Autor Wątek: Wola Ylotha  (Przeczytany 532 razy)

Offline Parias

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 258
  • Szary Wilk
Wola Ylotha
« dnia: 2011 04 04, 19:51:59 »
...ręka zaciskała się coraz mocniej. Rytmiczne bicie serca stawało się coraz szybsze i mocniejsze. Krew spływała po jego ręce... jeszcze ciepła szkarłatnej barwy. Czarne oczy przeszywały przeciwnika. Twarz nie wyrażała żadnych emocji jakby nie było niczym nowym... rutyną niczym oddychanie. Ofiara poczuł gwałtowne i silne szarpnięcie... była to ostatnia rzecz w jego życiu jaką mógł poczuć. Powieki stawały się coraz cięższe, zapamiętywały ostatni widok... wysoką postać odzianą w zakrwawioną togę. Trzymała ona bijące jeszcze emanujące wonią życia demonie serce. Masywna rogata postać runęła na ziemie. Zakapturzona postać wpatrywała się w serce przeciwnika, które dzierżył w zakrwawionej dłoni. Drugą ręką zdjął kaptur ukazując tym swoje oblicze by poległy demon zabrał ze sobą twarz swojego oprawcy. Miał smukłą twarz o krwawej barwie skóry lekko zaostrzone uszy częściowo przykryte długimi kruczo czarnymi włosami. Pojawiający się szyderczy uśmiech ukazał śnieżno białe kły ostro zakończone. Zatopił ostre zęby w sercu przymykając oczy delektując się smakiem. Szarpnął mocno odrywając kawałek. Przeżuwając kolejny kawałek otworzył ślepia wgryzając się w ostatni... Krew spływała mu po brodzie... ociekała po todze. Przełknął ostatnią część krwisto-ciepłego serca rozkoszując się. Pochylił się nad ścierwem leżącego demona dobywając jadeitowego sztyletu. Wyrył znak Ylotha na piersi demona w tym samym momencie usłyszał rozchodzący się po komnacie głos. Rozejrzał się po pomieszczeniu jednak nikogo nie dostrzegł. Szepty wypełniały pomieszczenie i dały się słyszeć coraz bardziej, były nie zrozumiałe jednak zaczęły dezorientować postać. Schował sztylet i sięgnął po miecz. Obok wojownika pojawiła się młoda kobieta odziana w togę jej twarz częściowo zakrywał lekko porwany kaptur. Postać przyglądała się leżącemu demonowi... jej oczy, które były praktycznie takie same jak Teoza wpatrywały się w niego. Po sali rozległ się szaleńczy śmiech.

-Yloth przyglądał się tobie i podoba mu się co dla niego robisz... Dusze poległych wzmacniają go a on chce byś poznał swoje przeznaczenie.
- Kim jesteś by mówić w imieniu mego Pana ? Bluźnierstwo fałszywych kultystów karane jest śmiercią...
*kobieta przerwała słowa półdemona*
-Jestem wolą Ylotha, na wyspie zamieszkałej przez demony z której nie ma ucieczki a śmiertelni wzdrygają się na samą myśl obecności... znajduje się
*postać urwała zdanie po chwili dopowiadając* twoje przeznaczenie... Bądź jak dotąd posłuszny woli Pana i udaj się by się tam...
- Jeśli jesteś marną imitacją a twe słowa okażą się bełkotem szalonej kobiety odnajdę cię a wtedy to ja będę wolą Pana która zakończy twój żywot...
*ciało postaci zaczęło się dematerializować*


Wskoczył na smoka kierując się ku wyjścia z lochu. Kierując się w stronę księżycowej bramy w głowie słyszał te same nie zrozumiałe mu szepty, które odbijały się po ścianach lochu. Gdy dotarł już na północny brzeg zamieszkałej przez demonie imitacje wyspy Moonglow udał się w rejs ku wyspie na której wznosiła się brama pilnowana przez sługi Ylotha.
Pogonił smoka kierując się w głąb wyspy. Wokoło rozległ się donośny ryk. Teoz rozpoznał odgłos... mistyczny demon. Zeskoczył ze smoka szukając czegoś w plecaku. Wyciągnął lekko nasączony krwią worek rozłożył go na ziemi wyciągając z niego demonie serce. Karmił się sercem wchłaniając część siły pokonanego demona. Sięgnął po fiolki wypełnione demonią krwią polewając swą togę. Zażył czarnego grzyba wpadł w szał oddając się morderczej woli Ylotha. Wskoczył na smoka pędząc ku bram piekielnych. Minął pierwsze wrota, przed nim stanął mistyczny demon. Bez słowa rzucił się w stronę półdemona. Zeskoczył ze smoka przyjmując postawę obronną.

