Autor Wątek: Przebudzenie  (Przeczytany 2136 razy)

Offline Marv

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 1767
  • Outsider
Przebudzenie
« dnia: 2006 04 17, 17:59:53 »
Tego wieczoru zachodzace slonce pozostawialo nienaturalnie czerwona lune na horyzoncie, ktora doskonale komponowala sie ze zblizajaca sie czernia nocy. Wiatr wial coraz mocniej. To co nieuniknione stawalo sie rzeczywistoscia. To co niegdys zapowiedziane, stawalo sie prawda. Pustka zostanie wypelniona. To co pogrzebane, powroci dozycia. To co uwiezione, zostanie uwolnione. Nadszedl czas.

 --- ---

Tego wlasnie wyjatkowego wieczoru Torin poczul, ze cos go wzywa. Energia wirowala w powietrzu. Jej nadmiar nigdy nie byl dla wojownika, az tak wyczuwalny. Koszmar, stojacy dotychczas spokojnie przed domem, zaczal przerazliwie rżeć. Z nozdrzy wydobywaly mu sie smugi czarnego dymu. Czarne, bezdenne slepia zwrocily sie w kierunku krwawej luny. Drow rowniez na nia spojrzal. Rubinowe oczy renegata zajarzyly sie rownie silnym blaskiem.

- MAAAAAGINCJAAAAAAA.. – uslyszal slaby, niewyrazny syk w swej glowie – DZISIIIIAJJJJJ... PRZYBAADZCIE WSZYSCY NA ME WEZWANIEEE. DZIIS BEDZIEMY SWIETOOWAC.

Wojownik dosiadl swego wierzcha i ruszyl pedem w kierunku opuszczonego miasta.
Pozostali juz czekali – Sludzy wszelkiego zla, istoty po ktorych nieustannie splywa krew niewinnych, ksiazeta chaosu, smierci, destrukcji. Zgromadzili sie wszyscy, przybyli na wezwanie swych bogow, Milczacego Morkara, Demonicznego Ylotha, Szalonego Dywadosa oraz Nieumaerlego Netherila.

- Tylko dzieki mocy mego Pana, obecne tu zastepy nieumarlych zdolaly opanowac to miasto. Jesli sprzeciwia sie mej woli, sprzeciwia sie samemu Netherilowi, a tym samym zostana unicestwione – syknal Erenen – Naprzod.

Armia Chaosu przedzierala sie przez miasto i gladko torowala sobie droge do wyznaczonego miejsca. Wszelakie zjawy, strzygi i kosciane twory ginely pod potega ich mieczy i magicznych zaklec. W koncu dotarli. Na piaskach wybrzezy magincji pojawil sie ogromny, zloty, wezowy stwor – poslaniec Ylotha, ktory swoimi slowami, przekazywal wole calej Trojcy. Wzniosl wysoko kostur i zasyczal.

- A wiec przybyliscie. Tak jak tego oczekiwal. Wysssssmienicie. Nie tracmy czasu ! – poslaniec wskazal swym kosturem na licha – Erenenie. Biorac pod uwage to, iz ta ziemia podlegla jest teraz hordom Nieumarlego, zostal zawarty pakt. Ty dostapisz zaszczytu prowadzenia rytualu, jako przedstawiciel najwyzszej Rady. – kiedy lich skinal glowa, przyjmujac tym samym powierzona mu rola, wezowy stwor poczal syczec glosniej i rzekl – Ustawcie sie wszystko w kregu. Ty, Erenenie, stan w jego centrum. Niechajjj sie rozzzzzpocznie....

Lich uniosl swe dlonie wysoko ku gorze. Spojrzal w czarne, bezdenne niebo, po czym rozpoczal recytacje.

- Netherilu ! Panie moj ! Tys, ktorego mroczne skrzydla niosa smierc ! Przyjdz i patrz na nas, albowiem otwarte sa wrota swiatow. To nasz czas ! – Kiedy to inkantowal, wezowy poslaniec poczal przemawiac w pradawnym jezyku demonow, prawdziwym jezyku jego pana, Ylotha. Wiatr sie zerwal, zagrzmialo, ziemia sie zatrzesla. Wokolo Erenena, kolejna zaczely wybuchac slupy ognia. Pochlonely tworzacych krag, jednak nie robily im krzywdy. Oczyszczajacy ogien przygotowywal miejsce na Jego przyjscie. – Wysluchaj nas ! Budza sie umarli ! Przejscie miedzy swiatem pogrzebanych, a swiatem zyjacych zostalo otwarte. Granica zostala przerwana ! Przybadz do nas ! ...

