Autor Wątek: Z pamiętnika pewnego krasnoluda...  (Przeczytany 590 razy)

Offline sod

  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 709
Z pamiętnika pewnego krasnoluda...
« dnia: 2005 10 13, 06:04:21 »
Z pamiętnika pewnego Krasnoluda


*widzisz wielka księge opatrzoną podpisem: Xan Malavi*
*krasnoludzkie runa napisane mytherillowym kolorem*
*wertujesz strony czytając najciekawsze, jak ci się zdaje, fragmenty*


Dzień 22 Roztopy

Normalny nudny poranek, ścieliłem właśnie swe łoże po regenerującym siły śnie, gdy nagle poczułem zimny powiew górskiego powietrza na karku. Obejrzałem się, lecz nic za mną nie było, kiedy odwracałem głowę aby kontynuować swą pracę, ku memu zaskoczeniu ujrzałem ducha. "Ghun madd'uf un barus!" - wykrzyknąłem, aby pradawnymi słowami pierwszych krasnoludów pokazać zjawie, że nie boje się jej i jeśli ona tego zechce wysłucham jej słów. Dusza przemówiła: "Jestem Calbrien to właśnie ty musisz nam pomóc, musisz powstrzymać Pana Smoków!! (...) Udaj się do miasta elfów i tam zdobądź potrzebne informacje... musisz nam pomóc w uratowaniu świata!" Duch lewitował jeszcze przez chwile jakby w zamyśleniu, a potem podając mi bez żadnego słowa książke, w ktorej było spisane wszystko co było mi potrzebne, znikł tak samo szybko jak się pojawił. Pomyślałem, iż to bujda, coś musiało mi się widocznie przywidzieć...
[/i]

Dzień 23 Roztopy

Wędrowałem właśnie przez Minoc ku górom kiedy obwoływacz zaczął głośno wykrzykiwać: "Morderstwo! Książe Calbrien zamordowany w niewyjaśnionych okolicznościach! Morderstwo!" Jednak to była prawda! Przeklałem sam siebie, że już wcześniej nie posłuchałem ducha i nie uświadomiłem elfów. Miałem ochotę poszarżować do Skara Brae, lecz postanowiłem, iż przeczekam okres żałobny aż do pochowania Księcia


Dzień 12 Narodziny Słońca

Przybyłem do Skara, lecz nikogo nie zastałem, gdy już miałem wracać w góry ujrzałem tajemniczego elfa. On to zaprowadził mnie na cmentarz i opowiedział wszystko o pieczęciach, demonach i panu Smoków. Powierzył mi swe spostrzeżenia i poprosił mnie abym przekazał je innym elfom[/color]

Dzień 15 Narodziny Słońca
Od dawna już nie znalazłem żadnej wskazówki, która miałaby mi pomóc. Postanowiłem chwile odpocząć od ciągłego poszukiwania i udałem się na Wężową Wyspę gdzie jak słyszałem, niegdyś ogr zakopał swój skarb. Odnalazłem go i pokonałem strażników, lecz gdy miałem już wracać coś unieruchomiło me ciało, próbowałem się ruszyć, ale bezskutecznie. Przed mymi oczyma pojawiła się istota otoczona nekromancka aura. Jej ciało było w totalnym rozpadzie, przez co jak sądziłem nie będzie umiała się ze mną porozumieć. Ku memu zaskoczeniu istota ta robiła to bez problemu. Jej słowa po prostu pojawiały się w mej głowie. Próbowała przekonać mnie abym to jej pomógł w opanowaniu świata wzamian za wielkie skarby, lecz wyciągnąwszy broń, rzuciłem się na nią w furii, za tak znieważające stwierdzenie, iż mógłbym być aż tak przekupny. Istota oznajmiła mi jeszcze, że wkrótce tego pożałuje i znikła... Do dziś zastanawiam się co to było.[/color]

Dzień 8 Od... *dalsze runy są wymazane*


Postanowiłem udać się do miasta elfów w celu dalszych poszukiwań wskazówek. Napotkałem tam Andirle, jedną z wysoko postawionych Elfów. Udaliśmy się do latarni morskiej, aby wymienić swe informacje w całkowitej tajemnicy. Mewy jak codzień skrzeczały donośnie wtórując szumowi oceanu. Andirla pokazała mi księgę z jedną z czterech złamanych pieczęci. Nie rozumiałem co prawda co było w niej napisane, lecz ma przyjaciółka widząc me zdezorientowanie, zaczęła czytąć pradawne elfickie pismo.
Jego treść mocno mnie rozczarowała, opowiadała ona o współpracy kśięcia z królem kransoludów, o wspólnej walce ze złem i ostatecznym unicestwieniem Złotego Demona. Niestety pieczęcię zostały zniszczone. Muszę coś wymyślić,aby ocalić świat od demonów. Opowiadając mi o starożytnych dziejach Andirla nieświadomie przypomniała mi o histori początków mej rasy, kiedy to jeszcze żyliśmy wraz ze Stornem. Wiedziałem, iż była to kiedyś jedna z większych naszych tajemnic, lecz w słusznej sprawie postanowiłem opowiedzieć to mej przyjaciółce. Dawno temu Krasnoludy wraz ze swym bogiem odkryły nową rudę, niestety tylko Storn mógł zejść w czeluście ziemi i ją wydobyć. Krasnoludy oczarowane swą "nową zabawką" gromadziły rudę masowo. Pewnego razu stała się niestety rzecz straszna. Zaraz za Stornem, z czeluści wyleciał olbrzymi demon. Walka trwała dniami, tygodniami, lecz nic go nie mogło powstrzymać. Każda broń rozpadała się w zetknięciu z demonem. Bitwa trwała dobre pare miesięcy, kiedy to demon ukrył się aby odpocząć do nastepnej walki. Siły krasnoludów były już nikłe. Storn nakazał, co jak sądził było jedynym skutecnzym posunięciem, wykuć oręż z osławionej rudy. Niestety krasnoludom nic nie wychodziło, rękojeść była gotowa ale klingi w żaden sposób nie dało się naostrzyć. Wtedy z pomoca przybyła tajemnicza istota. Podała się za boga elfów i tchnęła swą moc w kowali aby ci byli w stanie wykuć miecz, Faktycznie, broń została wykuta i świetnie nadawała się do walki. Storn wyzwawszy demona na pojedynek pokonał go prawie że natychmiast. Od tamtego wydarzenia krasnoludy nazwały rudę Khazun Dumrok czyli Krasnoludzki Pogromca, myślano iż Storn nadal będzi im pomagał w wydobywaniu surowca, ale ten w swej mądrości zniszczył zejście do czeluści ziemi a miecz schował w tylko sobie znanym miejscu. Krasnoludy nie zapominały tego zdarzenia i dlatego to, kiedy wraz z elfami toczyli zażarte wojny, postanowili zataić fakt, iż to właśnie bóg elfów pomógł im dawno temu.
Andirla była bardzo rozczarowana mą opowieścią, stwierdziliśmy , że to może nam pomóc w ocaleniu naszego uniwersum. Po krótkiej naradzie stwierdziliśmy, ażeby osobno poszukać teraz informacji o owej rudzie i ponownie spotkać się za jakiś czas.
Wsiadłem na swą bojową lamę i udałem się w kierunku mostu...
[/color]