Młoda czarodziejka jak co dzień wyszła na balkon swego domu by ćwiczyć umiejętności panowania nad magią. Zaczęła mruczeć słowa prostego zaklęcia gdy ostry podmuch wiatru rozproszył ją porywając płaszcz i wytrząsając zioła z worka u pasa. Przycisnęła się do ściany i mocno owinęła płaszczem, a w międzyczasie na dębowych deskach wylądował mały czarny grzybek. Dziewczyna lekko zirytowana już miała chęć podejść i strzepnąć śmieć na ziemię, gdy zaczęło się z nim dziać coś dziwnego. Powierzchnia zaczęła pękać, a spod niej wynurzyły się podłużne korzenie i pędy. Po chwili przy balustradzie tkwiła mała, czarna zgarbiona roślinka. Minęło kilka minut, a jej gałązki przybrały brązowy kolor, liście i kwiaty zazieleniły się, a ona sama wyprostowała się dumnie. Dziewczyna obserwowała zjawisko ze zdziwieniem i podziwem. Mimo iż wiatr już ucichł, roślina zaszumiała, a dźwięk ten ułożył się w zrozumiałe słowa...
- „Oczekuj mych owoców na początku zimy... Podlewaj mnie, a nagrodę otrzymasz... Z wiatrem przybyłam... i z wiatrem odejdę...”
Po czym zaczęła wydzielać, przyjemną, słodką woń. Dziewczyna przyglądała się jej jeszcze dobrą chwilę, po czym odwróciła się, i sięgnęła do stojącej pod ścianą skrzyni po dzbanek z wodą. Zanim go wygrzebała minęło kilka minut. Okręciła się na pięcie z zamiarem podlania rośliny i ze zgrozą stwierdziła, że zamiast niej po podłodze wije się uschły, pogięty badyl. Czarodziejka wydała z siebie ciche westchnienie pełne smutku, po czym podeszła do roślinki i ostrożnie wylała na nią całą zawartość dzbanka. Ku jej uldze niespodziewany gość na powrót wyprostował się i zazielenił. Kwiaty znów zaszumiały...
- „Dziękuję... to wystarczy mi do końca jesieni...”
Dziewczyna zadowolona z siebie usiadła na ławeczce, obserwując mieniące się liście i kwiaty, jednak roślina zamilkła, kołysząc się tylko na lekkim wietrze...
-------
Dziękuje za małe urozmaicenie po godzinach koxu... I za pierwszą taką sytuację, w której oczekuję ciągu dalszego :wink: