Mrok pokrył już ziemię. Tylko mdłe światło okien świątyni rzucało podlask na okalającą murawe.
Stał z kilofem opodal skały okalającej dziedziniec zamkowy. Juczna lama z wierzchowcem stały obok niego, spoglądając znudzonym wzrokiem w ciemną dal.
Naraz, gdzieś w zauku błysnął biały blask. Po chwili pojawił się w całkiem innym miejscu.
Ktoś lub coś przybylo w te odludne tereny. Zaciekawiony spojrzał w tym kierunku. Jednak gęsty już mrok nie pozwalała dostrzec nic co tłumaczyłoby to światło.
I naraz... pojawiło się to .. coś.
Bielsze od białości, male to to a jednak złowrogie w swojej osobowości.
Biedna lama oparła sie całym cięzarem na nim i strzygąc uszami przypierała go do ściany skały.
Sam z opadniętą z wrażenia szczęką patrzył na to dziwadło by po chwili zwalić się jak długi na ziemię. To ukochane jego juczne zwierzątko z ochrypłym kwikiem fiknęło kozła lądując obok niego na glebie, tak jak juz to nieraz robiło gdy uznało, ze ciężar przerasta jego siły. Tym razem w jego oczach nie było jednak widać figlarnych ogników lecz paniczny strach. Z trudem gramoląc się z plątaniny zwierzęcych móg stanął rozdygotany na ziemi.
Nieme słowa uwięzły mu w gardle. Spoglądał z niepokojem na przybysza.
- Ty mieć złoto ?
Ogłupiała do reszty twarz była jego całą odpowiedzią. Spodziewał się czegoś najgorszego, lecz to pytanie gruchnęło jak piorun z nieba pozbawiając całkowicie jakielkolwiek pozostałej w nim jeszcze zdrowej myśli.
- Nie mam - cicho odpowiedział, nie poznając w ogóle swego głosu.
- Jeśli Ty nie mieć, to ja zrobić to...
I w tej chwili ulubiony wierzchowiec mistrza zakonu zmienił sie ni mniej, ni więcej w... prosiaka !
Dookoła niego zaczęły wyrastać portale jak grzyby po deszczu z wychodzącymi z nich świniakami.
- To Ci, ktorzy nie chcieli płacić !
Pobladłymi ze strachu ustami zdołał jeszcze wyszeptać..
- NIE ! ... nie możesz tego zrobić Wasza Kudłata Wysokość !
Chciał krzyknąć lecz z krtani wydobył mu sie tylko błagalny ton.
- To nie moj wierzchowiec lecz mistrza zakonu, tu są moje jeśli taka Twoja wola.
Pomimo całego strachu, wizja która ukazała się jego oczom była o stokroć gorsza niż to co mogło go w tej chwili spotkać a widok Damy Zakonu, zadającej słodkie lecz jadowite zarazem pytanie -..." co to ma być ?" mogł swoją wymownością zabić.
Biała postać niczym zjawa krążyła po dziedzińcu zamkowym, ukazując sie to tu, to tam.
- Jestem tylko marnym pyłem na dobrach zakonu, ale obiecuje dostarczyć to czego żądasz - szepnął nieśmiałym głosem.
Spoglądając z podejrzliwością na przywróconego juz do dawnego wyglądu ostarda wiedział, że zakon ma w tej chwili inne potrzeby a zasoby skarbca przeznaczono na szczytniejsze cele.
- Ty zdobyć złoto a ja wrócić po nie !
- I pamiętać co się stanie jeśli ...
I tak jak nagle się pojawił, tak też znikł w mrokach nocy.
Rzucił niedbale kilof do plecaka. Spojrzał na zwierzaki i chyba na dnie ich oczu zauważył jakiś figlarny błysk lecz machnął tylko zrezygnowany ręką i ruszył ku wieży.
Wiedział, że Ten co rzucił groźbę wróci tu ponownie by się o nią upomnieć.
Tego był pewien...
ps
nie... to nie koniec historii ale niech taką pozostanie
special thx for Ult ... i małe potrafi być wielkie :wink: