Dzień finalnyMieli już wszystkie księgi, mieli wszystko co potrzebne było do wykonania rytuału, jednak czy będą w stanie opanować beshiv? Czy opanują Magię Strachu? Dokładnie zapoznali się z zawartością wszystkich ksiąg. Teoretykami byli dobrymi, jednak to może nie wystarczyć do poprawnego wykonania rytuału.
Śmiałkowie wyruszyli na wyspę na której mieszkała Stara wiedźma wraz ze swoim mężem. Powiedzieli wiedźmie o swoich zamiarach, jednak ta stanowczo im tego odradzała, była prawie pewna, że nie będą w stanie opanować przywołańców bądź też ich pokonać. Nie zrobiło to na nich większego wrażenia, poszli szybko w odpowiednie miejsce i się zaczęło...

- Patrzcie, wymarzone miejsce do odprawienia rytuałów - wskazuje figurę przed jednym z domów.
Zdenerwowani, pełni napięcia, Sinthia uważnie układa składniki niezbędne do rozpoczęcia rytuału.
- Uważajcie aby ktoś nie wszedł w środek, żeby ktoś kręgu nie przerwał!!!
Puszcza wokół nich ożywa nagle, pośrodku kręgu wyłania się spod ziemi niekształtna chmura z zarysem małej sylwetki dziecka.
- Olirith!!!
- Chcemy odpowiedzi na pytania, skąd sie wzieły te dzieci, jak je uratować, wszystkie?
Krąg nagle słabnie, Beshiv wydostaje się na wolność, rozpoczyna się walka. Po kilku niepowodzeniach udaje się pokonać pierwszą przeszkodę, udało się uratować pierwsze z czterech.

- Czas na następna próbę, jedno już bezpieczne.
Opatrują rany po walce, naprawiają ekwipunek, zbierają siły. Sinthia wznawia rytuał. W kręgu pojawia się kolejny cień.
- Poprzedni śmiałkowie przypłacili to życiem - rozlega sie szyderczy głos.
- My ocalimy je wszystkie, odpowiedz, kto chce ich śmierci?
Beshiv-zła wypowiada potężne zaklęcie, atakuje bez ostrzeżenia, drużyna rozbiega sie bezładnie. Kilka chwil walki, kilka chwil niepewności, ale w końcu udaje się pokonać kolejną Beshiv. W chmurze mgły ukazuje sie sylweta kolejnego dziecka.
- Kto to, Hartea czy Alea?
- Alea, ona tez juz bezpieczna - uśmiech radości na twarzach.
- Lostaro, teraz Twoja kolej, na następny rytuał nie mam juz sił.
- Więc spróbujmy razem, Lostara bedzie prowadzić, my wesprzemy, chociaż duchem, a jak czas przyjdzie to i ciałem.
Lostara naprawia uszkodzony krąg, wznawia inkarnację. Nagły błysk, w kregu ukazuje sie sylwetka kolejnej Beshiv, Rara Beshiv-Zwątpienie.
- Czego chcecie?
- Wiedzy o dzieciach.
- Wiedzy.... - postać wykonuje nieznaczny gest.
- Jak to jest nie móc się poruszyć? - Beshiv mierzy kolejno wzrokiem postaci, oglada je uważnie jakby szukała słabego punktu.
- Nieciekawie, coż można zrobić jak się jest zamrożonym.
Na pomoc zaczynają przybywać kolejni śmiałkowie, którym nie jest obcy los dzieci.
Niespodziewany atak, cała drużyna pada,zostaje tylko jedna osoba która odciąga Zwątpienie i po kolei wskrzesza śmiałków.
- Witaj Nesso, witaj Renn.
- Ta jest mocniejsza od pozostałych, chyba potrzebne wsparcie, trzeba pomoc wezwać, sami chyba nie damy rady.
Do grupy dołącza Antheramis i Fryen - teraz powinnismy dac radę.
Trzask łamanych drzew, zbliża się Zwątpienie. Rozpoczyna się krwawa potyczka.
- Ustawcie się, najlepiej na plaży, tam miejsca najwięcej. Pilnować się tylko, nie przeszkadzać sobie.
Chwila chaosu, chwila zwątpienia, ale jednak dają radę kolejnemu Beshiv. Nad zwłokami ukazuje się cień kolejnej postaci, grubego chłopca.
- Ferdek, moje maleństwo - okrzyk radości.
- Przed nami ostatnia próba, najtrudniejsza zapewne.
- Odpocznijmy troche i do roboty. Czas to zakończyć.
- Te stwory karmią się strachem, nie dajcie się zastraszyć. Już czas.
W lesie ukazują się stada żab, w kręgu majaczy kolejny cień - Hana Beshiv-Lek.
- Oddaj nam ostatnie dziecko, troje już wyrwaliśmy siłą.
- Jeśli nie oddasz po dobroci ciebie też czeka los pozostałych.
- Kretyn
- O kim mówisz? o kimś z nas czy o sobie?
- Mówię o Sionie, o tym co napisał księgę.
- To że Was opisał tylko nam pomogło uratować dzieci.
- Kim one są, które są złe a które dobre, jak uratować ostatnie?
- To były zwykłe parobki w domach szlachty, zebrane na rytuał. Nie ma złych i dobrych, to tylko po to aby zasiać niepewność. Jak uratować? Jak pozostałe 3?
Okrutny chichot.
- Rozerę wasze krtanie, napluję do serc, zjem wasze ciała i narzygam na trawę, to moje słowa.
Zamieszanie, postacie co chwila niknące w kurzawie walki. Wreszcie ostatni Beshiv pada na polu walki. Nad jego ciałem ukazuje się sylwetka nimfy.
- Uderzyła się w głowę, ale jest w swoim łózku, maleństwo.
EPILOG
Na pobojowisku ni stąd ni zowąd pokazuje się wiedźma.
- Zabili? To tylko dzieci, owoce lędźwi chłopów i mieszczan. A szukali tej, która przeżyła rytuał?
- To była pikno kobieto zy mynżym? Mamy jo znalyzc?
- Ja byłam tylko nędznym świadkiem, pewnie płacze, bo ktoś dzieciaki uwolnił, poszukajcie jej w dzielnicy biedoty w karczmie albo gdzieś blisko - odchodzi utykając.
Już w Minoc, szukają kobiety i znajdują. Przekazuja dobra nowinę.
Cała grupa, a nazbierało się ich sporo, wyruszyła w stronę karczmy aby opić zwycięstwo. Tyle miesięcy, tyle poszukiwań, tyle walki i trudu nie poszło na marne, dzieci bezpieczne!

- Dzieci, to owoce chłopów, żebraków i złodziei...
- Ona chciała władać nad strachem? Że nam to się udało?
- Ciekawe, najważniejsze że dzieciaki uratowane.
- To teraz jesteśmy Władcami Strachu - głośny śmiech
Autor: _berek