Autor Wątek: Zagubione dzieci  (Przeczytany 1484 razy)

Offline arab

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 99
  • Zakamuflowany Niemiec
Zagubione dzieci
« dnia: 2011 09 17, 01:29:58 »
Dzień zapowiadał się standardowo czyli popić, pobawić i spać.

Bank Yew
*Wyciąga butelkę krasnoludzkiego spirytusu z plecaka*
Krasnolud jeszcze nie przyłożył butelki do ust a już słyszy głos dobiegający z drugiego końca banku
-Nie będę po Tobie sprzątała!
-Bankiereczko pikno, zapywniom, zy po mni nigdy zys ni musiolo sprzotoc. *uśmiechnął się szeroko*

Krasnolud starał się nawiązać bliski kontakt z bankierką, zapraszał ją do Twierdzy, zachęcał bogactwami, jednak wszystko na nic, został spławiony i wywalony z banku.
Idąc do żeglarza aby dopłynąć do Cove, krasnolud prosił Storna o piękną kobietę.. piękną jak ta bankierka z Yew.

Cove
Gdy zszedł z łodzi i kierował się ku wyjściu z portu zauważył zjawiskowo piękną kobietę. Stała taka bezbronna i uśmiechała się do niego. Na twarzy krasnoluda pojawił się uśmiech jakby woda morska zamieniła się w spirytus.
-Hej!
-Vemu
W mgnieniu oka zjawiła się ona obok krasnoluda opierając się o jego ramie, ubrana była w krótką czarną tunikę a przepasająca ją wstęga dodawała jej niebywałego uroku, te nogi, te pośladki, ten uśmiech.. te ciało! Krasnolud stał jak wryty, nie spodziewał się tak szybkiej reakcji Storna na jego prośbę.
-Idziemy do karczmy? - delikatnym głosem zaproponowała kobieta
-Chodźmy - niepewnym głosem odpowiedział krasnolud
Otwierając drzwiczki z portu i przepuszczając kobietę przodem nie odrywał oczu od tych nóg, nie mógł uwierzyć szczęściu, w końcu miał przy sobie baryłkę spirytusu i piękną kobietę.

W karczmie:
Ledwo co zdążyli zasiąść przy stoliku ze świecą a młoda dama już stała obok Fascoda przedstawiając się.
-Jestem Kamytla, młoda, piękna ... - mówiła tak szybko, jakby recytowała
- i skromna.. - przerwał lekko zniesmaczony krasnolud
Szybko usiadła na krzesełku obok lekko rumieniąc się.
-Podobasz mi się - szybko dodała
- Fascod Zharrad-Grund In Glorio mnie zwą -dodał spokojnym głosem po czym powoli spuścił rękę na kolano ślicznotki
-Może wyglądam na bezbronna ale rękę mogę upierdolić! - twarz kobiety nie pokazywała żadnych emocji aż po krótkiej chwili wybuchnęła śmiechem
Fascod uśmiechając się zabrał rękę z kolana Kamythli, rozmowa toczyła się dalej. Po krótkiej chwili poprosiła go o przysługę.
-Wyświadczysz mi drobną przysługę? I nie są to zakupy..
-Hym.. Jaka to zos przysluga cu?
-Szukam czwórki dzieci, dzieci mojej siostry
- Se siostro zgubiola bajtle to se je znojdzie, z jokiej okozji jo mom je szukoc?

- A kolanko ładne mam? - wysunęła nogę spod stołu przy tym uśmiechając się kusząco
- Przysługa za przysługę - dodała bawiąc się naszyjnikiem wiszącym nad jej piersiami
Po chwili milczenia Fascod zapytał: - Kaj te bajtle mogo być?
- Pytaj w Cove i Yew, jak czegoś się dowiesz ja zgłoszę się do Ciebie - mówiąc to powoli zbliżała się do Fascoda aby usiąść mu na kolanach. Ręce Fascoda wędrowały po przepięknym ciele kobiety a gdy chciał ją pocałować ona rozpłynęła się w powietrzu bez słowa.
-Cu za czort?! - krasnolud siedział jak wryty przez kilkadziesiąt minut po czym od barmanki dowiedział się, że jedno dziecko było widziane w Cove, najprawdopodobniej zostało przygarnięte przez jednego z mieszkańców tego miasta.