- Uklęknij bowiem jam jest protektorem Ylotha przybyłem byście oddali mu pokłon bowiem jemu zawdzięczacie swe marne żywota i potęgę.

Demon nadal pędził na wojownika. Teoz dał znak dla smoka wskazując napastnika po czym sam rzucił się szarżując na demona. W połowie walki na szczycie schodów prowadzących do wyniosłego słupa na którym osadzona była głowa Ylotha stanął strażnik pilnujący bram do piekła.

- Nie znajdziesz tu nic poza swoim końcem marna istoto.

Półdemon spojrzał na strażnika, który szykował się do ataku. Przeszył wzrokiem mistycznego demona jego czarne oczy plądrowały go od środka wzbudzając lęk. Mistyczny demon zdekoncentrowany zaczął biegać bez celu.

- Uklęknij i oddaj się woli Pana albo twa dusza mą będzie a siłę wchłonę wraz z twym sercem.
*wykrzyknął ochrypłym głosem wskazując dla smoka nowy cel*

Po chwili mistyczny demon doszedł do siebie i ruszył w stronę Teoza. Wojownik przyjmował uderzenia silnych demonich szponów próbując słonic się tarczą. Przykuty naporem mocnych uderzeń oraz magii powoli zaczął oddawać pole kierując się do tyłu. Wiedział, że długo tak nie wytrzyma. Wskoczył na smoka, zaczął manewrować unikając kolejnych ciosów odbijając prawie każdy czar skierowany w jego stronę. Co jakiś czas szarżując w stronę mistycznego demona powalił ścierwo na ziemię. Stał już tylko naprzeciwko strażnika pilnującego wejścia. Zeskoczył ze smoka przechylił butelkę, która wzmocniła jego skórę, była teraz twarda niczym skała. Walka była trudna jednak ostateczny cios wymierzył Teoz wbijając swoją katanę w klatkę demona.
Siedział na zakrwawionych zwłokach obrońcy świątyni jadeitowym sztyletem wycinając symbol Ylotha. Naciął skórę poległego wbijając rękę chwytając jeszcze bijące serce. Było ciepłe wręcz gorące. Nakarmił się sercem poległego kradnąc mu dusze. Skierował się w stronę bramy by zejść w głąb. Czuł, że to jeszcze nie koniec a jego furia rosła coraz bardziej. Podążał korytarzami skąpanymi płomieniami i magmą mordując gargulca za gargulcem. Zabił ich w swoim życiu tysiące wiedział dokładnie jak z nimi walczyć. Gargulec - imitacja marnego demonicznego miotu, szydził i gardził nimi. Korytarze doprowadziły go do ołtarza na którym stała wielka postać demona. Obok niej stał wielki ciemnej barwy demon.

- Czekałem na ciebie lecz nie spodziewałem się, że dotrzesz aż tutaj. Jednak teraz twój żywot dobiega końca i legniesz u mych stóp. Zabijcie go mój sługo!
*Ryknął wskazując wojownika*


Na ten znak ogromny gargulec rzucił się w stronę Teoza.
Demon spokojnie obserwował jak jego sługa chyli się pod naporem wymierzonych w niego ciosów. Gdy ścierwo gargulca runęło przed jego panem demon wydobył z siebie donośny i roznoszący się po korytarzach ryk.
Nie docenił jednak Protektora Ylotha, walka nie trwała długo. Półdemon rozczarował się iż tak wielka istota poległa tak szybko, jednak tak kończą te demony które uznały siebie za istotę doskonałą sprzeciwiając się tym Ylothowi bowiem to on daje siłę swym sługą.
Wskoczył na demona dobywając jadeitowego ostrza wycinając symbol Ylotha na piersi demona szepcząc słowa modlitwy naciął skórę wyrywając serce. Dostrzegł kobietę, która wskazała mu owe miejsce.

- Nie przeszkadzaj sobie, kontynuuj...