Po tych slowach, ziemia sie ponownie zatrzesla. Slupy ognia uniosly sie jeszcze wyzej. Piach wirowal na wietrze. Pod stopami licha zaczela wyciekac z ziemi czarna lepka maz. Coraz wiecej i wiecej. Nie rozlewala sie jednak, ale pietrzyla sie, przybierajac powoli owalny ksztalt. W koncu uformowala portal, wielkosci dwoch ludzi, z ktorego wydobywaly sie przerazliwe jeki umarlych.

- NADSZEDL...... CZAS ! – Zasyczalo Slowo Ylotha – ODDAJCIE MU CZESC. OTO ON POWRACA, BY NIESC CHAOS I ZNISZCZENIE.

Potworny blysk oslepil na moment wszystkich zebranych. Kiedy otworzyli swe, ujrzeli jezdzca na czarnym koniu, odzianego w piekna zdobiona szate. W prawicy swojej dzierzyl pulsujacy krwawym blaskiem ogromny miecz, w drugiej zas rece, okragla Tarcze Chaosu. Na piersi, widnial symbol Pana Destrukcji, samego Daywadosa.

- POKLONCIE SIE LORDOWI BLACKTHORNOWI !!

Herman i Vorster natychmiast padli na kolana i oddali czesc swemu panu. Torin sklonil nisko glowe i przylozyl miecz do piersi, idac za ich przykladem. Reszta pochylila sie i oddala mu czesc. Jedynie nekromanci stali obok niewzruszeni, nie uznaja oni bowiem nikogo innego procz Netherila.
Blackthorn usmiechnal sie paskudnie i spojrzal z duma na zebrany przed nim oddzial najwierniejszych, tych, ktorzy mimo jego odejscia nie zaprzestali swych dzialan.

- Tyle czasu minelo... Tak dlugo... me oczy nie widzialy.. tak dlugo... me usta nie mowily.. tak dlugo... me uszy nie slyszaly.. Tyle czasu. Ale dosc z tym ! Nagroda was nie minie. Dokonaliscie tego. Nie opusciliscie mnie. Nadeszla pora, aby dorwac te zakonne larwy i porozgniatac je jedna po drugiej ! Niechaj ta ziemia ponownie splynie krwia ! Niechaj zapanuje Chaos – jedyny i niepodwazalny twor jaki winien byl istniec od zarania !
Chwala moi rycerze ! – Wzniosl wysoko swoj miecz, ktory objal zebranych czerwonych blaskiem.

- CHWALA ! – zakrzykneli.
- Prowadzcie mnie teraz do Delucji... Prowadzcie mnie do mego domu.. ahhh.. tyle czasu minelo.. pora obmyslic plan.... W droge!


edit: drobna literowka ;)
There's nothing to lose, when noone knows Your name...

 

ult

  • Gość
Przebudzenie
« Odpowiedź #1 dnia: 2006 04 19, 12:43:00 »
Ciemne chmury znów zagościły na nieboskłonie Sosarii.W potędze i chwale przybył najwiekszy z wielkich, potężniejszy niż kiedykolwiek....łaknący zemsty i krwi...bardziej niż kiedykolwiek.
Czerwona łuna płomieni tańcząca w jego oczach zwiastowała nową ere...wielkiej potęgi chaosu....silniejszego niż kiedykolwiek.

Od dziś dnia wraz z rozbrzmiewajacym szczękiem mieczy i świstem morderczych zaklęć Delucja zapełniła się wiernymi wojskami tego, który niegdyś siał grozę w całym świecie.

Lord Blackthorn powrócił....strzeż się Britanio...czas zemsty nadszedł



P.S.
Błysnąłeś Marv.dziekuje za opis.

Offline Aruv

  • Administrator
  • Zarejestrowany
  • *****
  • Wiadomości: 4981
Przebudzenie
« Odpowiedź #2 dnia: 2006 04 19, 12:59:07 »
Przywódca Chaosu ponownie stąpa po ziemi Sosarii

Tego dnia chmury nad Magincją spowiły niebo gęstym szalem. Rozwścieczone fale uderzały z ogromną siłą o brzeg wyspy. Co pewien czas rozwidlony piorun przecinał niebo, rzucając namiastkę światła na skryte w mroku miasto.
Wielki przywódca nie powiedział jeszcze swego ostatniego słowa...