Czy odnajdzie resztę dzieci? Czy zjawiskowa kobieta wyświadczy mu przysługę?  ;D

Starałem się opisać jak najlepiej, talentu do pisania nie mam także jest co jest.. :) Dzięki za dobrą zabawę. :)
robiłem screeny ale program nie załapał :(

« Ostatnia zmiana: 2011 09 25, 00:01:17 wysłana przez arab »

 

Offline arab

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 99
  • Zakamuflowany Niemiec
Odp: Przysługa za przysługę
« Odpowiedź #1 dnia: 2011 09 24, 23:19:59 »
Wesele Devy i Vergila

Rozmowa na przyjęciu zeszła na temat dzieci, Fascod dowiedział się od Lostary Yil, że na wychowaniu ma jedno dziecko - wiosnę. Idealnie pasuje do szukanego przez Krasnoluda dziecka.

Dowiedział się wielu szczegółów które to poruszyły go do szybszej pracy przy szukaniu dzieci. Już następnego dnia z rana ma zamiar wyruszyć w miasta aby pytać władz o porzucane dzieci, czy uda mu się odnaleźć pozostałą trójkę?

Offline arab

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 99
  • Zakamuflowany Niemiec
Odp: Zagubione dzieci
« Odpowiedź #2 dnia: 2011 09 27, 22:59:38 »
Tak jak zamierzał, ruszył z rana na poszukiwania, wpadł na Lostarę Yil z którą to po krótkiej rozmowie wyruszyli w kierunku jej domu. Dowiedział się od niej, że dziewczynka wspominała o swojej matce, dziewczynka twierdziła iż mówimy na nią Matka Natura, Lostara nie poruszała już tego tematu.
W domu zobaczył śpiącą małą nimfę, postanowili jej nie budzić-popatrzeli po czym zeszli na dół.  Lostara dodała, że dzieci szuka demon, Fascod zaniepokoił się tym faktem, ponownie postanowił za wszelką cenę odnaleźć te dzieci jak najszybciej, szybciej od demona.





Yew
Siedząc jak zawsze w karczmie spotkał Corvina Mayere którego to spytał o dzieci, tak jak czynił to z każdą napotkaną osobą.
Rozmawiał z nim dosyć długo, Krasnolud powiedział mu o nich wszystko co wie, oraz to czego chce się jeszcze dowiedzieć, Corvin sprawiał wrażenie osoby która wszystko na ten temat doskonale wie, jakby sam w tym siedział. Po pożegnaniu się z Corvinem poskładał całą rozmowę w całość, wywnioskował, że to on musi opiekować się kolejnym dzieckiem. 


Pozostała dwójka, czy pojawią się nowe poszlaki które pomogą odnaleźć kolejne dziecko? Oby demon nie był szybszy...
« Ostatnia zmiana: 2011 11 06, 16:48:16 wysłana przez arab »

Offline arab

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 99
  • Zakamuflowany Niemiec
Odp: Zagubione dzieci
« Odpowiedź #3 dnia: 2011 09 30, 20:40:07 »
Yew

Kolejny dzień spędzany w karczmie, kolejne butelki spirytusu traciły swoją zawartość. Śnieg padał, Fascod pił, nic nadzwyczajnego, jednak niespodziewanie do Krasnoluda przysiada się piękna kobieta. Początkowo pijany Krasnolud nie poznał kobiety, myślał, że to pierwsza lepsza panienka, jednak to była ona.. kobieta z Cove. Szeroko otworzył oczy, na blat wystawił drugą pełną butelkę, starał się nie bujać na boki a słowa wypowiadać wyraźnie.
-I jak? Jak poszukiwania? - zapytała kobieta
-Dwo, wim kaj są dwo.
-Świetnie! - uśmiechnęła się słodko zakładają nogę na nogę