*protektor zaczął spożywać serce pokonanego wchłaniając jego dusze*

- Znakomicie, udało ci się twe oddanie wkrótce zostanie nagrodzone jednak czeka cie próba wiary... Udaj się do domu... domu krwi tam dopełni się przeznaczenie.
*kobieta zakończyła mowę nie czekając na reakcje ulotniła się*

Wskoczył na smoka kierując się ku wyjściu. Jechał dość powoli próbując sobie wyobrazić o jaki dom chodziło kobiecie. Powtarzał dom krwi... nagle jego oczy samowolnie się zamknęły ukazując owe miejsce. Gdy otworzył oczy był w innym miejscu. Rozejrzał się rozpoznając miejsce, bywał tu często polując na niewierne demony. Wybiegł kierując się w stronę ruin w których przelewana była wielokrotnie krew...
Gdy dotarł na miejsce wskazał gestem do smoka by został na zewnątrz. Dobył oręża i wszedł do środka. Rozglądał się ostrożnie idąc dalej.
Przed wojownikiem stała zakapturzona postać, jej toga była czarnej barwy. Bosa postać przemówiła lekkim kobiecym głosem.

- Kochanie, jesteś martwiłam się
*postać podeszła bliżej wyciągając ręce próbując objąć*
- Kochanie?
*przyglądał się postaci, która miała głos niczym jego żona*
*kobieta objęła Teoza*
- Luthien...
*powiedział nie kończąc, objął kobietę jedną ręką zaczął całować postać jednocześnie sięgnął po sztylet*

Kobieta ta wydobyła z siebie cichy jęk. Docisnął mocno sztylet przepijając serce obrócił sztylet kilkakrotnie.

*zbliżając głowę szepnął do ucha*
- Nie dorównujesz jej pod żadnym względem...
*nie dokończył zdania popychając konającą postać, która upadła na posadzce*
- a teraz zjedz jej serce..
*odrzekła postać w czerwonej todze wyłaniająca się z za ściany*
*nie spuszczając wzroku z wysłanniczki schował sztylet a następnie mieczem przebił pierś leżącej kobiety*
- To nie jest demon tylko marny sobowtór...
*nadgryzł strzępy podziurawionego serca resztę rzucając na ziemie*
- Przeszedłeś próbę wierności, bądź gotów gdy przyjdę ponownie...
*wypowiadała coraz ciszej kolejne słowa, postać ogarnęły płomienie a ciało zaczęło płonąć*

Dało się usłyszeć jak coś bełkocze niczym opętana, przenikając wzrokiem kobietę widział jak dusza uciekała z jej ciała. Po chwili został z niej tylko popiół...

Tak tak wiem błędy ale tak już mam, że robię ich duużo.
« Ostatnia zmiana: 2011 04 04, 20:34:57 wysłana przez Parias »

 

Offline Parias

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 258
  • Szary Wilk
Odp: Wola Ylotha
« Odpowiedź #1 dnia: 2011 04 17, 14:55:18 »
Niezrozumiałe szepty wypełniały jego głowę. Oczy przedstawiały coraz bardziej rozmyty obraz, w pewnej chwili zrobiło się ciemno a Teoz stracił przytomność. Powieki uniosły się ukazując znajome miejsce. Ołtarz splamiony krwią, stojąca przy ołtarzu młoda kobieta nie była mu znajoma. Cała się trzęsła jakby się czegoś bała. Głowę wojownika wypełniały słowa brzmiały niczym rozkaz.

Daj mi krwi człowieka, daj mi jej duszę.

Całkowicie posłuszny woli ruszył w stronę ofiary. Kobieta zaczęła uciekać panikować i błagać o litość, której nigdy już nie doświadczy...
http://img163.imageshack.us/f/qest1.png/
Poczuł wielką ulgę gdy zabierał jej niewinną duszę jadeitowe ostrze wchłaniało całą energie życiową z jej ciała...
Zbliżył się do kobiety, chciał coś powiedzieć...
Padł na ścierwo kobiety nieprzytomny.

http://img860.imageshack.us/f/qest2.png/
Ocknął się rozglądając - znajdował się w Yew. Nie pojmował jak się tu znalazł...
Poczuł wielki ból... uniósł głowę do góry krzycząc. Wraz z narastającym bólem jego krzyk przeradzał się w donośny rozlegający się po mieście demoni ryk. Chwycił dłońmi czepiec zaciskając ręce pociągnął w dół. Czuł jak ciało się zmienia, jak skóra na plecach pęka uwalniając szkielet skrzydeł. Na głowie lekko zakrzywione do przodu rogi czarnej barwy...

