Kolejne dni mijały na ciężkiej pracy. Nadia nie pozwalała mi nawet na chwilę rozluźnienia.
„Szybciej zaczniemy, szybciej skończymy. Mniej przerw, mniej dni pracy”- ciągle powtarzała zaganiając mnie do roboty.
Rozpoczynałyśmy pracę zawsze o świcie, kończyłyśmy tuż przed zachodem słońca. Momentami żałowałam, że się tym zajęłam, ale efekt końcowy wart był każdego poświęcenia.
********************************************************************************************************************************
Franz:
Nosinim Q'shell przejeżdżał całkiem niedaleko stojącego Arcana.
Właściwie nic dziwnego, że Arcan stoi - pomyślał, gdyż rzadko się zdarzało by wspomniany druid poruszał się szybciej niż jego enty. Czasem Franz zwykł powiadać półszeptem do Q'shella "mówię ci, zapuści kiedyś korzenie..."
Ale nie zapuścił, przynajmniej jak dotychczas.
Łucznik miał już pozdrowić mistrza swojej gildii, gdy stwierdził że ten ma wyjątkowo głupkowatą minę.
- Nosinimie? - odezwał się choć wcale nie patrzył na cicho podchodzącego i zręcznego w swym fachu myśliwego.
- Tak Arcanie?
- Czy i ty to widzisz?
Q'shell spojrzał za drzewa jabłoni gdzie Nadia wraz z Divianną robiły z wieżą coś zupełnie odmiennego niż zazwyczaj robią kobiety.
- Czy one rozwieszają pajęczyny i demolują okno?
- Eee.... - wygadany zazwyczaj Nosinim nie za bardzo potrafił wytłumaczyć co się dzieje.
Klepsydrę później, przejeżdżał Franz Stary, a gdy dostrzegł druida i łucznika z wygiętymi nieco głowami i o otępiałych facjatach, wykrzywiających sie raz na jakiś czas ze zdziwienia, powiedział półszeptem: "no i zapuścili korzenie..."