Krasnolud zdradził kobiecie wszystko czego dowiedział się przez czas poszukiwań, powiedział kto ma jakie dzieci, dosłownie wszystko czego się dowiedział. Dostał kilka wskazówek które powinny mu pomóc w dalszych poszukiwaniach. Po odejściu kobiety Krasnoluda ogarnęły wątpliwości, czy kobieta chce go tylko wykorzystać do odnalezienia dzieci, no właśnie, co zrobi z dziećmi? Siedział tam jeszcze przez długi czas pijąc spirytus, wpadł na pewien pomysł, jednak czy pomysł okaże się dobry? Czy uda mu się go zrealizować? 

Zapraszam na kolejne odcinki :D
« Ostatnia zmiana: 2011 11 06, 16:47:24 wysłana przez arab »

Offline Lindi

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 963
  • Nitrogliceryna
Odp: Zagubione dzieci
« Odpowiedź #4 dnia: 2011 09 30, 20:45:10 »
To pewnie przedstawicielka siatki pedofilów sosaryjskich ;D
"koń amazonki fabularnie jest tak z nią zżyty że w gdy ona pada to jemu pęka serce z żalu."  :D

Offline Gucio

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 1405
Odp: Zagubione dzieci
« Odpowiedź #5 dnia: 2011 10 01, 14:17:46 »
To pewnie przedstawicielka siatki pedofilów sosaryjskich ;D

Przyznaj się!

Offline Lindi

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 963
  • Nitrogliceryna
Odp: Zagubione dzieci
« Odpowiedź #6 dnia: 2011 10 01, 14:45:58 »
Tak przy wszystkich?  ::)
"koń amazonki fabularnie jest tak z nią zżyty że w gdy ona pada to jemu pęka serce z żalu."  :D

Offline Gucio

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 1405
Odp: Zagubione dzieci
« Odpowiedź #7 dnia: 2011 10 01, 15:07:40 »
Tak przy wszystkich?  ::)

Pamiętaj co mi obiecałaś...

Offline arab

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 99
  • Zakamuflowany Niemiec
Odp: Zagubione dzieci
« Odpowiedź #8 dnia: 2011 10 02, 20:51:49 »
Wskazówki które dostał oraz długie poszukiwania zaprowadziły Krasnoluda do Cove. W mieście tym spotkał Sinthie z którą to wdał się w długą rozmowę, długo przekonywał kobietę i towarzyszącego jej Malkolma do swoich dobrych intencji, tłumaczył im, że woli butelkę spirytusu jak szukanie dzieci, jednak... tu chodzi o ich bezpieczeństwo. Po długiej rozmowie udało się ich przekonać i ruszyli w stronę domu.


Domek Sinthi
Wchodząc do domu nie zamienili wiele słów, Sinthia wskazała na górę gdzie się udali aby zobaczyć dziecko.

Spoglądając na dziecko z góry Fascod poczuł chłód, dreszcze przeszły jego ciało. Nie mówili nic i zeszli na dół aby porozmawiać nie budząc dziecka. Spytał towarzyszy czy im także zrobiło się zimno, potwierdzili zdanie Krasnoluda.
-A winc zima - powiedział krasnolud
-*Kobieta przytaknęła tylko*
-Nu tu wimy koj je zimo i wiosno, tyro musim namowić Corvina coby ze nomi wspolprocowol, licza na Woszo pomoc!
-Pomożemy, porozmawiamy z nim, zabierzemy jeszcze Lostare - odpowiedziała Sinthia
-Mom genialny plon! - głośno powiedział Krasnolud z wyraźnym podekscytowaniem na twarzy
-Ino trzo nom wszystkich - dodał zmieniając ton na normalny.
Długo opowiadał wtajemniczonym o swoim planie, Sinthia i Malkolm zgodzili się, muszą jeszcze zapytać Lostarę i namówić Corvina. Trójka dzieci odnaleziona, gdzie jest czwarte? W jakim mieście ma szukać? Być może pojawi się jakiś nowy trop który pozwoli odnaleźć dziecko, zobaczymy.
« Ostatnia zmiana: 2011 11 06, 16:46:21 wysłana przez arab »

