Delucja – Miasto z reguly puste i ciche, w ktorym po odejsciu Blackthorne’a krolowal tylko wiatr, gdyz jej dotychczasowi mieszkancy woleli w terenie zajmowac sie tym, co im zostalo przeznaczone lub przesiadywali w bardziej dogodnych mejscach. Dzisiejszego dnia, az huczala od nadmiaru gosci. Zjechali sie do niej wszyscy rycerze zla, wszyscy, ktorzy swoja magiczna moc wykorzystywali w niecnych celach, wszyscy ktorzy parali sie mroczna, zakazana strona magii, mordercy, zlodzieje, lotrzykowie, a nawet i dzieci nocy. Wszyscy przybywali na wezwanie swego przywodcy, ktory w koncu powrocil by prowadzic swoje oddzialy sciezka krwi,smierci i chwaly. W koncu ustawili sie w zwarty trojszereg i zawolali na czesc swojego Lorda.
- To nasz dzien ! – zaczal Blackthorne – Dzien naszej chwaly ! Zaraz wyruszymy na stolice. Jak doskonale wiecie to dzien pogrzebu. I nie, nie powiem wam, ze to dzien pogrzebu Britisha ! Jego juz przed laty pogrzebalo DI swoim orezem. To dzien upadku Korony. Grzebiac Britisha, grzebia symbol dawnej wladzy ! A my im w tym pomozemy, moi drodzy rycerze ! Ku chwale Pana Naszego, Wladcy Chaosu, Daywadosu, Ku chwale Morkara i Ylotha ! Ku chwale trojcy ! Ku chwale Niesmiertelnego Netherila, ktorego to sily dzis nas w znaczym stopniu wspomoga. Nie miejcie litosci ! Posylajcie dusze niewiernych przed oltarze naszych Bogow ! Posilcie ich ! Aby mogli przybyc do nas i w swietle swej nieograniczonej mocy zakonczyc to co zostalo wprawione w ruch przed wiekami – zniweczymy panteon falszywych bozkow i zalejemy te ziemie krwia. Bedziemy swietowac ! – Kazdemu zdaniu Blackthorne’a wturowal entuzjastyczny okrzyk żądnej krwi armii. Po przemowieniu Lorda, tuz obok niego ziemia nieznacznie sie poruszyla. Z biegiem czasu szczelina sie rozszerzala i w oczom zgromadzonych ukazala sie otchlan, czarna jak noc.
- Krolestwo Netherila... – szepnal jedne z nekromantow.
I tak bylo w istocie. Z otchlanila wylonila sie niewiele jasniejsza, postac mrocznego licha, duzo wieksza niz te, dotychczas spotykane. Odziany byl w piekna, czarna, zdobiona szate, a w gnijacej dloni dzierzyl hebanowa laske ze zwienczeniem zrobionym z Krysztalu Nocy.
Popatrzyl swymi bezdennymi slepiami po zebranych.
- NIECH WIERNI MEMU PANU WYSTOPIA. – kiedy po tych slowach, armia Pana Smierci gromadzila sie wokol Dowodcy Gwardii Netherila, on sam stuknal kosturem kilka razy o ziemie o otworzyl przejscie na cmentarz stolicy. – PODAZAJCIE ZA MNA. RUSZYMY ZE SWIATYNI NASZEGO PANA. TAM PRZEKAZE WAM WSZELKIE INSTRUKCJE. – Znikneli w portalu.
- My natomiast zaatakujemy od strony poludniowozachodniego mostu – glownym wejsciem. Oczekiwac bedziemy na sygnal, na polanie, niedaleko miasta. Nasi szpiedzy powinni juz dzialac. Lada moment straznicy beda zwijac sie w agonii a trucizna wpuszczona do ich krwi bedzie ich palic od wewnatrz.
Dodatkowo, udalo nam sie zawiazac pakt z dziecmi nocy. Oni zaatakuja od strony swiatyni wraz z zachodem slonca. ZA MNA! – W towarzystwie wrzaskow i krzykow rozochoconej armii oraz szczeku oreza, zastepy chaosu, ruszyly na stolice.
* * *
Ulice Brytanni splynely krwia. Zwloki otrutych straznikow wrzucono do fosy okalajacej zamek. Chaosnicy zajeli wszystkie ulice. Ktokolwiek mial pecha znalezc sie na nich podczas najazdu ginal ku chwale Lorda. Obroncy zostali zepchnieci w obreb dwoch zamkow – glownego zamku lorda britishachronionego przez zastepy skrzydlatych wojownikow, oraz do swiatyni na wyspie. Przewazajaca sila agresorow nie dawala cienia szansy na porazke. Lord Blackthorne zatriumfowal ! Miasto dostalo sie pod panowanie mordercow, jednak glowne ostoje stolicy pozostaly nieruszone.
Od tego dnia, w Britanni krolowac bedzie chaos.