***

Generalnie dziwne, że z takiej wielkiej grupy tylko jedna osoba postanowiła to opisać. :wink:

Offline Vorster

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 250
Przebudzenie
« Odpowiedź #3 dnia: 2006 04 19, 13:25:18 »
Wybaczcie , nigdy nie opisywalem , nie mam do tego smykałki , wiec nie spodziewajcie sie po mnie opisów. ;o)

Offline Marv

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 1767
  • Outsider
Przebudzenie
« Odpowiedź #4 dnia: 2006 04 19, 16:42:59 »
Delucja – Miasto z reguly puste i ciche, w ktorym po odejsciu Blackthorne’a krolowal tylko wiatr, gdyz jej dotychczasowi mieszkancy woleli w terenie zajmowac sie tym, co im zostalo przeznaczone lub przesiadywali w bardziej dogodnych mejscach. Dzisiejszego dnia, az huczala od nadmiaru gosci. Zjechali sie do niej wszyscy rycerze zla, wszyscy, ktorzy swoja magiczna moc wykorzystywali w niecnych celach, wszyscy ktorzy parali sie mroczna, zakazana strona magii, mordercy, zlodzieje, lotrzykowie, a nawet i dzieci nocy. Wszyscy przybywali na wezwanie swego przywodcy, ktory w koncu powrocil by prowadzic swoje oddzialy sciezka krwi,smierci i chwaly. W koncu ustawili sie w zwarty trojszereg i zawolali na czesc swojego Lorda.

- To nasz dzien ! – zaczal Blackthorne – Dzien naszej chwaly ! Zaraz wyruszymy na stolice. Jak doskonale wiecie to dzien pogrzebu. I nie, nie powiem wam, ze to dzien pogrzebu Britisha ! Jego juz przed laty pogrzebalo DI swoim orezem. To dzien upadku Korony. Grzebiac Britisha, grzebia symbol dawnej wladzy ! A my im w tym pomozemy, moi drodzy rycerze ! Ku chwale Pana Naszego, Wladcy Chaosu, Daywadosu, Ku chwale Morkara i Ylotha ! Ku chwale trojcy ! Ku chwale Niesmiertelnego Netherila, ktorego to sily dzis nas w znaczym stopniu wspomoga. Nie miejcie litosci ! Posylajcie dusze niewiernych przed oltarze naszych Bogow ! Posilcie ich ! Aby mogli przybyc do nas i w swietle swej nieograniczonej mocy zakonczyc to co zostalo wprawione w ruch przed wiekami – zniweczymy panteon falszywych bozkow i zalejemy te ziemie krwia. Bedziemy swietowac ! – Kazdemu zdaniu Blackthorne’a wturowal entuzjastyczny okrzyk żądnej krwi armii. Po przemowieniu Lorda, tuz obok niego ziemia nieznacznie sie poruszyla. Z biegiem czasu szczelina sie rozszerzala i w oczom zgromadzonych ukazala sie otchlan, czarna jak noc.

- Krolestwo Netherila... – szepnal jedne z nekromantow.

I tak bylo w istocie. Z otchlanila wylonila sie niewiele jasniejsza, postac mrocznego licha, duzo wieksza niz te, dotychczas spotykane. Odziany byl w piekna, czarna, zdobiona szate, a w gnijacej dloni dzierzyl hebanowa laske ze zwienczeniem zrobionym z Krysztalu Nocy.
Popatrzyl swymi bezdennymi slepiami po zebranych.

- NIECH WIERNI MEMU PANU WYSTOPIA. – kiedy po tych slowach, armia Pana Smierci gromadzila sie wokol Dowodcy Gwardii Netherila, on sam stuknal kosturem kilka razy o ziemie o otworzyl przejscie na cmentarz stolicy. – PODAZAJCIE ZA MNA. RUSZYMY ZE SWIATYNI NASZEGO PANA. TAM PRZEKAZE WAM WSZELKIE INSTRUKCJE. – Znikneli w portalu.