Offline arab

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 99
  • Zakamuflowany Niemiec
Odp: Zagubione dzieci
« Odpowiedź #9 dnia: 2011 11 06, 14:20:21 »
Nie widzi mi się to opisywanie, no ale nie ma kto wyręczyć :)


Długie poszukiwania zakończyły się sukcesem! łatwo nie było, jednak keg dobrego spirytusu załatwi wszystko. Przekupił spirytusem pewnego wojownika z Yew który to pokazał dom opiekuna czwartego dziecka.
Opiekun nie był początkowo skory do rozmowy, jednak po chwili zorientował się, że krasnolud przyszedł z poważną sprawą i jest pokojowo nastawiony.
    Gospodarz zaprosił go do domu, zasiedli przy stole a krasnolud szybko zaczął mówić jaki jest cel jego wizyty. Opowiadać zaczął od początku, od tego jak kobieta z Cove poprosiła go o przysługę odnalezienia dzieci, wtedy też uśmiech zszedł z twarzy gospodarza, krasnolud zauważywszy reakcje człowieka uśmiechnął się i uspokoił go.

-Jo obre intyncje mom, ni chco skrzywdzić bajtli, ino byzpiczyństwo chco im zapywnić. Podobno jokiś demon tyż ich szuko, ni moży być coby szybcij ody mni odnolozl je.
-Co zrobisz jak je znajdziesz? Czy kobieta która prosiła Cię o przysługę jest godna zaufania?
Z wielkim uśmiechem na twarzy krasnolud odpowiada -Ha! Nu baba myśli, ży na glupiego trefiła! a tu psikus.. trefiła no mnie! Jo si wykiwoć ni dom, oj ni. Plon mom toki, coby wszystkiek bajtle do jednyj chałupy przywlec, wszystkich opikunów wroz z nimi a baba samo mnie znojdzie i przylezie, jok bydzi miolo zle intencje to... krasnolud mocno zacisnął pięści -bydzi tygu żałowoć!
Wypił pół butelki krasnoludzkiego sirytusu po czym z uśmiechem na twarzy zapytał: -Zotym dobrzek trofil? Waść opikuje si bajtlem?
-Możliwe.. - niepewnie odparł gospodarz. Po wypowiedzeniu tych słów do pokoju wbiega dziecko, karłowaty niziołek.






-Czyli rocjo, obre to so wszystkiek! Piknie! Gospodarzu, znolozl zek już wszystkie dzieci, tyroz musimy spotkoć si wszyscy i porozmowioć. Plan mój już żyś poznoł, innygu wyjścio ni widzo, zbieremy je do kupy i zoboczymy czego baba chcy.
Wyjaśnił gospodarzowi kto opiekuje się resztą dzieci, po czym wdał się w rozmowę z Olirithem bo tak nazywał się malec. Niziołek chciał się pochwalić krasnoludowi co złapał, zgodził się na to Fascod jednak nie spodziewał się tego co zobaczy.



Przy stole zapanowała cisza, wszyscy popatrzeli na siebie z przerażeniem, nie wiedzieli co zrobić. Dziecko schowało kruka do plecaka i jak gdyby nigdy nic z uśmiechem na twarzy bawiło się widelcem. Nie wiedział, że Czarny Kruk nie zapowiada nic dobrego..
Niziołek pobiegł do siebie pobawić się, a gospodarza odwiedził stryj z którym to wdał się w rozmowę.





Chwilę po zakończonej rozmowie ze stryjem w domu rozlega się dźwięk pukania do drzwi. Przybył czerwonoskóry łysol w czarnej todze o nieprzyjemnej twarzy.



Gospodarz zaprosił przybysza do stołu, wyraźnie nie spodobało mu się to, że krasnolud przebywał w domu. Przybysz nalegał aby oprowadzić go po całym domu, koniecznie chciał zobaczyć wszystkie pokoje, wyraźnie czegoś szukał. Wróciwszy na dół, do stołu, zaczęła się rozmowa.



