Tej jesieni smutne wierzby nisko zawieszaly girlandy lisci otulajac lesny dwor jemniczoscia,
którą potęgowałą zalegająca mgła i wieczny śnieg wewnątrz domu. Dernhelm stał długo patrząc oniemiałym wzrokiem na drzewo stojące opodal kamiennego stołu.
Wojownik zignorował cichy szelest kroków, który równie szybko zagłuszyło zawodzenie wiatru.
- Drzewo... - mruknął mężczyzna.
- Mae? - ozwał się stłumiona głos. Lodowaty chłód pojawił się za plecami Rycerza. - Dawno nie bylo Cię mellonamin. Co Cię sprowadza tak wcześnie rano? Czyżby Twoje sny nie wały Ci spokoju?
Dernhelm nie odpowiedział z początku nic. Stał nadal w miejscu analizując fakty. Dopiero
lodowaty dotyk elfa wyrwał go z osłupienia.
- Sny... - zajaknął się - tak sny... - spojrzał w srebrne źrenice elfa. Nigdy do końca nie poznał namiastki jego historii, nigdy nie zadawał pytań. Sine usta elfa wygięły się w ledwo dostrzegalnym uśmiechu, który osoba nie znająca Aiona, zrozumiałaby jako dziwną, groteskową minę. - Skąd wiesz?
Aion Estela Aldaron stał w miejscu niewzruszenie, spowity delikatną lodowatym tchnieniem nie poruszał się. Jego oczy wpatrywały się w Dernhelma bez zmrużenia powiek. Rycerz dostrzegł delikatne ruchy cieni snujących się po jego todze. Elf podciągnął płaszcz wyżej na ramiona - otoczył go mrok, mrok tak gęsty iż poranne śłońce zdawało się omijać całkowicie jego sylwetkę. Kątem oka Dernhelm dostrzegł poranne promienie opadające ostrym kątem na koronę drzewa rosnącego przed Srebrnym Dworem.
- Wspomnienie Eregdos - powiedział spokojnie elf. - My Ithildian Tirith uin Eregdos wiele widzimy. Aion ruszył przed siebie mijając po drodze oblodzony znak. Dernhelm rzucił okiem na niego - ostoja wędrowców - napis pokryłą warstwa lodu ale ciemne litery wyraźnie konturowały z jasnym drewnem znaku. W zaroślach obok hitynowa powłoka smoka rzuciła nagłe refleksy słońca. potwór wypełzł na otwartą przestrzeń, podkulił kończyny, łeb połozył na wystającym kamieniu i rozpoaczął wylegiwanie się na porannym słońcu.
Mgły powoli rozpiechrzły się wypędzając resztki koszmarnego snu z pamięci rycerza. Drzwi do dworu, pokryte soplami lodu - powoli z głosnym trzaskiem otworzyły się. Weszli do ogromnej sali gdzie tuż przy przeciwległej ścianie, stały pokryte lodem drzewka. Aion skręcił w prawo i wszedł szybko po schodach. Wkrótce obaj siedzieli na balkonie drugiego piętra popijając elfie wino i rozkoszując się cudownym smakiem niziołkowego ciasta. już wysoko, kiedy lekki wiatr zerwał pierwsze liście rosnących obok dębów i buków. Bryza niosła ze sobą ostatnie ciepło i zapach morza.Smok wstał powoli, ruszając z miejsca dwutonowe cielsko, przeszedł dziesięc kroków pozostawiając za sobą bruzde zoranej ogonem ziemi, po czym głucho runął na ziemię. Z nozdrzy stworca buchnąły trujące opary z uchylonych źrenic; gadzie oczy lustrowały bacznie siedzących na balkonie.
Słońce stało już wysoko, kiedy lekki wiatr zerwał pierwsze liście rosnących obok dębów i buków. Bryza niosła ze sobą ostatnie ciepło i zapach morza.Smok wstał powoli, ruszając z miejsca dwutonowe cielsko, przeszedł dziesięc kroków pozostawiając za sobą bruzde zoranej ogonem ziemi, po czym głucho runął na ziemię. Z nozdrzy stworca buchnąły trujące opary z uchylonych źrenic; gadzie oczy lustrowały bacznie siedzących na balkonie. Aion początkowo milczał obserwując poranne niebo i w końcu wyrwał się z zamyślenia. Potrząsnął lekko głową spoglądając na przyjaciela.
- Dernhelmie powiedz mi co u Kimie? - pytanie wymówione cicho wędrowało chwile pomiędzy nimi.
- Została w Minoc - rzucił krótko.
- Domyślam się, ze o niczym nie wie. Że nie wie o tym co wydarzyło się wieki temu? Że sam nie wiesz co kryje tajemnica...
Dernhelm jako Zakonnik miał okazję wielokrotnie poznawaćtajemnice odległe i niezrozumiałe dla innych ludzi. Tym jednak razem,
nie znał odpowiedzi na żadne pytanie. Spojrzał poza balustradę na cielsko smoka.
- Chodź... zaprowadzę Cię gdzieś. - Aion wstał szybko. Z jego płaszcza i togi, drobne sople lodu odpadły rozbijając się o posadzkę.
- Dokąd jedziemy?
- Jest niewiele czasu - rzucił krótko. Dopero teraz Dernhelm dostrzegł mythrilową zbroję. Aion zbiegł po schodach porywając po drodze miecz i hełm.
Otworzył z impetem drzwi wyjściowe. Dla Dernhelma nagle czas spowolnił swój bieg. Dostrzegł smoka, który na widok elfa poderwał gwałtownie łeb,
jego opancerzone kończyny zapadły się głęboko pod ziemię, pod wpływem nagłego ruchu. Aion Estela Aldaron wskoczył szybko na jego grzbiet naciągając nisko przyłbicę.
- Jedź za mną. Trzymaj się blisko, cokowiek zobaczysz pozostawisz dla siebie. Jasne?
Rycerz kiwnął głową. Smok ruszł z miejsca wyrzucając w powietrze grudy ziemi. Pognali przez las w górę rzeki miajajc góry Destard po lewej stronie. Jechali nieprzerwanie trzy godziny, z dala od scieżek i dróg. Na przełaj przez las. Głośne dudnienie smoka rozrywało ciszę. Na miejsce dotarli kiedy jesienne słońce chyliło się ku zachodowi a wieczorny wiatr przyniósł ze sobą odgłos burzy. Wyłonił się przed nimi dwór z kamienia, z kwiatami tuż przed wejściem.Otoczony z jednej storny górami a z drógiej gęstym borem. Osadzili nisko wierzchowce. Na progu stała kobieta. Jej złote włosy, luźno rozpuszczone
opadały jasnymi kaskadami na ramiona. Jej młoda twarz spoglądała na jeźdźców nie wyrażając żadnych uczuć i tylko jej oczy z których pozierała ogromna wiedza przyprawiała o strach. Aion nagle zamarł ściągając powoli hełm.
- Nie... - szepnął cicho. Zmrużył oczy patrząc na ziemie. Pod stopami smoka wypalone ślady znaczyły scieżkę w strone dworu. Andirla nie oderwając wzroku od Dernhelma,
powoli odpowiedziała a jej słowa przyniósł wiatr.
- Byl tu Kapoer Vis'Argon. Zabrał Księgę Prawd... Równowaga między bogami a ludźmi stoi nad przepaścią zagłady. Bogowie gotują się do wojny. Kapoer nie był sam...
Netherill kroczył wraz z nim..
aaa cdn

na potrzeby opowiadania pisz dosc lakonicznie

ale moze sie rozkrece dawno nie pisalem niczego poza konspektami i scenariuszami
