Autor Wątek: Spichlerz  (Przeczytany 713 razy)

Offline Alkus

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 844
Spichlerz
« dnia: 2006 04 17, 23:14:03 »
Wiatr przemknal wokol neogotyckich wiez zamku. Kilka gargulcow ochryple zawylo, probujac znalezc noc w jaskiniowym sklepieniu tego miejsca. Kilka kolejnych gargulcow, osadzonych troche nizej, podrapalo sie po plecach, kruszac ich czesc. Miedzy kolumnami doryckimi, ktore byly zawsze modne i zawsze stylowe, przechadzal sie komendant garnizonu. Cmil spokojnie fajke, dosypujac co chwile ziola, ktore wpadalo w rozwichrzona walke fajczanego dymu. Pyknal spokojnie kolejna porcja nikotynowego oddechu, ktory przerodzil sie w stylowy bezksztalt. A moze ksztalt czy cokolwiek-ksztalt. No w kazdym razie z zadowoleniem popatrzyl na grupe zolnierzy sterczacej przed zamkiem. Dwoch z nich popychalo sie, probujac zerwac malutkie proporczyki przyszyte do ramion. Paru z nich, konkretnych indywidualistow, postanowilo udawac pustelnika i mysliciela w pozycji wrecz sokrateskiej spogladajac na cala rzeczywistosc dookola. Wkoncu grupa nie podlegla jego rozkazom zebrala sie w calosci przed zamkiem.
-bacznosc - powiedzial ze spokojem do grupy mlodzikow, ktorzy jeszcze przez chwile szarpali sie miedzy soba. Jednak na dzwiek glosu, ustawili sie w dwuszeregu, prezentujac bron. Zalozyl dlon za plecy, zas fajke wyjal z ust i jeszcze przez chwile trzymal jej niemal plonacy potencjal.
Przez chwile dyskutowali o wyznaczeniu przywodcy i fart, badz niefart, padlo na niego.
Przez chwile pomyslal o przewieszonym przez wieszak niepenym skorzanym worku, ktory czeka na niego w domu. Byl niemal pewien,  ze dzis wroci do domu wczesniej i zajmie sie swoimi sprawami. Pomyslal o nie do konca wyprofilowanych piersiach, malinowych sutkach, ktore jeszcze dzis mial zamiar przykleic do delikatnej skory, ktora blyszczala sie w swietle latarni jak gwezdziste jezioro bez dna. Niewidocznie wsunal dlon pod koszule i pomacal sie po brzuchu. Potem zsuwal dlon coraz nizej, az zimne palce dloni wyskocza ze spodni, prezentujac akt obrzydzenia. Powochal swoje palce. Skrzywil sie. Dopiero teraz zauwazyl, ze fajka sie dopala. Zgarnal ostatni oddech dogasajacej fajki. Przez chwile jeszcze pomyslal o pomalowaniu guzikow, ktore przyszylby na plecach, bardzo asekuracyjnie, aby nie rozciagnac skory na lopatkach. Juz teraz widzial siebie w lustrze. Tak nienagannie antycznego. Istotnie - grubego, ale posiadajacego status spoleczny. Pieknie umalowanego o rozanych, pelnych ustac, ponetnych piersiach i czulym usmiechu. W peruce. Rudej peruce. I z fallusem wcisnietym z pelnym bolem miedzy udami...
Wyrzucil popiol z fajki, strzepal jeszcze raz energiczniej niz sam moglby przypuszczac i rozejzal sie po zgromadzonych. Z usmiechem przywital ich, uscisnieciem dloni i przedstawil im plan, wczesniej zatwierdony przez Gillesa de Rais.


Hm.. no tak. nikt nie wiedzial, co ukrywa komendant garnizonu. Moze lepiej, zebyscie nie wiedzieli.. :]
Chyba jako jedynym udalo nam sie wykonac do konca zadanie;] wsumie bylo bardzo fajnie, procz paru ewenementow (lagi :>). Jednak to, ze kwest na taka skale jako-tako sie udal, jest jakims osiagnieciem.
the only thing worse than evil is apathy.