Krasnolud już wiedział, to ten demon o którym wspominała Lostara Yil. A demon który szuka dzieci i Czarny Kruk nie przyniosą nic dobrego. Przybysz poprosił gospodarza o wierzchowca i odjechał, a krasnolud i człowiek poszli do ogrodu porozmawiać na świeżym powietrzu. Rozmowę coś przerwało


Był to głos dziewczynki, błagający głos. Obaj Panowie szybko chwycili za broń i ruszyli do domu, niestety tam nic nie znaleźli, nie wiedzieli co czynić, ledwo radzili sobie z nerwami. Zorientowali się, że dziewczynką-wiosną opiekuje się przecież Lostara, gospodarz padł z przemęczenia i wrażeń, pobiegli więc we dwóch do Scara, stryj gospodarza i krasnolud. W Scara spotkali Lostarę która płakała, lamentowała, że nie dopilnowała dziecka, na całe szczęście okazało się, że dziecko zatruło się jedzeniem i nic mu nie będzie. Czarny scenariusz, że dziewczynka została zabita przez demona się nie sprawdził. Lostara wynajęła opiekunkę dla dziecka i zgodziła się przenieść dziecko do domu w którym mieszka niziołek. Uzgodnili, że poproszą o to samo Sinthię, a następnie wspólnie porozmawiają z Corvinem. Nie pozwolą aby dzieciom stała się krzywda, razem stawią czoła tym, którzy będą chcieli je skrzywdzić.





Dzień następny

Tajemniczy list jaki dostał Krasnolud kazał mu iść do dzielnicy biedy w Minoc. Tak też zrobił. To co zobaczył przyprawiało go o mdłości. Odpadające tynki, brud, żebracy na ulicach, brudne i głodne dzieci.. Co to ma być? Długo szwendał się po dzielnicy aż wpadł na pewnego żebraka.. Oczywiście musiał dostać kilka złotych monet zanim zaczął cokolwiek mówić. Krasnolud pokazał mu list jaki otrzymał, okazało się, że list został wysłany przez żebraka na polecenie czerwonoskórego łysola. Dobrze płacił także żebrak z chęcią wypełniał jego polecenia, następnym poleceniem było zapytanie czy widział skamieniałą kobietę na kolanach u hydry. Fascod nie widział tam nigdy niczego takiego także postanowił się tam wybrać. Jeszcze przed jego odejściem żebrak zatrzymał go i pokazał mu białą urnę z trzema monetami, miał wylosować zaraz po powrocie od hydry.



W drodze powrotnej wysłał gołębia do Sinthi i Lostary aby odwiedziły Minoc.
Spotkali się wszyscy razem w jednym z namiotów w Minoc, tam też żebrak wyciągnął urnę i mieli losować. Żebrak prosił o określenie cech charakteru dziecka jakie maja pod opieką a następnie o wylosowanie monety, Sinthia dobrze wykonała zadanie, niestety Lostarze podwinęła się noga..karą za to miała być klątwa na dziecko jakim się opiekuje, Hearta z dziewczynki radosnej i wesołej miała zmienić się w smutną.



Następnego dnia losował opiekun dziecka które upolowało kruka i Fascod w zastępstwie za nieobecnego opiekuna. Krasnolud wybrał złą monetę ale dobrze określił charakter dziecka, zatem nic mu nie groziło. Jego towarzysz wypełnił zadanie dobrze w całości.
Te dzieci także były bezpieczne, lecz co z Heartą..?