- My natomiast zaatakujemy od strony poludniowozachodniego mostu – glownym wejsciem. Oczekiwac bedziemy na sygnal, na polanie, niedaleko miasta. Nasi szpiedzy powinni juz dzialac. Lada moment straznicy beda zwijac sie w agonii a trucizna wpuszczona do ich krwi bedzie ich palic od wewnatrz.
Dodatkowo, udalo nam sie zawiazac pakt z dziecmi nocy. Oni zaatakuja od strony swiatyni wraz z zachodem slonca. ZA MNA! – W towarzystwie wrzaskow i krzykow rozochoconej armii oraz szczeku oreza, zastepy chaosu, ruszyly na stolice.

* * *
Ulice Brytanni splynely krwia. Zwloki otrutych straznikow wrzucono do fosy okalajacej zamek. Chaosnicy zajeli wszystkie ulice. Ktokolwiek mial pecha znalezc sie na nich podczas najazdu ginal ku chwale Lorda. Obroncy zostali zepchnieci w obreb dwoch zamkow – glownego zamku lorda britishachronionego przez zastepy skrzydlatych wojownikow, oraz do swiatyni na wyspie. Przewazajaca sila agresorow nie dawala cienia szansy na porazke. Lord Blackthorne zatriumfowal ! Miasto dostalo sie pod panowanie mordercow, jednak glowne ostoje stolicy pozostaly nieruszone.
Od tego dnia, w Britanni krolowac bedzie chaos.
There's nothing to lose, when noone knows Your name...

Offline Sztyvny

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 780
Przebudzenie
« Odpowiedź #5 dnia: 2006 04 19, 17:34:31 »
Samotny wojownik powoli wjechal na przedmiescia Britanni. Cos bylo nie tak. Zawsze na moscie byl zatrzymywany przez straz. Teraz most stal pusty.
Rozejrzal sie, po czym ruszyl dalej. Im bardziej zaglebial sie w miasto, tym gorszy widok ukazywal sie jego oczom.
Upuszczony berdysz.
Rozbita barykada z nadpalonych mebli.
Plama krwi.
Zburzona sciana domu.
Rozkladajace sie cialo.
Smok uniosl leb pomrukujac lekko zaniepokojony. Wojownik poklepal go po szyi i ruszyl dalej. Chcial zbadac co sie tutaj stalo. Przeciez gdy wyjezdzal, to miasto bylo tetniaca zyciem metropolia. W oddali dostrzegl sylwetke. Ruszyl w tamtym kierunku.
Im blizej podjezdzal, tym lepiej widoczna stawala sie postac. Czerwona zbroja, czarny plaszcz, tarcza. Tarcza ze znakiem chaosu.
Postac dostrzedla wojownika, obrocila sie w jego kierunku. Zamarli. Ich spojrzenia spotkaly sie. Stali tak przez chwile a wiatr szarpal ich plaszcze.
Nagle odziana w czerwien postac zaatakowala.
Wojownik zrecznie uniknal ciosu, chlasnal przeciwnika halabarda po czym szepnal polecenie do smoka. Zwierze blyskawicznie zawrocilo i pognalo w kierunku skad przybyli. To nie byla jego walka...

Opuscil okolice Britanii bez zadnych emocji w sercu. Nie oplakiwal pokonanych ani nie cieszyl sie ze zwyciezcami. Bylo mu wszystko jedno. Poza drobnym wyjatkiem. To scierwo w czerwonej zbroi podnioslo na niego orez. Odplaci mu. Odplaci okrutnie. Ale nie teraz, niech oni tocza swe boje, niech przelewaja krew.
Czas zemsty nadejdzie...


Ot naszlo mnie na opis spacerku po Britt  :) [/i]

Offline s!

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 493
Przebudzenie
« Odpowiedź #6 dnia: 2006 04 19, 18:19:18 »
Marvel, ukryty talent :?:  8)

Offline Alvor_Lucard

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 462
Przebudzenie
« Odpowiedź #7 dnia: 2006 04 19, 22:17:49 »
fajne sztywny, fajne krotkie, tresciwe
*Mlask Mlask* Zastanawiasz się jak ciesze ryja kiedy płaczesz mi na PW o PK? - popatrz na Awatar :)

Offline Aiwass

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 325
Przebudzenie
« Odpowiedź #8 dnia: 2006 04 20, 10:16:53 »
niezle marvel :)