DM2: Dziedzictwo Mistrzów
2010 09 05, 19:56:04 *
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Czy dotarł do Ciebie email aktywacyjny?

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Aktualności:
 
   Strona główna   Pomoc Zaloguj się Rejestracja  
Strony: 1 [2]   Do dołu
Drukuj
Autor Wątek: LoA  (Przeczytany 2107 razy)
Neron
Szydercy


Offline Offline

Wiadomości: 186


Legion Asmodaya


« Odpowiedz #15 : 2010 07 17, 05:05:05 »


„..Pod stopami niewinnych czai się zło..” – Cartus Nerrmack, 583 Roztopy

Powiadają, że na początku była plątanina myśli – rzekł Cartus do siedzącego obok Dhagta, który miał problem z wypowiedzeniem najprostszych słów zaklęcia … - zamilcz przez moment, skupić się nie mogę przez twój niewyparzony język – podniósł głos podirytowany mag.  Wojownik zmrużył oczy i wpatrywał się w pomarszczone, suche dłonie przyjaciela, które delikatnie przecinały powietrze kreśląc znak. Zaiskrzyło nagle, z małych iskier powstał cudowny płomień.  Piękny pokaz staruszku – wyszczerzył kły wojownik – pamiętasz jak byłem kowalem? Gdy uderzałem młotem o stal widziałem podobne iskry, wręcz przypomniałeś mi praktycznie młodość, mój drogi – uśmiechnął się Cartus. Dhagt pomasował skroń wskazującym palcem, spuszczając głowę w dół, po czym ją podniósł i spojrzał na potężnie zbudowanego mężczyznę z nutką radości.
-  Iskry.. są przepiękne, absorbują człowieka w każdym calu
- zupełnie jak życie – odkaszlnął Dhagt
- niespodziewanie ukazują się oczom, znikają tak szybko jak się pojawiły – westchnął wojownik.
Dhagt wiedział, że jego przyjaciel przeczuwa kłopoty, sam też był zaniepokojony, lecz nie w takim stopniu, co Cartus. Czyżby kolejny ciężki bój? Niemożliwe, dla nas już nie ma ciężkich bojów, wszystko to przechadzka.. Przechadzka po trupach, oby Asmoday nas uprzedził w porę, nie mam zamiaru po raz kolejny szykować się do bitwy w ostatniej chwili – pomyślał Cartus i spojrzał na Dhagta, który wpatrywał się w jego oczy i czytał mu myśli. Obaj pokiwali głową, wiedzieli, czego chcieli. Wiedzieli, że gdy Sosarie ogarnie ciemność, skrzydlate potwory z czeluści opanują niebo, a księżyc będzie świecił w pełni to na krainę przeleje się morze krwi. Krew wrogów, niewinnych…
- Ciekawe, co porabia teraz książę Minoc Rimmon – zastanawia się Dhagt dorzucając gałęzi do ogniska
- czyści zabrudzone ulice jak na księcia przystało – zaśmiał się wojak – chciał, to niech zajmuję się miastem
- racja, ale to nasz nowy dom wiec jak możesz to postaraj się docenić jego starania
- przecież on sprząta ciała po każdej bitwie, dla niego to czysty odprężający odpoczynek – spojrzał z szyderczym uśmiechem na maga, który musiał kilka razy odkaszlnąć by zachować powagę – doceniam jego brudną robotę.
Przygasało ognisko, które z niemałym trudem rozpalił Dhagt. Mroźny wiatr obijał się o skały, które otaczały jaskinie, a śnieg, co drzewa zasypał spadł na ziemie. Słońce leniwie chowało się za drzewami.
- Podtrzymuj ten ogień, bo zmarzniesz staruszku – wskazał palcem na ognisko i pstryknął – Noc się zbliża, to, co uwielbiam, czyli czas polowania. Dziękuję, że poczekałeś ze mną.
- Nie ma sprawy i tak nie miałem, co robić – wzrok skierował na ogień, po czym uniósł dwa palce ku górze. Płomień wzmocnił się, znowu grzało jak słońce podczas lata.
Dłużyło się, zniecierpliwiony Cartus z nudów zaczął czyścić blackrockową zbroje wykutą przez zapomnianą kowalkę Ish Hamadan. Zbroja robiona na miarę, cienka, wytrzymała blacha i co najważniejsze lekka, dawała Cartusowi dobrą ochronę przed ciosami.
- Dhagt – rzekł wojak przejeżdżając szmatką po stalowej tunice – współczuje.. współczuje im wszystkim… oni nie wiedzą, nie wiedzą… pod stopami niewinnych czai się zło.. ono zacznie oddychać naszym powietrzem, już niedługo.