Powrót z Minoc
-Spotkania, wizyty, jak ja tego nie lubie - mruczy pod nosem.
Po "wizycie" w dzielnicy Biedoty wracają w ponurym nastroju do domu.
Odwiedzają po drodze dom Wedrowca, niestety wybrał‚ się w kolejną  podróż, ale przed wyjazdem prosi o opiekę nad podopieczną.
Burzliwa dyskusja, spory, kto się zaopiekuje Alea.
Fascod jest już prawie zdecydowany, ale ostatecznie decydują się ze lepiej będzie jak zamieszka z bratem.
« Ostatnia zmiana: 2011 12 09, 19:48:50 wysłana przez arab »

Offline zmijka

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 30
Odp: Zagubione dzieci
« Odpowiedź #10 dnia: 2011 12 09, 14:40:29 »
Pojawił się drobny epizod w którym poszukiwaliśmy Fascoda, a potem dalsze części które wspólnymi siłami jeszcze dzisiaj opiszemy :)

Offline Estel

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 160
  • Courage is immortal.
Odp: Zagubione dzieci
« Odpowiedź #11 dnia: 2011 12 09, 15:40:21 »
Jak to tak ze ona chorobowa jest? - Spytała Cheysulia Lostarę z lekkim zdziwieniem na twarzy. - Złe sny miewa, które męczą ja jak tortury jakieś. Koszmar w pełnym tego słowa znaczeniu... - odpowiedziała Lostara ze smutkiem w oczach - ale znam kogoś kto mógłby nam pomoc - i wtedy to siedząc przy roztrzęsionej Hartei która otulona za dużym płaszczem sprawiała wrażenie jakby bała się coś powiedzieć doszły do wniosku, że należy się udać na bagna to pewnej wiedzmy.

Hartea co prawda została w domu, ale Cheysulia i Lostara wyruszyły niezwłocznie w te odległą krainę - liczyło się przecież zdrowie psychiczne dziecka, zwłaszcza takiej kruszynki jak Hartea. Kraina ta zewsząd zamknięta górami do której dostać się można było jedynie przez wąskie przesmyki lub długie korytarze jaskiń, skrywała w sobie wiele tajemnic. Wiele
odkrywców i poszukiwaczy miało by tutaj wiele radości, badając ja kawałek po
kawałku, jednakże dziewczyny nie miało na to czasu. Czas naglił, a wiedziały tylko orientacyjnie gdzie może skrywać się stara wiedźma. Mimo dość nie sprzyjających warunków, jak smród który unosił się nad bagnami i
grząskiego gruntu, podróżniczkom udało się dojść do starej wiedzmy, która z
początku nie była najmilej nastawiona...

-Czego chcą? I co szukają? - padło z ust wiedzmy.
-Szukamy rady i odpowiedzi na nurtujące nas pytania - odpowiedziały dziewczyny niemalże chórem - wiedźma, w typie materialistki, nie chciała się podzielić tym co wiedziała, ale kilka łyków trunku, nieco dobrego jadła i otaczająca ich
chmura dymu tytoniowego sprawiły ze atmosfera znacznie się poprawiła.

'Duszny wieczór na bagnach przy ognisku do pieczenia ryby' - Wyjątkowej jakości obraz [Namalowała: Cheysulia]

Kilka posunięć księżyca i już wiedziały, już znały odpowiedz: Dwa kamienie w jaskini  wstydu - Wszystko dobrze, wszystko ładnie i pięknie. Droga znana, sakwa pełna ziół, kołczan pełen strzał, konie napojone, i wiele odwagi w sercu mimo że to kobiety dość waleczne, ogarniał je niepokój. Chodziło przecież by przynieść ulgę dziecku. Malej zielonej istotce, której samo spojrzenie chwyta za serce.
Zapadła decyzja - potrzeba nim silnej męskiej ręki, która pewnie chwyta za miecz, i która nie boi się zejść głęboko pod ziemie by pomoc dwom dziewczynom, a docelowo malej dziewczynce.

Decyzja jednogłośna - przyda się ktoś. Ogromne skupienie malowało się na twarzy Lostary kiedy inkantowała zaklęcie. Blask światła, kilka iskier i jakby spod ziemi otworzyła się magiczna brama, w która weszły...

