niematerialny, ulotny lancuch pojedynczych czastek, ktory zawladnal ciezkim i otechlym powietrzem wcisnal sie pod wieko sarkofagu. Maly, ledwo doslyszalny impuls zakolysal gdzies na granicy doslyszalnosci w uszach.. ofiar? Gwiazdy wychylily swe cyrkularne lby spomiedzy chmur, zerkajac na ziemie. Widoczne byly jak przez jeden, jedyny oddech. Przyciagniecie do siebie istoty wiatru, polkniecie go i rownie szybkie zanikniecie z wszelkimi konsystencjonalnymi pokrewienstwami.
Po paraboli propabilitosci poruszaly sie upierdliwe muchy, ktore podnosily poziom swojej adrenaliny, probujac uciec przed agresywnym wiatrem, ktory w kazdej chwili mogl przyszpilic je do sciany, stargac z nich skore i napwac sie widokiem tego, co tworzyly. To bylo podniecajace.
Para onomatopeicznych slow zadygotala przed wejsciem, w alkoholowym amoku odbijajac sie od scian. Niezwykle natezenie znaczen i nierozgarnietych prawd rzeczywistych swiadczylo o czyms istotnie wyjatkowym. Nie, zeby byl to priorytet, ale sam fakt skladania poklonu przez gwiazdy byl dosc interesujacy.
Bo niektorzy czasem potrzebuja patrzec jak rzeczy umieraja...
W kazdym razie kolejne slowa, zamienione w roznobarwne robaki, pelzajace, toczace sie lub kulace do sarkofagu sprawialy wrazenie o wiele silniejszych, niz mogly byc w istocie. Kolejne znaki, jak nektar i pyl wielobarwnych, najpiekniejszych kwiatow i lisciach pierzastego pawa osiadaly na fikcyjnej polrzezbie Przedwiecznego, odciskujac na nim swoje biale slady stop.
Rytual trwal w najlepsze...
Chcialem powiedziec, ze to byl moj pozegnalny poki co kwest, do ktorego pewne osoby przygotowywaly sie dosc dlugo. Dziekuje teraz oficjalnie wszystkim moim podopiecznych i innym czlonkom ekipy za wspaniala zabawe :] Napewno sie jeszcze spotkamy, choc do konca nie znam dokladnego terminu mojego powrotu. Mam nadzieje, ze reszta zgromadzonych cos dopisze i zostawi mi istotna czesc na opis postaci prowadzonej przezemnie... :]