Offline Parias

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 258
  • Szary Wilk
Odp: Wola Ylotha
« Odpowiedź #2 dnia: 2011 10 04, 04:57:42 »
Raz kolejny głowę przepełniały szepty tym razem nasilały się szybciej i były głośniejsze. Teoz pochylał się właśnie nad truchłem mistycznego demona. Wchłaniając kolejną dusze buntownika...
Wokoło zrobiło się ciemno powoli odsłaniając obraz znajomego ołtarza(dla wtajemniczonych możne być ołtasz)znajdującego tuż w przedsionku piekła. Postać w krwawej todze czekała już na niego.

- Jesteś tu by dowieść swoją wartość ostatni raz. Coś lub ktoś może nawet to ty sam... sprowadził twą dusze do świata żywych. Może już zauważyłeś pojawiającą się coraz częściej słabość...okazywanie ludzkich słabych uczuć... Nie możesz się wahać jak śmiertelny. Dlatego udaj się by przypieczętować swój wybór, udaj się do opuszczonego domu w którym były dokonane straszliwe i wielokrotne mordy. Idz tam zadecydujesz kim chcesz zostać.
*ton postaci był srogi brzmiał niczym rozkaz*

Nie zdążył nic powiedzieć postać znikła a ślepia kolejny raz poza mrokiem nic nie dostrzegały.
Pojawił się w okolicy Yew. Krótką chwile myślał o jakim miejscu mowa była...cóż to za dom.
Na myśl przyszedł mu zrujnowany dom w którym składał swoje ofiary oraz ostatnio uśmiercił sobowtóra własnej żony. Ruszył tam natychmiast pewien siebie.
Na miejscu panowała niepokojąca cisza jednak wiedział po co tu przybył. Bez wahania zeskoczył z Sha Kanna kierując się w stronę pozostałości drzwi frontowych. Dobył kosy wchodząc do środka czarnymi ślepiami przeszywał pomieszczenie cegłę po cegle. Trwało to chwilę bowiem płomień jaki wypełnił ruinę odepchnął go ku wyjścia. Zaparł się trzonkiem kosy o posadzkę. Skóra stwardniała czując płomienie a oczy nabrały ognistego błysku.
Teoz powoli dostrzegał kontury postaci w zanikającym ogniu. Chwilę później spojrzał z niedowierzeniem. Zacisnął silne dłonie na orężu rzucając ostatnie słowa w stronę przeciwnika.

- Marna imitacja... kolejny sobowtór legnie przede mną

*postać zaśmiała się po czym krzyknęła donośnym głosem*
- Jestem Tobą Teozie, Twoim sumieniem, Twoimi uczuciami...Twoją duszą. Wzywałeś mnie więc jestem. Nie walcz ze mną to daremne jesteś słaby...
*postać uśmiechnęła się szyderczo*
- Ty wciąż ją kochasz, masz ludzkie uczucia...

Demon nie zamierzał słuchać dalej.

- To były Twoje ostatnie słowa i chwile spędzone na tym świecie... Niech sam Yloth zabierze Cie z powrotem w ognie piekielne gdzie miejsce Twoje na sile przysięgi mu danej...
*wydobywając z siebie demoniczny ryk rzucił się w stronę swej duszy*

Ta jednak była szybsza mijając blok trafił prosto w pierś. Uderzenie było tak silne iż Teoz wyleciał z pomieszczenia na zewnątrz lądując na ziemi. Wskazał cel chimerze rozkazując by zniszczyła cel. Jednak Sha Kann tym razem nie podołał przeciwnikowi Demon w ostatniej chwili zawrócił sługę wskakując mu na grzbiet cisnął kosą w przeciwnika jednocześnie dobywając tarczy i miecza.

Walka trwała długo jednak ostatecznie szpony Demona zatopiły się w ścierwie poległego wyrywając mu esencje pozwalającą zmaterializować się na tych ziemiach.
Poczuł ulgę a wszelkie wątpliwości nagle znikły, przysięga musi zostać wypełniona...