W Yew jak to w Yew. Gwar, szum, dużo ludzi - Ktoś tu pewnie będzie chętny - powiedziała Lostara i właśnie w tym momencie Cheysulia wpadła na Erala. - Wita Chey go - skłoniła lekko głowę i wzięła Lostare pod ramie - To jest Lostara, a to jest Eral, dobrze wojownikuje on - przytaknęła głowa i zatarła ręce. Cheysulia nigdy nie miała najlepszej ogłady i nie owijała w
bawełnę, wiec prosto z mostu wypaliła - Chce iść ze nami na wyprawu?Eral zgodził się rzecz jasna, wszak przypinka rekruta na jego zbroi zobowiązywała do pomocy, ale i tak bardzo chciał. Nie wiadomo czy to za sprawa urody dziewczyn, czy może faktycznie miłowali niebezpieczeństwo i przygodę, czy tez może kierowała nimi chęć zarobienia -
ale dołączyli do nich jeszcze: dzielny zbrojny Rennard Knag i Bor Brethill - choć może nie wyglądał jak żółw, potężny i ociężały to z niezwykła wręcz gracja posługiwał się swoimi zabójczymi ostrzami, choć Cheysulia miała w głowie jego obraz jak wpada w przeciwników jak zwinięty jeż, to jednak największy obowiązek spoczął na szerokiej tarczy Rennarda..

Drużyna przedzierała się przez grupy szczuroludzi z łatwością jakby się nożem wodę kroiło. Metr po metrze schodzili niżej, i niżej w głąb góry, a korytarze wydawały się jakby miały się nie skończyć. Tropiciele nie zawiedli, i w ciemności dopadli małego, świszczącego przez zęby szczuroludzia,  który już na przywitanie próbował jednej z osób zrobić krzywdę.

Nie boi się on, Chey nie chce krzywda zrobić - kręcąc głowa zapierała się Chey i wyjęła w jego stronę smażone steki - wiedzmu mówiła, że ma on to co interesowania nas robi, pewnego kamieniu... - i rzeczywiście miał, ale tylko jeden...
-Olag nie powie wam kto ma drugi, i tego wam tez nie odda. Chyba ze łuczniczka  obieca mu ze go uzdrowi...
-Chey zrobi co w jej mocy...
- w sumie Cheysulia nic nie obiecała, ale nowy, porośnięty futrem przyjaciel oddal im kamień i wskazał kto ma następny - choć raczej wolały tego nie wiedzieć.

Musiały mieć dwa kamienie, za dwa kamienie dawały dwie opcje: przywrócić szczurzemu normalna postać, lub uwolnić Hartea'e z koszmarów. Puk co jednak, musieli się skopić nad zdobyciem drugiego kamienia, który dzierżyła
bestia znad podziemnego jeziora, z którym kilku miało bliższe spotkanie. Udało
im się jednak, po długim czasie ciężkiej walki obalić bestie. Co prawda potem mieli jeszcze niezaplanowane spotkanie z demonem, ale o tym jest inna historia.

Udało się wiec! Maja dwa kamienie! Pozostał tylko wybór komu darować jakby drugie życie. Cheysulia padała na twarz, wiec wróciła do domu, Lostara w tym czasie użyła kamieni by pomoc Hartea'i..
<-click

Offline zmijka

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 30
Odp: Zagubione dzieci
« Odpowiedź #12 dnia: 2011 12 09, 16:29:21 »
Dzień po opisanych wyżej wydarzeniach:

Jest ranek. Lostara siedzi w swojej chatce nad Zatoką. Jest zima, ale w pomieszczeniu jest bardzo ciepło. Hartea ostatnio ciągle narzeka na chłody. Dokładają więc co i rusz drew do paleniska. Hartea śpi jeszcze, nakryta po uszy niedźwiedzim futrem.

Lostara trzyma w rękach dwa kamienie. Jeden kamień ma ostre brzegi, które mogłyby pokaleczyć. Drugi jest nienaturalnie ciepły. Wzdycha kilkakrotnie, wracając w myślach do dnia w którym w wyniku splotu nieszczęśliwych wydarzeń, ściągnęła klątwę na swą wychowankę, po czym stwierdza, że nie ma co się ociągać. Trzeba udać się z powrotem na bagna, zapytać wiedzmę, co sądzi o ich wczorajszych znaleziskach.

