Jak to tak ze ona chorobowa jest? - Spytała Cheysulia Lostarę z lekkim zdziwieniem na twarzy. -
Złe sny miewa, które męczą ja jak tortury jakieś. Koszmar w pełnym tego słowa znaczeniu... - odpowiedziała Lostara ze smutkiem w oczach -
ale znam kogoś kto mógłby nam pomoc - i wtedy to siedząc przy roztrzęsionej Hartei która otulona za dużym płaszczem sprawiała wrażenie jakby bała się coś powiedzieć doszły do wniosku, że należy się udać na bagna to pewnej wiedzmy.
Hartea co prawda została w domu, ale Cheysulia i Lostara wyruszyły niezwłocznie w te odległą krainę - liczyło się przecież zdrowie psychiczne dziecka, zwłaszcza takiej kruszynki jak Hartea. Kraina ta zewsząd zamknięta górami do której dostać się można było jedynie przez wąskie przesmyki lub długie korytarze jaskiń, skrywała w sobie wiele tajemnic. Wiele
odkrywców i poszukiwaczy miało by tutaj wiele radości, badając ja kawałek po
kawałku, jednakże dziewczyny nie miało na to czasu. Czas naglił, a wiedziały tylko orientacyjnie gdzie może skrywać się stara wiedźma. Mimo dość nie sprzyjających warunków, jak smród który unosił się nad bagnami i
grząskiego gruntu, podróżniczkom udało się dojść do starej wiedzmy, która z
początku nie była najmilej nastawiona...
-Czego chcą? I co szukają? - padło z ust wiedzmy.
-Szukamy rady i odpowiedzi na nurtujące nas pytania - odpowiedziały dziewczyny niemalże chórem - wiedźma, w typie materialistki, nie chciała się podzielić tym co wiedziała, ale kilka łyków trunku, nieco dobrego jadła i otaczająca ich
chmura dymu tytoniowego sprawiły ze atmosfera znacznie się poprawiła.
'Duszny wieczór na bagnach przy ognisku do pieczenia ryby' - Wyjątkowej jakości obraz [Namalowała: Cheysulia]Kilka posunięć księżyca i już wiedziały, już znały odpowiedz: Dwa kamienie w jaskini wstydu - Wszystko dobrze, wszystko ładnie i pięknie. Droga znana, sakwa pełna ziół, kołczan pełen strzał, konie napojone, i wiele odwagi w sercu mimo że to kobiety dość waleczne, ogarniał je niepokój. Chodziło przecież by przynieść ulgę dziecku. Malej zielonej istotce, której samo spojrzenie chwyta za serce.
Zapadła decyzja - potrzeba nim silnej męskiej ręki, która pewnie chwyta za miecz, i która nie boi się zejść głęboko pod ziemie by pomoc dwom dziewczynom, a docelowo malej dziewczynce.
Decyzja jednogłośna - przyda się ktoś. Ogromne skupienie malowało się na twarzy Lostary kiedy inkantowała zaklęcie. Blask światła, kilka iskier i jakby spod ziemi otworzyła się magiczna brama, w która weszły...
W Yew jak to w Yew. Gwar, szum, dużo ludzi - Ktoś tu pewnie będzie chętny - powiedziała Lostara i właśnie w tym momencie Cheysulia wpadła na Erala. -
Wita Chey go - skłoniła lekko głowę i wzięła Lostare pod ramie -
To jest Lostara, a to jest Eral, dobrze wojownikuje on - przytaknęła głowa i zatarła ręce. Cheysulia nigdy nie miała najlepszej ogłady i nie owijała w
bawełnę, wiec prosto z mostu wypaliła - Chce iść ze nami na wyprawu?Eral zgodził się rzecz jasna, wszak przypinka rekruta na jego zbroi zobowiązywała do pomocy, ale i tak bardzo chciał. Nie wiadomo czy to za sprawa urody dziewczyn, czy może faktycznie miłowali niebezpieczeństwo i przygodę, czy tez może kierowała nimi chęć zarobienia -
ale dołączyli do nich jeszcze: dzielny zbrojny Rennard Knag i Bor Brethill - choć może nie wyglądał jak żółw, potężny i ociężały to z niezwykła wręcz gracja posługiwał się swoimi zabójczymi ostrzami, choć Cheysulia miała w głowie jego obraz jak wpada w przeciwników jak zwinięty jeż, to jednak największy obowiązek spoczął na szerokiej tarczy Rennarda..
Drużyna przedzierała się przez grupy szczuroludzi z łatwością jakby się nożem wodę kroiło. Metr po metrze schodzili niżej, i niżej w głąb góry, a korytarze wydawały się jakby miały się nie skończyć. Tropiciele nie zawiedli, i w ciemności dopadli małego, świszczącego przez zęby szczuroludzia, który już na przywitanie próbował jednej z osób zrobić krzywdę.
Nie boi się on, Chey nie chce krzywda zrobić - kręcąc głowa zapierała się Chey i wyjęła w jego stronę smażone steki -
wiedzmu mówiła, że ma on to co interesowania nas robi, pewnego kamieniu... - i rzeczywiście miał, ale tylko jeden...
-Olag nie powie wam kto ma drugi, i tego wam tez nie odda. Chyba ze łuczniczka obieca mu ze go uzdrowi...
-Chey zrobi co w jej mocy... - w sumie Cheysulia nic nie obiecała, ale nowy, porośnięty futrem przyjaciel oddal im kamień i wskazał kto ma następny - choć raczej wolały tego nie wiedzieć.
Musiały mieć dwa kamienie, za dwa kamienie dawały dwie opcje: przywrócić szczurzemu normalna postać, lub uwolnić Hartea'e z koszmarów. Puk co jednak, musieli się skopić nad zdobyciem drugiego kamienia, który dzierżyła
bestia znad podziemnego jeziora, z którym kilku miało bliższe spotkanie. Udało
im się jednak, po długim czasie ciężkiej walki obalić bestie. Co prawda potem mieli jeszcze niezaplanowane spotkanie z demonem, ale o tym jest inna historia.
Udało się wiec! Maja dwa kamienie! Pozostał tylko wybór komu darować jakby drugie życie. Cheysulia padała na twarz, wiec wróciła do domu, Lostara w tym czasie użyła kamieni by pomoc Hartea'i..