„, Co za śmieciarze” – Rimmon Claymore, 583 Roztopy

Chmury zakrywały blask księżyca, który rzucał cień na dachy budynków w Minoc. Miasto tętniło życiem w nocy.. Od rana kilku legionistów Asmoday’a  oraz dosyć spora grupa szarych, biednych ludzi z Minoc doprowadzali miasto do porządku.
- Tallacoro, co ty wyprawiasz? Nie stój tak tylko odgarnij ten śnieg sprzed stajni! - Stanowczo krzyknął do kobiety Rimmon.Zagubiona Tallacora nie zadawała niepotrzebnych pytań, od niedawna w końcu jest posłuszna Asmodayowi.
Rimmon w ciągu godziny okrążył miasto dziesięciokrotnie, wydając przy tym wyraźne i proste rozkazy.
- Greg nie tak się przybija tabliczki, jak cie uczyłem?! Do cholery i sprzątnij ten bałagan przed tamtym budynkiem – podenerwowany wskazał palcem, – Co za śmieciarze
- Może mi pomożesz cwaniaczku?  – Odburknął
- pokazałbym ci jak to się robi, ale musze jeszcze listę banitów dostarczyć strażnikom.
-cwaniak.
Pędem fanatyk pognał na południową bramę. Strażnicy ubrani w złote zbroje kiwnęli głowami - Jak rozkażesz panie, żywi przez tę bramę nie przejdą.
Noc zbliżała się ku końcowi, pracowita dla mieszkańców Minoc. Rimmon stanął na murach i rozglądał się, wiatr kołysał drzewa, a chmury uciekały wraz z księżycem. Co upolował Cartus z Dhagtem w tą niezwykle mroźną noc?. .Mam nadzieje, że to ich umacnia.. bez nich.. będzie ciężko.. I tak będzie.. – Zamyślił się fanatyk, a słońce leniwie wzeszło nad las.
- Trzeba wypocząć, krucjata powinna niedługo się zacząć – Powiedział pod nosem władca, po czym ruszył w stronę banku.


„Czas to momenty i zdarzenia, w każdym zdarzeniu kryję się przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Koniec i początek to piękne słowa” - Gorn Artano’Dae, 586 Dogasanie