Offline Parias

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 258
  • Szary Wilk
Odp: Wola Ylotha
« Odpowiedź #3 dnia: 2011 10 04, 17:45:43 »
Słońce kończyło swoją wędrówkę po nieboskłonie tworząc piękną poświatę okrywającą horyzont. Teoz zmierzał traktem wzdłuż brzegu pośpieszając Sha Kanna. Zaczęło się, odrzekł przeciągły i wibracyjny głos. Demon spadł z wierzchowca puszczając przy tym kose. Wydał z siebie piekielny ryk bólu, który roznosił się po puszczy Yew. Klęczał podpierając się rękoma zaciskając dłonie z bólu. Kości zaczęły pękać a zbroja opadła na ziemię. Wystające kości z barków zaczęły się wydłużać pokrywając twardą skóra. Skrzydła się rozpostarły a krzyk bólu zamieniał się w furie mordu. Ciało Teoza stało się masywniejsze i kilkakrotnie większe.

- Zabij... zabij i udowodnij swą przydatność i wierność...
*powiedział głos w jego głowie*

Obłęd w oczach wielkiego ponad drzewa demona skierował się na Sha Kanna. Zwierze próbowało się bronić... Teoz karmił się swym wiernym towarzyszem rozszarpując jednocześnie ochłapy mięsa wokół siebie aż dotarł do serca. To co smakowało mu najbardziej z cielesnego pożywienia, ciepłe jeszcze lekko bijące serce...
Kończąc serce poczuł po raz kolejny ból jednak znacznie mniejszy, mógł powstrzymać się przed krzykami czy słabością fizyczną. Przed oczyma dostrzegł siebie... wędrującego do pamiętnego zniszczonego budynku. Poruszał się swobodniej niż kiedykolwiek a wokół pulsowała ledwie widoczna poświata. Mrugnął oczyma dostrzegając rzeź. Spojrzał na swoje dłonie. Były całe w krwi skóra była popękana a ból w górnej części pleców narastał. W tym samym momencie na twarzy pojawił się zaskakujący uśmiech. Opasał się przepaską z demonich skrzydeł i ruszył przed siebie przyśpieszając kroku. Jakaś siła skłoniła go do biegu, nie wiadomo czemu poczuł się silniejszy a nawet ciało podążało prawie tak szybko jak wzrok. Zatrzymał się rozejrzał wokoło przyjrzał się sobie próbując zrozumieć. Ręce same zaczęły się a usta wymawiać słowa In Vas Main...
Poczuł jak rany się zasklepiają, to było dziwne a jednocześnie zaskakujące. Czuł jak demonia krew uwalnia w nim swą esencje. Ruszył  w stronę krwawego domu...
http://imageshack.us/f/262/beztytuudki.jpg/
Postać, która ukazała się w przejściu łączący te ziemie z otchłanią piekielną mówiła dalej.

- Nie mamy czasu do stracenia Pan domaga się byś odszukał i powstrzymał ekspedycje Methestela zaszyła się w starych ruinach Czarnobrodych. Ruszaj i siej zniszczenie...
*powiedziała ochryple na koniec rzucając w stronę Teoza szatę splamioną krwią z piekieł*
- załóż to pomoże Ci dopełnić misji i uchroni przed magią Methestela.
*wręczyła medalion*
- masz, użyj tego by wiedzieli kto Cie przysyła.

Przywdział togę i ruszył do odległych ziem gdzie żyli czarno brodzi. Im bardziej się zbliżał tym większą czuł woń wroga. Chwycił talizman szepcząc słowa modlitwy wysławiając Ylotha. Poczuł jak jego śmiertelne ciało się zmienia i przybiera prawdziwych kształtów ukazując jego prawdziwe oblicze. Przybierając postać potężnego dmemona czół się doskonale bowiem to było jego prawdziwe oblicze które posiada przekraczając bramy piekielne a na ziemi musi się męczyć w tym mizernym śmiertelnym ciele jednak takie są konsekwencje opuszczenia piekła by aż tak nie zwracać na siebie uwagi śmiertelnych a jego misja tego wymagała. Któregoś dnia sam Yloth przekroczy bramę piekieł a wtedy będzie mógł przybrać swoje prawdziwe oblicze na zawsze siejąc zniszczenie...
Demon ruszył przed siebie czując coraz mocniej dusze przeciwnika. Pierwszą ofiarą gniewu Pana padli strażnicy stojący przed odkopaną grotą. Bezlitośnie rozszarpywał truchła podążając dalej. Jego celem był akolita i zaklęty kostur Methestela. Podążając już tunelami starej siedziby Czarnobrodych słyszał rozlegający się alarm i krzyki ludzi... Demon szykujcie się!
Ręce demona wygestykulowały samowładnie magiczną energie i wzniosły ściany na wyjściu z pomieszczenia.

