Mężczyzna mknąc na swoim rumaku przez ciemny las, nagle dostrzegł między drzewami dziwny budynek. Zarówno sam w sobie dziwny, jak i dziwnie oświetlony. Przed budynkiem stały dwie postacie. Może nie do końca wyglądały jak ludzie, aczkolwiek z daleka dało się stwierdzić iż faktycznie ktoś lub, coś tam stoi. Nie zastanawiając się długo, ruszył przed siebie w kierunku sylwetek starając się jak najdłużej pozostać ukryciu. Gdy człek podjechał pare, czy parenaście metrów bliżej, stwierdził że owe postacie wyglądają zupełnie jakby jedna z nich była wodą zawieszoną w powietrzu, druga natomiast płonęła żywym ogniem rozświetlając dookoła ciemną okolicę. Mężczyzna, długo nie myśląc zsiadł z konia, wyciągnął strzałę, naciągnął cięciwę łuku po czym wstrzymał oddech i posłał ją z cichutkim furkotem w stronę ognistej sylwetki. W międzyczasie przez głowę przeleciało mu coś z opowieści starych mędrców na temat Strażników Ognia, Wody, Powietrza i Ziemi, jednak nie zdawał sobie z tego sprawy. Tak samo jak nie zdawał sobie sprawy jak wielki popełnił błąd wypuszczając strzałę właśnie w kierunku jednego ze Strażników. Strzała przecięła powietrze z głuchym świstem, po czym sięgając celu wybuchła. Ognista sylwetka nieco jakby przygasła i zwaliła się na ziemię. Po chwili ogień zamarł zupełnie, a na wypalonej dookoła ziemi leżały tylko dziwne kawałki jakiejś masy. Łucznik nie zważając na stojącego tuż obok Strażnika Wody podbiegł do resztek, po czym stwierdzając iż nic ciekawego nie znalazł wsiadł na swojego rumaka i pojechał dalej zupełnie nie zdając sobie sprawy co teraz go czeka.
Kilka chwil później mknąc korytarzami jednej z wielkich mroźnych jaskini, poczuł na karku powiew gorącego powietrza. Obejrzał się za siebie jakby szukał źródła ciepła, jednak niczego nie dostrzegając odwrócił spowrotem głowę. Tuż przed nim stał wysoki na dwa metry Strażnik Ognia prawie identyczny jak ten, którego parenaście minut temu powalił strzałą na ziemię.
c.d.n.