś potrafisz. Doskonale! Będzie większa zabawa! - Egzekutor uśmiechał sie ale Corvin czytał z Jego aury jak z otwartej księgi. Był spięty.
- Stać mnie na o wiele więcej - swobodnie spoczywająca lewa ręka Corvina od kilku sekund kumulowała wokół dłoni cząsteczki powietrza. teraz wystrzeliła w kierunku maga, tworząc ostry dysk. W ostatniej chwili mag zdołał stworzyć przed sobą barierę, która z trudem powstrzymala pocisk.Jęknął by za chwilę zatoczyć swymi dłońmi wokół siebie.
Walczących otoczyły buchające wprost z ziemi płomienie.
- Troszeczkę Cię przypalimy! - oczy Egzekutora przepełniał obłęd. Ten człowiek był szalony. Doskonale. Jego wściekłość była zarazem największą słabością maga. Cale swe siły koncentrował na unicestwieniu swego przeciwnika. Wyczerpywał się szybko. Wystarczyło poczekać na odpowiedni moment.
Corvin wyciągnął swe dłonie ku górze. Skoncentrowwał sie i zaczął spowalniac ruch cząsteczek wokół siebie. Zmniejszał ich energię kinetyczną aż do całkowitego zatrzymania. Zwarty lodowy klosz otoczył ciało Pielgrzyma. Mag wścielke rzucił sie na barierę i począł w nią chaotycznie uderzać. Wyraźnie go to wyczerpywało ale nie myślał logicznie. Kierowała nim wściekłość i niepohamowana rządza mordu.
IaurHin odczekał kilka chwil aż zauważył, że bariera ustepuję po czym błyskawicznie skierowal impuls wgłąb siebie i przemieścił swe ciało poza ognista obręcz. W tej samej sekundzie wyrzucił obie dłonie przed siebie, ukierunkowując ruch cząsteczek powietrza w stronę ognistej ściany i znacznie je przyspieszając.
Ognisty podmuch uderzył wprost w Egzekutora. Odrzucając go o kilka metrów. Nie brakowało mu refleksu. Znow zdążył kontrowac siłę swoją własną, tworząc barierę.
Egzekutor ułożył ręce wzdłuż ciała i wylewitował kilka metrow w górę.
Corvin znow czekał.
Z dzikim grymasem na mokrej od potu twarzy, mag wyciągnąl dłonie w kierunku Pielgrzyma. W tej samej chwili wokół Corvina rozpętała sie energetyczna burza.
IaurHin zamknął oczy. Na jego skórze zaczęły zbierać się ładunki elektryczne, absorbowane z otoczenia.
Mimo zamknietych oczu widział gdzie znajduje się i co robi jego przeciwnik. W przypadku walki z drugim techmaturgiem, oczy nie sa potrzebne.
Egzekutor zbliżył się na odległośc metra. Na to czekał.
Uwolniony w ułamku sekundy ładunek elektryczny uderzyl z ogromną siła w maga, ciskając nim o pobliskie drzewo i pozbawiając na krótka chwile przytomności. ta chwila wystarczyła by Corvin znalazł się na nim i położył swe dłonie na jego klatce piersiowej.
Egzekutor otworzył szekoro oczy. Oczy tym razem pełne przerazenia. Wiedział, że przegrał. Czuł jak uchodzi z niego wszelka energia. Czuł jak iaurhin wolno lecz systematycznie opróżnia go niczym kielich. Ciało Egzekutora zaczęło marszczyć się i pękać. Oczy zapadły się a włosy zaczęły siwieć. Oddech stał się nierówny, suchy i pusty. Z wolna zaczęły pękać kości, członki więdły i usychały niczym liście. W ostatniej chwili iaurHin oderwał swe dłonie od ciała maga. Ledwo widoczna iskierka w oczach Egzekutora byla wszystkim, co w Nim zostało.
- Nie unicestwię Cię - Corvin wstał spoglądając na resztki tego, co kiedyś było dumnym techmaturgiem. - Umrzesz ale Twoja dusza wróci tam gdzie jej miejsce. Nie stworzę kolejnej luki. Nie nakarmię chaosu. Odejdź w pokoju...
Podniósł wzrok dopiero teraz dostrzegając wpatrzoną w Niego bladą twarz Willego.
- Tym jest wlaśnie techmaturgia drogi chłopcze. Tego właśnie chciałeś sie uczyć...