Lichej postury kupiec sięgnął do niedużej skórzanej torby. Pomacał, pogmerał i potarmosił. Po chwili w jego dłoni pojawiła się słusznego rozmiaru parówka, której samotność przerwała nadgryziona bułka. Panie i panowie - śniadanie mistrzów. Pierwszy kęs jest zawsze najlepszy, bo potem to w taką żującą rutynę wpadamy. Niedługo potem lekkie szarpnięcię, odgłos konia (który jednak nam pomógł) i uwaga - ruszyliśmy.
A drogi przed nami było sporo, 7 dni jak nic. Jednak czymże jest taki okres czasu, gdy narażeni jesteśmy na ataki bandytów, nieprzychylną pogodę, kapryśne dzieci nocy czy zwyczajne porażenie nozdrzy od tygodniowej toaletowej absencji, skoro w krainie do której zmierzamy nasze towary to czysta egzotyka!
Obłowimy się i przez następny rok będziemy leżeć do góry brzuchem.
Kończąc ten górnolotny wywód, kupiec dmuchnął na zdobioną figurkę i przetarł ją rękawem. Karawana ruszyła...