Przeszłość…
Młodzieniec siedział cichutko na krześle w banku Yew. Sen swą magią zamykał jego powieki, podczas gdy ten powoli doskonalił małe części kuszy. Tak, jeszcze trochę z tej strony i będzie pasować – pomyślał. Nagle zimowy podmuch wiatru otulił jego plecy, kark i szybko rozproszył światło świeczki stojącej przy księgach bankiera. Ten jedynie mruknął coś pod nosem, zdrapał wosk ze stołu i powrócił do przepisywania ksiąg. Mały łuczarz zdziwił się niezmiernie. Przecie okiennice zamknięte – pomyślał – a to co? W bezszelestnie otwartych drzwiach banku zobaczył nieznajomą postać. Wsparty na sękatej lasce lekko zgarbiony staruszek wkroczył powoli do środka. Wiatr tym razem zatrzasnął głośno drzwi za starcem. Młodzian obrócony już na krześle zagadał:
- Dziwnie, że te drzwi otwarły się tak bez dźwięku. Przecie ich otwarcie słychać aż u miejskiego kowala.
Zmarszczona twarz dziadka wydała się pokazywać teraz lekki uśmiech. Starzec kroczył coraz wolniej, jakby miał problem dojść do blatu stołu. Łuczarz zrzucił z kolan trociny, szybko zamknął skrzynię, podszedł do niego i pomógł usiąść na swoim miejscu.
- Ahhh … dzięki ci młodzianie, coraz mniej wychowanych wśród was…
- Proszę bardzo – odpowiedział, po czym siadł obok i znów otworzył swój kuferek. Starzec zrobił podobnie, jego skrzynia była jednak o wiele większa. Bankier aż zacisnął zęby przy jej podawaniu. Większe było jego zdziwienie, gdy staruszek bez trudu podniósł ją ze stolika i położył sobie na kolanach. Zajął się jednak znowu swoją pracą bez gadania.
- Ehhh ta noc a jeszcze me stare oczy mało co widzą – powiedział marudnie – czy możesz poświecić mi tutaj dziecko?
- Ależ proszę bardzo – odpowiedział i chwycił świeczkę do ręki – czy tak lepiej?
- Tak, trzymaj tak chwile, musze czegoś poszukać.
Chwila ta trwała długo, młodziana zaczęła boleć już ręka od tego. Starzec bez przerwy przekładał coś na lewo i prawo parskając coś do siebie.
- No nie mogę znaleźć od diaska! Dość, nie mam siły już szukać, będzie musiało poczekać…
Łuczarz dalej trzymał w zamyśleniu świeczkę. Wiekowy mężczyzna spojrzał na niego, przyjrzał mu się dokładnie, począł rozglądać się po pustym banku.
- No już odłóż tą świeczkę na stół, przecie już nie szukam nic. Ahh wybacz, zdenerwowany jestem – zamyślił się, po czym dodał – dzięki ci za pomoc, dam ci coś za to.
- Ale przecie ja nic…
- A tam cicho siedź, odmówić nie możesz! – znowu zajrzał do skrzyni, tym razem wydawał się wiedzieć gdzie szukać.
– Masz tutaj, o, ten plecak weź – wyjął szybkim ruchem i podał go młodzianowi.
- Ale ja nie potrzebuje, mam swój własny i jeszcze w dobrym stanie.
- Takiego jak ten nie masz, nikt nie ma! Zobacz.
Skóra, z której zrobiony był plecak wydawała się być gładka jak skóra dziecka jednak nie była to skóra ludzka.
- Piękny prawda? – zapytał – i do tego ma wyjątkowe właściwości – dodał cicho.
- A jakie to? – zainteresowany chłopak spytał równie dyskretnie.
- Ano wyobraź sobie, mimo dużych starań nigdy nie udało mi się go zapełnić. Wydaje się, że nie ma dna jednak wszystko jest łatwo dostępne. Dodatkowo zobacz jak łatwo go otworzyć, starczy znać sposób – zademonstrował – Jeśli jednak coś już do niego wpadnie to ciężko będzie temu czemuś się z niego samemu wydostać.
- Z czego ten plecak zatem zrobiony? Z jakiego zwierza, że taki wyjątkowy?
- Ahh jest to niespotykana już istotka, barbarzyńcy z Trinsic wołają na nią Elamr. Przynajmniej dawno jej nie widywałem, jednak chyba nie wyginęły całkowicie. Jest to niemożliwe, zawsze jakaś zostanie.
Starzec zaczął opowiadać słuchaczowi o tym zwierzęciu:
- Jest to dziwna istota, podobna trochę do małego goryla. Kiedyś myślałem, ze potrafi nawet czytać jednak myliłem się. Zauważyłem, że podobnie jak byk, atakuje osoby ubrane w czerwień. Jeśli ktoś spotka się z nim i ma na sobie choćby kawałek czerwieni, musi się mieć na baczności. Zwierzę zaczyna wtedy głośno ryczeć i szarżuje w stronę swej przyszłej ofiary. Krzykiem prawdopodobnie woła resztę stada, bo chwilę potem w okolicy pojawia się ich gromadka. Najbardziej zadziwia mnie ich apetyt. To zdumiewające jak coś tak małego i wyglądającego nieporadnie tak szybko pałaszuje zdobycz. To nawet nie gryzie, to połyka wielkimi kawałkami. Szybko chrupie ofiarę, po czym oddala się stadnie. Ot takie dziwne stworzonko, lepiej omijać je z daleka. Widziałem przypadki, gdy atakował też niczemu winnych podróżników. Nawet nie byli ubrani na czerwono, po prostu musieli wzbudzić jakoś jego apetyt. Swego czasu były masowe polowania na te istoty. Ja jestem jednym z tych, którym się udało je upolować. Wtedy jeszcze młodym byłem, może trochę starszym od ciebie. Od razu wyciąłem skóry i wio koniem do domku. Zanim zginął udało mu się wrzasnąć kilka razy, bałem się, że będę musiał toczyć walkę z kilkoma takimi. W domu zająłem się szyciem, ciężko było, bo to gruba skóra, ale efekt trzymasz teraz w rękach. Pooglądaj sobie plecak a ja rozprostuje nogi… - Starzec wstał z krzesła.
- Hmmm, no, ale skoro ten plecak taki pojemny to, czemu nie zmieści pan w nim tego, co ma w tej dużej skrzyni? Panu się bardziej przyda. Proszę pana?
Za młodzieńcem nikogo nie było a wiatr zdawał się delikatnie podśpiewywać…
Teraźniejszość
No, dość tego. Za dużo razy już padłem. Pokradli mi wszelkie plecaki – pomyślał. Pora wziąć ze sobą to cudo. Za długo już kurzy się w skrzyni, może on odwróci moją złą passę…
-------------------------------------
Ot taka sobie przygoda, dość stara już ale to dobry moment na jej opisanie. Myślę, że wszystko ładnie i czytelnie opisałem. Oceńcie sami jak Wam się podoba, dużo takich pisać nie będę.