Przyzwyczajona do częstych wypraw i życia w biegu szybko jest gotowa do drogi. Kilka ziaren poźniej już wspina się na siodło i wyrusza w drogę na bagniska, wcześniej przejeżdżając kilkakrotnie pod oknami Cheysulii, sprawdzając czy towarzyszki polowań nie ma przypadkiem w domu.

Rozmowa z wiedźmą jest krótka i treściwa. Wyraźnie wiedźmie brakuje już cierpliwości do tak licznych odwiedzin. Wychodzi na to, że odpowiedzi na pytania należy szukać w Osadzie Wiedźm.

Jednak zanim się tam uda, Lostara składa jeszcze jedna obietnice. Wiedźma z Bagien, żąda o niej,  aby jeśli w trakcie wyprawy, znajdzie jakiś przedmiot, natychmiast go jej zwróciła. Nie zastanawiając się cóż to może być, i czemu przedmiot ów jest obiektem zainteresowania wiedzmy, ani, że wiedźma wie więcej na temat kamieni niż mówi, zostaje złożone kolejne przyrzeczenie...
« Ostatnia zmiana: 2011 12 09, 16:34:02 wysłana przez zmijka »

Offline arab

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 99
  • Zakamuflowany Niemiec
Odp: Zagubione dzieci
« Odpowiedź #13 dnia: 2011 12 09, 16:36:44 »
.

Offline zmijka

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 30
Odp: Zagubione dzieci
« Odpowiedź #14 dnia: 2011 12 09, 17:13:37 »
W osadzie wiedźm Lostara, Sinthia i Fascod, znaleźli wspaniały, wykuty z czerwonej rudy sztylet. Udało im się też połączyć oba kamienie.

Lostara nie poświeciła broni zbyt wiele uwagi i nie namyślając się, nic a nic i nie pytając nikogo o zdanie, popędziła co koń wyskoczy na bagna. Broń oddała wiedźmie, a potem korytarzami magii wróciła do domu. Dała kamień Harteii, która trzymając go w rączkach od razu zasnęła. Po obudzeniu się los Harteii odmienił się, po klątwie nie było śladu.

W międzyczasie małą osadę nad Zatoką, którą Lostara zamieszkuje już od kilku lat, mając za sąsiadki Lee Eliroth i Cheysulie z Ashey'ów odwiedzili goście. Z Zagubionych Krain powrócili już Sinthia i Fascod. Trzeci z gości był niespodziewany. Był to starzec, którego poznali w dzielnicy biedoty w Minoc. Starzec był posłańcem kogoś, kogo tożsamości nie chciał ujawnić. Przekazał im dwie stare księgi.

Z początku sceptycznie zaczęli je kartkować, ale potem okazało się, że treść ksiąg traktuje o Magii Strachu i jest związana z bronią, która wczoraj mieli przez chwilę w rękach, a którą bez namysłu oddała...

Przez kilka następnych nocy Lostara ma kłopoty ze spaniem. Myśl o odzyskaniu sejmitara, stała się dla niej pewną obsesją. Niezliczoną ilość razy czytała starą księgę. Któregoś dnia o świcie zdecydowała się pojechać na bagna i zażądać od wiedzmy zwrotu artefaktu. Nie była przygotowana, że wiedźma odda jej przedmiot po dobroci. Przecież wyraźnie chciała go dla siebie.

Po wysłuchaniu nowego roszczenia wiedźma wybuchnęła złowieszczym śmiechem. Pokazała na trzęsawiska wokół siebie i rzekła:

-"To co tam wrzucę nigdy nie wypływa. Weź łopatę i szukaj jeśli chcesz".

Obłąkana wiedźma nie chciała sejmitara dla siebie...Wyrzuciła go do bagna, aby go unieszkodliwić...
« Ostatnia zmiana: 2011 12 09, 18:49:54 wysłana przez zmijka »