Kolejna mroźna noc daję się we znaki mieszkańcom Minoc. Dodatkowo śnieg zaczął prószyć, a w oddali widać było błyskawice, które rozjaśniały tą ponurą noc. Oświetlone ulice pokryte śniegiem były puste, nie było żywej duszy . Za to bank tętnił życiem jak nigdy. Jedni wymieniali się towarami, drudzy zaś siedzieli, rozmawiali i śmiali się do łez. Zdawało się, że nikt nie odczuł tej wyjątkowo mroźnej nocy w stolicy wiecznej zimy.
- Cartus łachudro zawalczyłbym z tobą, ale jesteś za słaby - zaśmiał się Gorn
- ostatnio się nie popisałeś, prawda Nash?
- prawda - odburknęła postać siedząca na ławeczce w kącie, twarz miała przykrytą kapturem i tylko fanatycy i stali bywalcy Minoc wiedzieli kim jest ta postać
- ziół nie miałem na czar ! Gryzłbyś glebe, jakbyś nie użył…
Gorn umilkł, gdy zobaczył za oknem przelatującego nietoperza. Momentalnie wstał prawie cały Legion siedzący w banku. Pierwszymi byli oczywiście Elmar i Cartus, zaś odruchowo dołączyli do nich Borgil, Nashgath i Molteron, ten ostatni już układał swoje demonie dłonie do czaru. Jedynym spokojnym był Dhagt, nie wzruszony tym co zobaczył jego przyjaciel, rzecz prosta i logiczna dlaczego, tropił, węszył ślady, mimo wieku bardzo skutecznie.
- Co jest Gorn? Mekmara zobaczył? - zadrwił staruszek
- co? - przez zgiełk jaki panował w banku Gorn nie dosłyszał - wieje nudą ?
- powiedziałem, że.. - nie dokończył, nie miał zamiaru się przekrzykiwać z handlarzami i z młodym pokoleniem, który przeżywał swoją pierwszą przygodę na polu walki
Atmosfera się ochłodziła, gdy do banku wszedł zmarznięty górnik, cały pokryty śniegiem od stóp po kapelusz. Mimo to dało się poznać, że to był Karimin - czeladnik nad którym musiał czuwać Cartus.
- Psia jucha no, pada i grzmi i zimno !  - wkurwił się mocno najmniej doświadczony Legionista
- co się tak bulwersujesz panie? Przecież tutaj to normalne - odrzekł ktoś z tłumu
- zgadza się - potwierdził Borgil
- Tak ! Tyle to i ja wiem, ale mi że pikawa prawie strzeliła jak znienacka zagrzmiało - zmarszczył czoło - w dodatku..
- pewnie widział nietoperza podobnego do Mekmara - szepnął Dhagt na ucho siedzącemu obok niego Borgilowi, uśmiechając się przy tym
- .. Upuściłem rude, gdym ujrzał nietopera bo już myślałem że Mekmar z resztą polują znowu na mnie przed kopalnią, a na moje nieszczęście broń żem zostawił w głębi kopalni opartą o skałę.. - przeklinał Karimin pod nosem
Wkońcu padło pytanie w stronę wkurwionego nie doświadczonego wojownika z kącika banku gdzie siedział Nash i przeprowadzał sekcje zwłok żaby na kolanach.
- a księciunia widział?
- nie, sądząc po zapalonej lampie w urzędzie pewnie tam siedzi i czyta jakieś dokumenty jak zawsze - odparł - chociaż, kto go wie co on tam za biurkiem robi tak naprawdę, może lepi kulki z nosa?
Zaśmieli się wszyscy fanatycy i ci którzy nic nie robili w banku a bacznie słuchali rozmów Legionu, nigdy nie wiadomo kiedy w ucho wpadnie ciekawostka lub opowieść, na to liczą. Ucichli po kilku ziarnach, nim się obejrzeli to słońce już leniwie wznosiło się nad Minoc. Cartus rozłożony na krześle obok Gorna oczywiście wkurzając go tym, że się rozpycha i ciągle szturchając i szepczący jaki to mag jest słaby i ślamazarny, przyglądał się przyjacielskim twarzą. Gdyby ktoś potrafił czytać w myślach wyczytałby u Cartusa jak bardzo martwi się nadchodzącą małymi krokami krucjatą, jak bardzo wszyscy się niecierpliwią, że to się tak wlecze, można by też wyłapać czy tak naprawdę Legionowi wyjdzie to na dobre i czy tego chcą. Nikt nie mógł tego wyczytać. Jeszcze nikt taki się nie narodził kto by czytał w myślach..



« Ostatnia zmiana: 2010 07 17, 05:35:56 wysłane przez Neron » Zapisane

zapraszamy na www.loa-dm.pl
Ave LoA ! Padłeś ? Powstań !
Gonzorr


Offline Offline

Wiadomości: 15


« Odpowiedz #16 : 2010 07 25, 12:48:35 »

Bardzo ciekawe opowieści. Super zrealizowana praca LoA i GM'ów. Życzę więcej takich przygód.
Zapisane
Strony: 1 [2]   Do góry
Drukuj
 
Skocz do:  


Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.11 | SMF © 2006-2009, Simple Machines LLC Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!