- Nie uciekną
*ryknął ruszając przed siebie*

Ściany i posadzka coraz bardziej robiły się czerwone od krwi wyznawców. Po splądrowaniu komnat stał przed ostatnim włazem, pchnął go mocno wchodząc do środka. Pomieszczenie było puste znajdowała się jedynie dźwignia na która nie zwrócił uwagi kierując się prosto do równoległych drzwi. Mocował się z nimi długo, próbował otworzyć magią jednak te ani drgnęły. Solidna krasnoludzka robota zabezpieczona prawdopodobnie starożytnymi runami... Odwrócił się rozglądając po pomieszczeniu raz jeszcze. Podszedł do dźwigni jednak nie rozumiał słów na niej wyrytych. Chwycił i pociągnął drzwi ani drgnęły. Jego cierpliwość powoli się kończyła, szarpnął mocniej dźwignie dociskając ja do samej ziemi o kolejne dwa stopnie. Wrota otworzyły się a z korytarza dobiegały słowa jakiejś modlitwy i niebieskie pulsujące światło. Czuł obecność Methestela jego magia była tam silna... To na pewno tam. Demon złożył skrzydła lekko się pochylając przeszedł przez korytarz. Gdy wszedł do pomieszczenia znajdującego się na końcu korytarza niebieskie światło oślepiało go jednak dostrzegł kilka postaci stojących przed jakimiś wirami magi. Rozpostarł skrzydła przykrywając połowę komnaty wydobywając z siebie ryk tak silny iż stare kamienne ściany się zatrzęsły i lekko zaczęły się gdzieniegdzie obsuwać. Niebieska poświata ustała a postacie zaczęły się odwracać. Jednak zanim to zrobiły sługa Ylotha chwycił głowy akolitów i mocnym szarpnięciem wyrwał je rzucając na posadzkę na której powiększały się kałuże krwi wokół ciał. Kapłan Methestela stojąc bezradnie kierował pogróżki w stronę Teoza. Demon roześmiał się podchodząc bliżej czuł narastający strach, słyszał szybsze bicie serca. Kapłan w ostatniej chwili próbował podjąć walkę jednak było już za późno. Skierowana wiązka magi uderzyła go oszołamiając. Pochylił się nad ofiarą wysławiając Ylotha szydząc z Methestela oznajmiając nieuniknioną klęską jego słabego Boga. Przycisnął go wielkim kopytem ręką chwytając głowę wyrywając ją. Zabrał głowę i kostur. Kierując się ku wyjściu niszczył i zawalał korytarze, wyrwał dźwignie by nikt nie mógł wejść do pomieszczenia. Przed samym wyjściem chwycił ślepego uzdrowiciela za łeb uderzając nim o ścianę paląc zwłoki wyszedł na zewnątrz. Zawalił wejście przygniatając je wielkim włazem.
Rozpostarł skrzydła i wzbił się w powietrze kierując się do miejsca w którym objawiła się wola pana.
docierając na miejsce przyjął swoją śmiertelną postać oczekując objawienia.
Portal otworzył się a w nim ponownie ukazała się postać kobiety.

- Widzę, że spełniłeś wole... połóż tu łeb i kostur.
*postać chwyciła kostur z szaleńczym śmiechem*
laska błysnęła niebieskim światłem a za chwilę czerwonym przybierając nowy kształt i barwę. Kopnęła głowę kapłana śmiejąc się.

- Dobrze się spisałeś Yloth jest z Ciebie zadowolony. Nos togę dopóki ją masz ochroni Cie przed wyznawcami Methestela. Bądź gotów gdy na każde wezwanie!
*wycedziła rozkazującym tonem ostatnie słowa powoli znikając w otchłani*