Było ich trzech,
w każdym z nich inna krew.
Dumny rycerz zakonu w błękitnej zbroi, o jaskrawej todze w bieli, połyskującej niczym pierwszy śnieg zimowego poranka Sosarii zszedł do kanałów Brittain. Ludzie zszokowani jego czynem nie dowierzali - co on robi ?
Ciemne korytarze, śmierdząca woda, gdzieniegdzie przegniłe czaszki ludzkie, zwierzęce oraz demoniczne. Odgłos kroków odbijał się przytłumionym echem po korytarzu.
*plask...plask....plask*
Wszedł do pomieszczenia w którym stały dwie postacie. Valdigar rzekł syczącym głosem:
"Oto i jesteś. Szczury nie zawiodły po raz kolejny. Zresztą, nigdy nie zawodzą".
Na podłużnej twarzy Norielna pojawił się lekki uśmiech. Avatar podszedł spokojnie, lecz niepewnie. Spojrzał wymownie na Valdigara i Norielna. Tamci skinęli głową.
Pochodnie przygasły. Absolutna ciemność zapanowała w pomieszczeniu. Pomieszczeniu które uważane było przez wieki wieków za dom Siona, pomieszczeniu przez które tysiące dusz przekroczyło bramę zaświatów.
Cichy i harczący głos Valdigara rozpoczął mantrę:
SzzzzzzzzzzzAvatar kontynuował:
Aaaaaattt
i Norieln pewnym głosem zwieńczył:
AnnnnnnnnWrota z otchłani zostały otworzone. Demon o rogach powyginanych niczym ludzkie zarodki które łona matki nie opuściły. Oczy buchające nieziemskim światłem. I skóra - pomarszczona z wypustkami, mazią obrzydliwą pokryta.
Tak oto wyglądał rytuał przyzwania Szatana. Rytuał przeprowadzony przez 3 reprezentantów znienawidzonych nacji - Zakonu, Chaosu oraz Wampirów.
*stronica z księgi tajemniczego skryby zapłonęła, po czym ogień połknął ją jednym kęsem w całości*