-Będzie dobrze, będzie dobrze... - powtarzał sobie pod nosem młody kapłan Badb. Wszak to jego pierwsze prowadzone święto jako oficjalny już kapłan Badb. Dotychczas służył głównie jako powiernik bogini, strażnik kapliczki i opiekun młodych berserkerów. Czuł dziwne mrowienie w żołądku. Tak to chyba przerażenie myślą o przemówieniu. Miał straszne obawy odnośnie tego czy na pewno powie wszystko dobrze...
Przyodział tradycyjną togę którą nosił w trakcie prowadzenia każdej, choć jak dotychczas zawsze drobnej ceremonii, i zazwyczaj w kapliczce... Pod nosem cały czas powtarzał sobie słowa jakiegoś tekstu wcześniej ułożonego. Odnalazł swój sztylet ofiarny, a także pozostałe symbole które powinien zabrać.
Mieszkańcy Yew gorączkowo krzątali się po mieście aby przygotować całą ceremonie. Rozpalali pomniejsze ogniska i szykowali drewno na największy stos. Ustawiali stoły, zbudowali mała arenę do walk pięściarskich, a także tarcze strzelnicze do kolejnego turnieju...
-Czy wszystko jest gotowe? - zapytał władce księstwa niosącego akurat mały stosik siekier którymi zawodnicy mieli rzucać do tarczy...
Poznawszy odpowiedź poprosił o zebranie przybyłych przy kamiennym kręgu zaraz obok ołtarza.
Ared rozejrzał się po okolicy, spoglądając na zbliżające się postacie pomiędzy drzewami. Zbliżał się świt. Tak, ceremonia rozpocznie się wraz ze wschodem słońca. Wschodem nowej nadziei dla Yew...
- La brea - rozpoczął kapłan - berserkerzy, szamani, mieszkańcy naszego wspaniałego księstwa Yew, a także wszyscy inni którzy przybyliście do Yew na festyn ku czci naszej bogini Badb... Nastały dla nas niezwykle czasy, teraz oto przed nadejściem mroźnych dni, w czasie święta Samhain zebraliśmy się tutaj aby oddać hold ku Jej czci... - przerwał na krótką chwilę aby nabrać powietrza.
- Ostatnie wydarzenia miedzy nasza kraina - kontynuował dalej - a królem sprawiły iż doszło do zerwania dawnych sojuszów i zawarcia nowych przypuszczam że równie zaskakujących dla niektórych z nas jak i zapewne takich które zaskakują Badb. Jesteśmy tutaj jednak po to aby pokazać iż sojusz taki może pomoc nam w nadchodzących latach. - z tymi słowami dobył zza pasa falisty sztylet ofiarny i kontynuował przemowę...
- Tak wiec dziękujemy Tobie Badb za opiekę nad nami w latach które minęły i prosimy o wsparcie w nadciągającej burzy jaka niewątpliwie może się rozpętać w nadchodzących latach. Przyjmij proszę od nas te oto ofiarę a także przyjmij w przyszłości w ofierze krew pokonanych przez nas wrogów! Chwała Badb! - zakrzyknął, a następnie zatopił ostrze sztyletu w zwierzęciu ofiarnym, a wraz z nim zawołał tłum który go otaczał.
W tym czasie na jednej ze skał kręgu wierni dostrzegli kruka który przysiadł na kamieniu i wpatrywał się w całą ceremonię. Następnie zleciał ku ofierze i porwał kawałek mięsa z zadowoleniem odlatując. Przez wszystkich zostało to odebrane jako dobry znak. Bogini przyjęła ofiarę kapłana i wiernych.
- Biorąc pod uwagę panujące święto proszę was o rozłożenie przy ogniskach niewielkich ilości jedzenia które symbolicznie ma odwrócić uwagę dusz zmarłych od świata żyjących. Aby te nie przeciągnęły szybciej niż to konieczne żadnego z żyjących na drugą stronę.
Następnie wyciął z kozła ofiarnego kawał mięsa i poprowadził obecnych w stronę największego stosu.
Tam zaś prosił dusze przodków o pozostawienie w pokoju żyjących i nie sprowadzanie ich ku sobie szybciej niż tego wymagają bogowie...
Największe ognisko zapłonęło, tym czasie dało się dostrzec niewyraźne sylwetki które pojawiały się w pobliżu ognisk... Co niektórzy starsi mieszkańcy zaczęli poznawać ledwo wyraźne postacie zbłąkanych dusz, a następnie dokładać do ognisk dodatkowe porcje jedzenia...
Smutna atmosfera panującego święta została jednak przygaszona rozpoczęciem festynu. Głosy bawiących się opanowały miasto, wino, miód i inne trunki lały się szerokimi strumieniami. A następni śmiałkowie poczęli zgłaszać się do turniejów. Zmagania trwały cały dzień i jeszcze do późnej nocy słychać było wrzawę wywołaną walkami na arenie czy innymi zawodami...
Kapłan przyznał z uznaniem, że największym zainteresowaniem cieszyły się zawody pięściarskie.

Długie i męczące zmagania przerwał w pewnym momencie niezapowiedziany niczym wybuch... zaraz potem na okolice zaczęły spadać dziwne grudy. Po krótkiej chwili mieszkańcy przekonali się, że ktoś postanowił zakłucić wesołą zabawę i podpalił lokalną latrynę a także kilka innych budynków...
Obecni natychmiast porzucili turnieje i zajęli się gaszeniem pożarów...
Nie trwało to zbyt długo ale niestety skutecznie zepsuło zabawę dużej większości obecnych na festynie. Młody kapłan widział kilka osób dosłownie czerwonych ze wściekłości. "Oj, wygląda na to, że niedługo trwała sielanka w Yew..." podsumował pod nosem i aby wyrwać jakoś mieszkańców ze złego nastroju jaki zapanował, poprosił o pomoc w gaszeniu ognisk rozpalonych wcześniej w mieście.
Dusze przodków musiały bowiem opuścić te ziemie i powrócić na drugą stronę aby dalej próbować dotrzeć do królestwa zmarłych i zaznać wiecznego spokoju...
Niestety ale i kapłanowi w pewnym momencie udzielił się grobowy nastrój. Gdyż po odesłaniu wszystkich dusz na drugą stronę i zagaszeniu ognisk wyszedł na jaw straszny fakt. Ołtarz Badb został zniszczony, a figurka symbolizująca kruka Badb zniknęła...
- Niech będzie przeklęty przez Badb ten kto śmiał dopuścić się tego bluźnierstwa... - powiedział pełen rozpaczy kapłan po czym legł na pobliski konar i dłuższą chwile wpatrywał się martwym wzrokiem w zniszczone miejsce...
